Ambasador USA przy ONZ nie wykluczył uderzeń na irańską elektrownię jądrową
Ambasador USA przy ONZ Michael Waltz nie wykluczył w niedzielę, że irańska elektrownia atomowa w Buszehrze może stać się celem amerykańskich ataków. Zaznaczył jednak, że administracja Trumpa będzie starać się atakować tylko infrastrukturę zasilającą działania wojskowe, choć przyznał, że będzie to trudne.
- Nigdy nie zdjąłbym żadnej opcji ze stołu dla prezydenta, a już na pewno nie w ogólnokrajowej telewizji - powiedział Waltz podczas wywiadu dla CBS, pytany o to, czy może wykluczyć atak na elektrownię atomową. Polityk zaznaczył jednak, że zakład w Buszehrze o mocy 1 GW nie jest największym w Iranie, wskazując na gazową elektrownię pod Teheranem o mocy ponad 2,8 GW.
- Myślę, że najważniejsze jest zrozumienie, że IRGC (Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej), organizacja uznana za terrorystyczną (...) kontroluje ogromną część irańskiej infrastruktury krytycznej, gospodarkę i z pewnością wiele instytucji rządowych. A zatem w takim stopniu, w jakim osłabiamy ich potencjał militarny i bazę przemysłową w sektorze obronnym, wszystkie opcje powinny być brane pod uwagę - powiedział Waltz.
Pytany o to, jak USA zapewnią, by ataki te nie stanowiły zbrodni wojennej i np. nie dotknęły stacji odsalania wody morskiej, Waltz odparł, że celem będą obiekty wspierające infrastrukturę wojskową w Iranie. Zaznaczył jednak, że irańskie władze celowo i wbrew prawu międzynarodowemu „kryją się” za infrastrukturą cywilną i jej używają.
- Kiedy mamy reżim, który ma władzę i tak dużo krytycznej infrastruktury, która wykorzystuje ją nie tylko do represji wobec własnego narodu, ale także do atakowania sąsiadów i naruszania sankcji ONZ, zmierzając w kierunku broni jądrowej, to te obiekty stają się uzasadnionymi celami - dodał.
W sobotę wieczorem Trump zagroził Iranowi, że zacznie ataki na elektrownie, jeśli Teheran nie „otworzy” Cieśniny Ormuz w ciągu 48 godzin. Iran zapowiedział odwetem na obiekty infrastruktury w całym regionie.
Groźby uderzenia na irańskie elektrownie bronił też w wywiadzie dla NBC minister finansów Scott Bessent, który ocenił, że „czasem trzeba eskalować, by deeskalować”.
- Siła to jedyny język, który rozumieją Irańczycy - zaznaczył.
Pytany o możliwość zajęcia przez USA wyspy Chark lub innego użycia sił lądowych w Iranie, zarówno Bessent, jak i Waltz odmówili wykluczenia jakiejkolwiek opcji.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ zm/ ał/