PE: zgoda na przejście do drugiej fazy rozmów ws. Brexitu

2017-12-13, 16:35 aktualizacja: 2018-10-05, 21:06
epa05408248 A single British flag sits on a desk during a debate in the European Parliament in Strasbourg, France, 05 July 2016. The European Parliament met to review the Brexit summit conclusions and the past Dutch EU presidency. All member nations of EU take part in the rotating six-month EU presidency that is currently held by Slovakia.  EPA/PATRICK SEEGER 
Dostawca: PAP/EPA. PAP/EPA © 2016 / PATRICK SEEGER
epa05408248 A single British flag sits on a desk during a debate in the European Parliament in Strasbourg, France, 05 July 2016. The European Parliament met to review the Brexit summit conclusions and the past Dutch EU presidency. All member nations of EU take part in the rotating six-month EU presidency that is currently held by Slovakia. EPA/PATRICK SEEGER Dostawca: PAP/EPA. PAP/EPA © 2016 / PATRICK SEEGER
Parlament Europejski poparł w środę przejście do drugiej fazy rozmów UE z W. Brytanią na temat Brexitu. Przyjętej rezolucji towarzyszy jednak szereg zastrzeżeń dotyczących praw obywateli, granicy irlandzkiej oraz gwarancji finansowych ze strony W. Brytanii.

Parlament Europejski poparł przejście do drugiej fazy rozmów na temat Brexitu większością 556 głosów, przy 62 głosach przeciw. 68 europosłów wstrzymało się od głosu.

"Przyjęcie rezolucji nie oznacza, że wszystkie problemy zostały rozwiązane" - zastrzegł po głosowaniu przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani. - Jesteśmy optymistami co do drugiej fazy negocjacji. Musimy się jednak upewnić, że uzgodniony w zeszłym tygodniu tekst porozumienia zostanie w całości i wiernie wpisany w tekst umowy o wyjściu (W. Brytanii z UE)" - dodał.

Zastrzeżenia Tajaniego i wielu innych europosłów zabierających głos w debacie są konsekwencją niedawnych wypowiedzi brytyjskiego ministra ds. Brexitu Davida Davisa, który wyraził wątpliwość, czy dotychczasowe ustalenia ze stroną unijną są rzeczywiście prawnie wiążące. Słowa te wywołały falę spekulacji na temat intencji, z jakimi strona brytyjska negocjuje warunki swojego wyjścia z UE.

"Nie będzie dyskusji na temat przyszłych stosunków, jeśli wstępne postanowienia nie zostaną wprowadzone w życie" - oświadczył Tajani. Dodał też, że w czwartek przedstawi te zastrzeżenia podczas szczytu szefom państw członkowskich UE.

W podobnym tonie wypowiedział się po głosowaniu szef grupy sterującej Parlamentu Europejskiego ds. Brexitu Guy Verhofstadt, który już wcześniej sygnalizował, że na skutek "godnych ubolewania" wypowiedzi Davisa do poddawanej pod głosowanie rezolucji Parlamentu należy dołączyć dodatkowe zapisy zabezpieczające.

Verhofstadt przypomniał, że z punktu widzenia PE kilka kwestii wymaga wciąż doprecyzowania. Dotyczy to zwłaszcza rozszerzenia praw obywateli państw UE w W. Brytanii i Brytyjczyków w Unii na przyszłych partnerów oraz jednoznacznego określenia administracyjnych obowiązków Home Office (resortu spraw wewnętrznych) w procedurach ustalających status obywateli.

"Musimy się upewnić, że w tych procedurach od jednej rodziny będzie się wymagać tylko jednego formularza, a ciężar weryfikacji dokumentów będzie spoczywał na Home Office" - podkreślił Verhofstadt.

W toku prowadzonych od czerwca rozmów zespoły negocjacyjne obu stron ustaliły m.in., że obywatele unijni w Wielkiej Brytanii i brytyjscy w UE zachowają swoje prawa obywatelskie i socjalne, że granica pomiędzy Irlandia Północną i Irlandią zostanie uregulowana w sposób, który nie naruszy pokoju w regionie, oraz że Wielka Brytania spłaci swoje zobowiązania finansowe wobec budżetu UE tak, by żaden z krajów "27" nie otrzymał w rezultacie Brexitu mniejszej sumy pieniędzy.

