Babisz po rokowaniach UE: Czechy nie przyjmą uchodźców

2017-12-15 17:42 aktualizacja: 2018-09-26, 19:04
epa06389658 Czech Republic's Prime Minister Andrej Babis arrives at the European Council meeting in Brussels, Belgium, 14 December 2017. EU leaders gather to discuss the most compelling matters in terms of migration, defense foreign affairs, education, culture, social issues and 'Brexit' negotiations. EPA/FRANCOIS LENOIR / POOL Archiwum PAP/EPA/FRANCOIS LENOIR
epa06389658 Czech Republic's Prime Minister Andrej Babis arrives at the European Council meeting in Brussels, Belgium, 14 December 2017. EU leaders gather to discuss the most compelling matters in terms of migration, defense foreign affairs, education, culture, social issues and 'Brexit' negotiations. EPA/FRANCOIS LENOIR / POOL Archiwum PAP/EPA/FRANCOIS LENOIR
Czeskie media publikują w piątek wypowiedź premiera Andreja Babisza, który po szczycie UE oznajmił, że nie zaakceptuje "dyktatu" dotyczącego tego, kto ma w jego kraju mieszkać lub pracować. "Chcemy sami o tym decydować" - dodał Babisz, przytoczony przez CTK.

Babisz ocenił dyskusję liderów krajów Unii Europejskiej na temat migracji jako "gorącą". "Niektórzy byli dosyć agresywni" - powiedział premier o zamkniętej, nieformalnej debacie. Wysłannik portalu Aktualne.cz napisał jednak, że zdaniem innych uczestników szczytu temperatura dyskusji nie odbiegała od normy.

Relacjonując czwartkowe, wieczorne spotkanie unijnych przywódców reporter dziennika "Hospodarske Noviny" uznał, że "Babisz wypowiadał się pojednawczo".

Premier powtórzył, że Praga przeciwna jest przyjmowaniu obowiązkowych kwot imigrantów. "Jednocześnie powiedział, że Czechy zgodnie z duchem europejskich tradycji humanitarnych uważają, że osoby uciekające przed poważnym zagrożeniem zasługują na pomoc" - napisał dziennikarz "HN".

Zwrócił też uwagę, że podczas kampanii wyborczej przed październikowymi wyborami parlamentarnymi, które wygrała partia ANO obecnego premiera, Babisz twierdził, że większość migrantów szuka jedynie lepszego życia i żadne niebezpieczeństwo im nie grozi.

Korespondent dziennika "Dnes" swoją relację ze szczytu UE zatytułował "Babisz w Brukseli. Kwoty - nie" i zwrócił uwagę, że kraje Grupy Wyszehradzkiej dążą do tego, by proponowane zmiany w prawie azylowym, zakładające wprowadzenie obowiązkowych kwot jedynie w sytuacjach kryzysowych, były przyjmowane przez unijnych liderów jednomyślnie. Ocenił też, że "Czechy i inne kraje Wyszehradu ze swoim oporem wobec kwot wcale jeszcze nie wygrały".

Przytoczył również negatywne reakcje przywódców "starej Unii" na list przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, krytycznie oceniający wprowadzony przed dwoma laty obowiązkowy system przyjmowania uchodźców.

Korespondent Czeskiej Telewizji zwrócił uwagę, że przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker zakłada możliwość zadecydowania o zmianach w prawie azylowym przez głosowanie, a więc decyzja mogłaby zostać przyjęta kwalifikowaną większością głosów.

"Hospodarskie Noviny" dotarły do dokumentu, z którego wynika, że za taka formą decydowania o kwotach i obowiązku przyjmowania uchodźców mają opowiadać się Niemcy i Belgia.

"W takim przypadku Babisz musiałby zgromadzić wystarczającą liczbę sojuszników, aby Czechy mogły zablokować system kwotowy" - podkreślają "HN".

Na budowanie takiej koalicji zwracają uwagę także inni dziennikarze komentujący szczyt w Brukseli. "W związku z Brexitem zmienią się warunki głosowania w UE i przede wszystkim Polska zyska na znaczeniu. Kraje starej Europy muszą znaleźć sposób na to, by nie stracić twarzy i nie rozzłościć sojusznika. Najpewniej najpierw doczekamy się zmiany terminologii. Kwoty nie będą nazywane kwotami, później będą nieobowiązujące, a na koniec zmienią się w coś innego, bardziej do przyjęcia. Tak się buduje Europę" - napisał komentator dziennika "Lidove Noviny".

Z Pragi Piotr Górecki (PAP)

ptg/ fit/ mal/

TEMATY: