Kryzys na granicy. Wiceszef MSZ: to najgorsze zagrożenie od 30 lat. "Migranci są bici i torturowani na Białorusi"
Kryzys na granicy z Białorusią to dla Polski "najgorsze zagrożenie w ostatnich trzydziestu latach" - powiedział dziennikowi "La Stampa" wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. "Obawiam się, że w nadchodzących dniach czeka nas eskalacja" - dodał.
W opublikowanym w czwartek wywiadzie pod tytułem "Za naszą obronę zapłacimy sami, Bruksela niech będzie stanowcza wobec Łukaszenki" wiceminister w polskim MSZ oświadczył: "Znajdujemy się na krawędzi wojny hybrydowej, której bronią jest imigracja nie spontaniczna, lecz zorganizowana przez Mińsk dla wywarcia presji na Unii Europejskiej".
Podkreślił, że strona polska zgromadziła na granicy straż graniczną, policję i wojsko. "Obecnie możemy liczyć na 15 000 ludzi, ale jesteśmy gotowi do wysłania posiłków. Już w ciągu najbliższych miesięcy będziemy pracować nad przekształceniem ogrodzenia, które wznieśliśmy dwa miesiące temu, w trwałą zaporę" - zaznaczył.
Na pytanie, dlaczego Polska woli działać sama bez pomocy unijnej agencji Frontex odparł: "Na poziomie organizacyjnym mamy wystarczająco dużo ludzi, by się bronić. Ze strony Komisji Europejskiej i Rady potrzebujemy koordynacji politycznej, aby odpowiedzieć Białorusi, poczynając od sankcji".
Zdaniem wiceministra Jabłońskiego język sankcji "to jedyny język", jaki rozumie prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka.
"Reżim, za którym stoi (Władimir) Putin, działa w odwecie, bo po ostatnich sfałszowanych wyborach Polska była jednym z pierwszych krajów, które zareagowały"- zauważył odnosząc się do wyborów na Białorusi w 2020 roku.
Zwrócił też uwagę na to, że już sankcje mocno uderzają w białoruską gospodarkę. Jego zdaniem "Unia Europejska musi zwiększyć presję; Łukaszenka staje się z dnia na dzień słabszy”.
"Mamy do czynienia ze sztucznie wytworzonym napływem migrantów sterowanym przez Łukaszenkę i Moskwę"
"Mamy do czynienia ze sztucznie wytworzonym napływem (migrantów) sterowanym przez Łukaszenkę i Moskwę. To są np. Afgańczycy, którzy nie uciekają przed powrotem talibów, ale już od lat byli gdzieś uchodźcami. To wyzwanie, które dotyczy całej UE. Migranci mówią naszej policji, że nie chcą zostać w Polsce, chcą dostać się do Niemiec, Holandii, Europy" - wyjaśnił wiceminister.
Na uwagę: "Mówią, że ich bijecie" wiceszef MSZ odpowiedział: "To bardzo nieprawdopodobne. Odpychamy ich. Kiedy polska policja przechwytuje tych, którym udaje się przedostać przez granicę, zatrzymuje ich i przewozi do ośrodka detencyjnego w oczekiwaniu na rozprawę".
"Bici i torturowani są natomiast wcześniej na Białorusi" - podkreślił.
Jabłoński ocenił: "Wielu europejskich polityków widzi teraz to, czego nie widzieli 6 lat temu, kiedy wiał wiatr otwarcia i przyjmowania. Potem nastał kryzys, nastrój się zmienił. Teraz jest jasne, że przyjęcie wszystkich jest niemożliwe: słuszne jest natomiast przyjmowanie legalnych migrantów. Jako Polacy czujemy się odpowiedzialni za ochronę granic europejskich, granic strefy Schengen".
Mówiąc o planowanej budowie muru Jabłoński wyjaśnił: "Możemy go sfinansować, nasza gospodarka ma się dobrze. To, co jest potrzebne, to wykazanie europejskiej zwartości w odpowiedzi politycznej".
Zapytany o to, co chce powiedzieć Włochom, zmagającym się z kryzysem migracyjnym na morzu, którzy widzą teraz mobilizację UE w sprawie granicy, odpowiedział: "Uchodźców można redystrybuować, ale można też pracować nad repatriacją nielegalnych migrantów, co nie oznacza migrantów zarobkowych, chętnych do pracy i integracji".
"Mówię to, ponieważ my też nimi byliśmy i doświadczaliśmy dyskryminacji. W ostatnich tygodniach Polska przyjęła wielu Afgańczyków. I co roku przyjmuje wielu ludzi ze wschodu: Mołdawian, Ukraińców: w 2019 roku 226 tysięcy. Innych nie, bo nielegalnym imigrantom, którzy zasilają getta, nie jest potrzebna relokacja, ale repatriacja" - stwierdził wiceminister.
Zapewnił, że rząd w Warszawie nie jest przeciwny idei wspólnej obrony europejskiej. "Ale - zastrzegł - mówimy, że należy rozpocząć od większych inwestycji w obronę, poczynając od cyberbezpieczeństwa".
"Wolimy jednak model NATO - wszyscy razem, ale każde państwo członkowskie z własnym budżetem, a każda armia broni swego kraju" - dodał.
W internetowej wersji wywiadu zamieszczono też słowa Jabłońskiego: "My Polacy mamy niestety bezpośrednie doświadczenie z Rosjanami. Nasi partnerzy polityczni nie rozumieją zaś, co to znaczy czuć ich zimny oddech na karku".
"Podzielamy ze wszystkimi europejskimi konserwatystami to samo stanowisko przeciwne integracji i przychylne organizacji 27 wolnych, suwerennych, równych państw" - dodał wyjaśniając stanowisko Polski w sprawie integracji europejskiej.
W odniesieniu do sporu Polski z UE na tle praworządności Jabłoński podkreślił, że w nim "nie ma Polski i UE", ale jest Polska i inne kraje członkowskie.
"Niektóre instytucje zgłaszają zastrzeżenia do naszego systemu sądownictwa. Trwa debata. My uznajemy prymat prawa europejskiego tam, gdzie leży to w jego kompetencjach, a tak nie jest w przypadku sądownictwa" - oświadczył.
Mówiąc o protestach kobiet Paweł Jabłoński podkreślił, że także w przypadku aborcji "prawo europejskie nie ma tu kompetencji".
Przypominając o tym, że aborcja jest zabroniona przez polskie prawo, zauważył: "Europa nie może narzucać się polskiemu społeczeństwu, a polskie społeczeństwo głosowało na obecny rząd, który w tej kwestii zawsze był kryształowo jasny. Jeśli przeważą przeciwne stanowiska, to one zwyciężą w wyborach i zmienią prawo" - dodał. (PAP)
js/