Podczas środowej debaty nad rezolucją europosłowie uznali jednak, że prócz wymienionych przez Verhofstadta kwestii dalszego dopracowania wymaga określenia roli przyszłego niezależnego organu krajowego w celu rozpatrywania skarg obywateli, zagwarantowanie praw do swobodnego przemieszczania się w całej UE obywatelom Wielkiej Brytanii przebywającym obecnie w innym państwie członkowskim UE oraz zapewnienie, aby zobowiązania podjęte w odniesieniu do Irlandii były w pełni egzekwowalne.

"Były to nadzwyczajne i nadzwyczaj trudne negocjacje" - powiedział przed debatą główny unijny negocjator ds. Brexitu Michel Barnier, rekomendując europosłom przejście do drugiego etapu rozmów. Podkreślił przy tym, że nie przedstawiłby takiej rekomendacji, jeśli nie miałby pewności, iż w kwestii podstawowych warunków osiągnięto rzeczywisty postęp.

"Nigdy nie zamierzaliśmy ustępować w którejkolwiek z tych spraw, bo są to filary wspierane i finansowane przez budżet Unii Europejskiej" - dodał. Wyjaśnił, że decyzję o postępie podjęto na podstawie konkretnych i obiektywnych danych.

Barnier przypomniał też, że negocjacjom nie podlega i nie będzie podlegać ani integralność wspólnego rynku, ani jego cztery wolności (przepływu towarów, usług, kapitału i osób), ani też autonomia decyzyjna Unii.

Na zakończenie swojego wystąpienia powiedział że jest zadowolony z wyniku rozmów, choć "daleki od triumfalizmu", po czym przywołał popularne obecnie brytyjskie powiedzenie: "Keep Calm and Carry On" (Zachowaj spokój i rób swoje).

Podczas debaty poprzedzającej głosowanie wielu posłów wskazywało, że osiągnięcie porozumienie w sprawie zamknięcia pierwszej fazy rozmów i przejścia do kolejnej, poświęconej przyszłym stosunkom handlowych, jest prawdziwym sukcesem, mimo postawy strony brytyjskiej.

Przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber zaznaczył, że pierwsza faza negocjacji miała służyć budowaniu wzajemnego zaufania, ale wypowiedzi strony brytyjskiej zaufanie to naruszyły. Dlatego jego zdaniem trzeba wymóc na brytyjskiej premier deklarację, że wynik dotychczasowych rozmów jest wiążący i stanowi warunek przejścia do drugiej fazy.

Szef europejskich socjalistów Gianni Pittella podkreślał z kolei, że ostateczny wynik pierwszej fazy negocjacji to efekt dobrej współpracy wszystkich instytucji unijnych i 27 krajów pozostających we wspólnocie. Jego zdaniem Unia, dbając o prawa obywateli, zachowała się w tych negocjacjach "jak prawdziwa matka, która broni swoich dzieci".

W zupełnie odmiennym tonie wypowiadał się jeden z inicjatorów Brexitu, poseł Nigel Farage, określając zeszłotygodniową umowę mianem ogromnej porażki rządu Theresy May, który nie zyskując nic, musi zapłacić Unii 45 mld euro, poddać się na czas okresu przejściowego regulacjom prawa unijnego i orzeczeniom Trybunału Sprawiedliwości UE.

"Brytyjska premier nie ma władzy. W środku nocy opuszcza swoją siedzibę, żeby spotkać się z biurokratami, wobec których idzie na wszelkie ustępstwa - argumentował. Wyraził przy tym nadzieję, że w W. Brytanii powstanie nowy rząd, który zmieni tę sytuację.

Ostateczną decyzję w sprawie przejścia do drugiej fazy rozmów na temat Brexitu podejmą przywódcy państw członkowskich na rozpoczynającym się w czwartek dwudniowym szczycie w Brukseli.

Grzegorz Paluch (PAP)

gpal/ luo/ az/ kar/