Sprytny „lisek” z tego Foksa. Tajemnica ukryta w pseudonimie Michaela J. Foksa
Michael J. Fox w zbiorowej pamięci widzów na zawsze pozostanie Martym McFlyem z trylogii „Powrót do przyszłości” i uosobieniem chłopięcej energii. Dziś jest także symbolem niezłomności w walce z chorobą Parkinsona. W dniu 65. urodzin aktora sprawdzamy, skąd wziął się ikoniczny element jego pseudonimu - litera "J".
Ten inicjał brzmi tak naturalnie, że mało kto zastanawia się nad jego pochodzeniem. Tymczasem w akcie urodzenia gwiazdora próżno szukać litery „J”. Jej obecność to wyłącznie efekt biurokratycznych wymogów Hollywood. Urodzony 9 czerwca 1961 roku w Edmonton aktor na drugie imię otrzymał Andrew.
Inicjał okazał się tak fascynujący, że na jego temat wyrosła zabawna plotka. Ponoć rodzice Michaela Foksa pozwolili mu wybrać sobie drugie imię. Więc w wieku sześciu lat postanowił uhonorować swój ulubiony deser, owocową galaretkę, stając się Michaelem „Jello” Foksem.
Prawda jest zgoła inna i nie ma nic wspólnego z galaretką. Gdy jako osiemnastolatek Fox opuścił Kanadę i udał się do Los Angeles, by realizować swoje zawodowe ambicje, zderzył się z restrykcyjnymi przepisami amerykańskiego związku zawodowego aktorów (Screen Actors Guild – SAG). Regulamin tej instytucji kategorycznie zabrania rejestracji dwóch artystów, którzy nazywają się tak samo, aby uniknąć pomyłek przy wypłacaniu tantiem. W bazie danych figurował już aktor charakterystyczny, Michael Fox. To oznaczało, że potrzebował unikalnego podpisu, aby dołączyć do związku.
„Moje drugie imię to Andrew, ale Andrew Fox lub Andy Fox mi nie pasowały” – napisał Fox w swojej autobiografii „Lucky Man: A Memoir”. Równie niefortunnie brzmiałoby zestawienie „Michael A. Fox” – w języku angielskim budziło ono jednoznaczne skojarzenia z określeniem „a fox” (czyli „niezłe ciacho” lub "przebiegła osoba").
Szukając alternatywy, która brzmiałaby dostojnie, Michael zdecydował się na literę „J”. Wybór ten nie był przypadkowy i stanowił bezpośredni hołd dla amerykańskiego aktora charakterystycznego, Michaela J. Pollarda. Pollard, nominowany do Oscara za rolę w filmie „Bonnie i Clyde”, był dla młodego Foksa symbolem aktorskiej wszechstronności i niezależności, którą w perspektywie lat Fox sam się wykazał.
Kilka miesięcy temu Michael J. Fox powrócił do aktorstwa rolą w trzecim sezonie serialu „Terapia bez trzymanki” (Apple TV+), wcielając się w postać Gerry'ego, pacjenta zmagającego się z chorobą Parkinsona. Sam skontaktował się z twórcami w sprawie angażu. Nie tylko urzekła go fabuła serialu - wyzwalający okazał się fakt, że na ekranie nie musi ukrywać objawów choroby. Na planie spotkał się z Billem Lawrence'em, twórcą kultowego serialu "Spin City", w którym Fox grał w latach 90.
W 2020 r. gwiazdor zapowiedział, że przechodzi na aktorską emeryturę. Powodem była postępująca choroba Parkinsona, która, jak wówczas tłumaczył, uniemożliwia mu dalsze wykonywanie zawodu.
Od lat Kanadyjczyk realizuje się przede wszystkim w działalności filantropijnej. Założona przez niego The Michael J. Fox Foundation for Parkinson's Research to obecnie największa na świecie organizacja non-profit finansująca badania nad lekiem na tę chorobę. (PAP Life)
Monika Dzwonnik
mdn/ag/ep/