Córka Davida Bowiego wyznała, że nie było jej przy ojcu, gdy umierał. Była na odwyku
Alexandria Jones zdobyła się na szczere wyznanie na temat swoich zmagań z problemami natury psychicznej. W nowym instagramowym poście córka zmarłego przed dekadą Davida Bowiego i supermodelki Iman ujawniła, że gdy jej ojciec zachorował na raka wątroby, przeżyła załamanie, które pchnęło ją w sidła nałogu. Została wówczas wbrew swojej woli wysłana do położonego na pustkowiu ośrodka leczenia.
W styczniu 2016 roku miliony słuchaczy z całego świata pogrążyły się w żałobie po śmierci Davida Bowiego. Jeden z najbardziej charyzmatycznych gwiazdorów estrady i najlepiej sprzedających się artystów w dziejach muzyki popularnej zmarł po 18 miesiącach walki z nowotworem wątroby. Twórca takich hitów, jak „Space Odity”, „Ashes to Ashes” czy „Rebel Rebel” miał dwójkę dzieci – z pierwszą żoną Angelą Bowie doczekał się syna Duncana Jonesa, a druga małżonka, supermodelka Iman, urodziła mu córkę Alexandrię „Lexi” Zahrę Jones.
26-letnia latorośl nieżyjącego piosenkarza wróciła wspomnieniami do mrocznego okresu w swoim życiu, gdy u jej ojca wykryto raka. Jones zaznaczyła, że już we wczesnym dzieciństwie zmagała się z wyobcowaniem i problemami z nawiązywaniem relacji z ludźmi. „Nie wiedziałam, czy chcą mnie poznać tylko ze względu na moich rodziców. Nie chciałam sławy, nie chciałam uwagi. Nie chciałam być osobą publiczną – i wciąż tego nie chcę” – zapewniła. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść.
„Kiedy mój tata został zdiagnozowany, to był dla mnie punkt krytyczny. Miałam zaledwie 14 lat. Już wtedy bałam się, jak będzie wyglądała przyszłość mojej rodziny i nas wszystkich. Czułam się załamana, zanim jeszcze to się stało, i nie chciałam tkwić w tym samym miejscu i patrzeć, jak wszystko się rozpada. Wtedy sięgnęłam po narkotyki i alkohol” – wyznała Jones. I dodała, że jako nastolatka wielokrotnie trafiała na terapię z powodu bulimii, skłonności do samookaleczania się i nadużywanie substancji psychoaktywnych.
Córka Bowiego ujawniła, że w tamtym czasie została wbrew swojej woli wysłana do ośrodka leczenia uzależnień. „Pewnego dnia zbierałam się do szkoły, a mama zawołała mnie do salonu. Tata przeczytał mi list. Nie wszystko pamiętam, ale ostatnie zdanie brzmiało: »Przepraszam, że musimy to zrobić«” – zdradziła Jones. Do pokoju weszło wówczas dwóch mężczyzn, którzy siłą zabrali ją na przymusową terapię. Na miejscu panowały spartańskie warunki. „Rozpalaliśmy ogniska korą brzozową i krzesiwem. Byłam dziewczyną z miasta. Nawet nie wiedziałam, że takie miejsca istnieją” – wspomina córka legendarnego artysty.
Po zakończeniu 91-dniowego programu leczenia Jones została wysłana do szkoły z internatem w Utah, połączonej z ośrodkiem leczenia stacjonarnego, gdzie spędziła ponad rok. Przebywała tam, kiedy stan zdrowia jej ojca drastycznie się pogorszył. „Gdy przeczytałam w prasie, że zmarł w otoczeniu całej rodziny, zrobiło mi się niedobrze. Tak, wszyscy tam byli – oprócz mnie” – stwierdziła gorzko. Jak podkreśliła, zdołała się z nim pożegnać. „Miałam ten luksus, że mogłam z nim porozmawiać dwa dni wcześniej, w jego urodziny. Powiedziałam mu, że go kocham, a on to odwzajemnił” – wyznała.
Użytkownicy Instagrama podziękowali Jones za szczerą opowieść o swoich zmaganiach. „Bardzo ci współczuję. Wykonałaś ważny krok. Myślę, że twoje wyznanie pomoże wielu ludziom” – skomentował jednej z internautów. „To piękny i szczery wpis. Mam nadzieję, że dobrze ci się wiedzie. Wygląda na to, że tak. Dziękuję za opublikowanie tego w imieniu tak wielu innych osób, w tym mnie i moich dzieci” – dodał ktoś inny. (PAP Life)
iwo/moc/ ał/