Lekarz ostrzega przed jazdą na rowerze w korkach drogowych

2018-06-23, 10:34 aktualizacja: 2018-09-26, 16:23
A woman rides a bike at an avenue of Sao Paulo, Brazil, 22 September 2017. The historic center of Sao Paulo was closed to traffic on the occasion of World Car Free Day, which is encourages greater use of public transport and other alternative means of transportation.  Fot. EPA/Sebastiao Moreira
A woman rides a bike at an avenue of Sao Paulo, Brazil, 22 September 2017. The historic center of Sao Paulo was closed to traffic on the occasion of World Car Free Day, which is encourages greater use of public transport and other alternative means of transportation. Fot. EPA/Sebastiao Moreira
Rowerzyści, którzy jeżdżą w korkach drogowych, mimo że wyprzedzając samochody, zyskują na czasie, to wdychają "całą tablicę Mendelejewa plus szkodliwe bakterie i wirusy, tumany kurzu" - ostrzega pulmonolog Anna Prokop-Staszecka.

"Jazda na rowerach, rolkach w korkach drogowych jest tragicznym dla zdrowia zjawiskiem" – oceniła w rozmowie z PAP pulmonolog Anna Prokop-Staszecka, dyrektor szpitala im. Jana Pawła II w Krakowie.

Jak powiedziała, rowerzyści zyskują na czasie, omijając korki, i zapewne myślą, że i na zdrowiu, ponieważ ruszają się na powietrzu. Tymczasem lekarka podkreśla, że pył, który unosi się nad asfaltem, i substancje emitowane przez niespełniające norm (jeśli chodzi o spalanie paliwa) samochody, tworzą "całą tablicę Mendelejewa plus szkodliwe bakterie i wirusy, tumany kurzu".

Rowerzysta próbujący przejechać w korku hiperwentyluje się – mówiła pulmonolog, jego zapotrzebowanie na tlen wzrasta, oddycha częściej i głębiej. Ci, którzy mają problemy z zatokami, oddychają przez usta, przez co podrażniają błony śluzowe gardła. Maska na twarz – zdaniem Prokop-Staszeckiej – niewiele w tym przypadku pomoże, ponieważ część masek jest niewłaściwe dobrana, przez co rowerzysta wdycha to, co na niej osiada. Maska sprawia też, że rowerzysta się poci, szybciej męczy i musi wolniej jechać.

W lecie w miastach unosi się smog fotochemiczny (typu Los Angeles, smog biały). Powstaje on na skutek ruchu ulicznego i światła słonecznego, prowadzi do wzrostu poziomu ozonu w powietrzu i jest niebezpieczny m.in. dla astmatyków.

"Jeśli do oddychania potrzebujemy 21 proc. tlenu, a w krakowskim powietrzu zamiast tego mamy związki toksyczne, to wiadomo, że łzawią nam oczy, mamy gorszą cerę, czujemy się osłabieni, zdekoncentrowani, jesteśmy depresyjni. Jakość życia się pogarsza" – podkreśla pulmonolog. (PAP)

autor: Beata Kołodziej

bko/ wus/