Debiutanci z Wysp Zielonego Przylądka liczą na popularyzację archipelagu i niespodziankę. 15 czerwca zmierzą się z Hiszpanią
Pierwszy awans do piłkarskich mistrzostw świata reprezentacji Republiki Zielonego Przylądka to największa w historii reklama tej byłej portugalskiej kolonii - uważają zgodnie komentatorzy w tym wyspiarskim kraju u północno-zachodnich brzegów Afryki.
Dziennikarze telewizji publicznej TCV oraz dziennika „A Nacao” są zdania, że już samo zakwalifikowanie się do mundialu, po wyeliminowaniu groźnej ekipy Kamerunu, jest dużym sukcesem.
Historyczny awans
„Ten historyczny awans na mundial dał nam ogromną reklamę w całym świecie. O naszym młodym i niewielkim kraju mówią i piszą teraz we wszystkich państwach” – zwróciła uwagę stacja TCV, która sądzie, że „Niebieskie Rekiny” stać na sprawienie niespodzianki na turnieju w USA, Kanadzie i Meksyku.
Kabowerdyjska telewizja spodziewa się, że wraz z mundialem przybędzie na tym atlantyckim archipelagu zagranicznych wczasowiczów. Już ostatni rok okazał się pod tym względem rekordowy, gdyż na 10 zamieszkałych przez niespełna pół miliona osób wyspach Cabo Verde pojawiło się łącznie ponad 1,2 mln urlopowiczów.
Lokalne gazety „Expresso das Ilhas” i „A Nacao” prowadzą ożywioną debatę nad stanem lokalnego futbolu i przypominają, że zdecydowana większość graczy reprezentacji zbierała piłkarskie szlify poza archipelagiem.
Dziennikarz sportowy William Vieira wezwał do ogólnokrajowej debaty nad jakością obiektów sportowych w Republice Zielonego Przylądka. Szczególnie martwi go sztuczna nawierzchnia stadionu narodowego w Praii, stolicy kraju. Przypomniał, że wraz z awansem do MŚ „ranga kabowerdyjskiej piłki nożnej na świecie wzrosła” i nadszedł czas, aby wsłuchać się we wcześniejsze prośby reprezentantów Republiki Zielonego Przylądka dotyczących wymiany murawy z syntetycznej na trawiastą.
Innym zmartwieniem na Wyspach Zielonego Przylądka, które stały się niepodległą republiką w 1975 roku, jest utrzymanie wysokiego poziomu gry reprezentacji. Wprawdzie kadra to głównie gracze występujący w ligach zagranicznych, ale lokalni komentatorzy sugerują konieczność większej koncentracji federacji na szkoleniu młodzieży na archipelagu.
W prowadzonej przez trenera Pedro Leitao Brito, zwanego Bubistą, drużynie narodowej dominują zawodnicy z klubów Portugalii, w tym m.in. Sidny Lopes Cabral, obrońca utytułowanej Benfiki Lizbona. W gronie najbardziej doświadczonych zawodników są też gracze drugoligowych portugalskich klubów: bramkarz Vozinha z Chaves oraz obrońca Stopira z Torreense.
Ten drugi stał się bohaterem tegorocznego finału Portugalii, w którym skromny klub z Torres Vedras wygrał z naszpikowanym gwiazdami Sportingiem Lizbona 2:1. Decydującą bramkę zdobył w dogrywce z karnego właśnie kabowerdyjski defensor.
Przed spadkiem do drugiej ligi portugalskiej uratował się z kolegami z lizbońskiego Casa Pia napastnik Dailon Livramento, uważany za gwiazdę „Niebieskich Rekinów”. Dużo szczęścia miał inny filar kadry mundialowego debiutanta – pomocnik Yannick Semedo. Jego Farense uratowało się w barażach przed spadkiem do trzeciej ligi portugalskiej.
Kibice wierzą w dobrą grę swoich piłkarzy
Pomimo słabszych występów ligowych poszczególnych graczy Cabo Verde kibice z tego archipelagu wierzą, że ich kadrze uważanej za „monolit” uda się wyjść z mundialowej grupy H.
Dzień zaplanowanego na 15 czerwca meczu z mistrzem Europy Hiszpanią rząd Cabo Verde ogłosił wolnym od pracy dla zatrudnionych w sektorze publicznym. W kolejnych spotkaniach afrykańska ekipa zmierzy się 21 czerwca z Urugwajem i sześć dni później z Arabią Saudyjską.
Marcin Zatyka (PAP)
zat/ pp/gn/