Harvey Weinstein skarży się na warunki w więzieniu i utrzymuje, że jest niewinny
Skazany na wieloletnie więzienie producent Harvey Weinstein udzielił długiego wywiadu portalowi The Hollywood Reporter, w którym skarży się na warunki, w jakich zmuszony jest odbywać karę. Co więcej, utrzymuje, że jest niewinny i apeluje o to, by nie pozwolić mu umrzeć w więzieniu, gdyż nie został skazany na karę śmierci.
Harvey Weinstein, który według akt sądowych i zeznań poszkodowanych przez niego kobiet bezdusznie traktował swoje ofiary, skarży się teraz na bezduszne traktowanie go w więzieniu. Producent, który nie szanował będących od niego zależnych aktorek, teraz oburza się na brak szacunku pod jego adresem ze strony współosadzonych. A wszystko w najdłuższym wywiadzie, jakiego udzielił od lat.
Weinsteina o przestępstwa seksualne w niemal każdej możliwej formie oskarżyło blisko 100 kobiet. Mimo to były producent przekonuje, że nigdy nie zaatakował nikogo. „Czy bez sukcesu próbowałem poderwać którąś z tych kobiet? Czy przesadziłem? Czy byłem natarczywy lub zbyt uwodzicielski? Tak. Nigdy nie powinienem umawiać się z osobami, z którymi się umawiałem. Byłem mężem fantastycznej kobiety, która nie miała pojęcia, że ją zdradzam. Cały czas kłamałem. Niewłaściwie wykorzystywałem swoich pracowników, aby ukryć te sprawy. Ale czy kiedykolwiek dopuściłem się napaści seksualnej na kobietę? Nigdy tego nie zrobiłem” – mówi 73-latek, odsiadujący wyrok 16 lat więzienia, na który skazał go sąd w Los Angeles.
Weinstein nie opuścił więzienia od sześciu lat. Poza licznymi wizytami w szpitalu, ze względów bezpieczeństwa przebywa w swojej celi po 23 godziny dziennie. Wciąż nie wiadomo, jaki będzie wyrok w jego ponownym procesie przed sądem w Nowym Jorku. Zostanie on doliczony do obecnego wyroku – według orzeczenia sędziego, obydwa wyroki nie będą odbywane jednocześnie.
„Całymi dniami siedzę w celi. Czasem wyjeżdżam na wózku na świeże powietrze. Poza strażnikami i pielęgniarkami nie kontaktuje się osobiście z ludźmi. Więzienie Rikers Island to piekło. Było inaczej, gdy byłem w więzieniu stanowym. Rozmawiałem z różnymi ludźmi, wspólnie oglądaliśmy telewizję. Błagam prokuraturę, bym mógł tam wrócić, ale bez skutku. Tutaj kontakty z innymi są niebezpieczne. Na spacerniaku czuję się oblężony przez współwięźniów. Chcą pożyczyć ode mnie pieniądze, mówią, bym skontaktował ich ze swoim prawnikiem. Ciągle czuję się zagrożony” – skarży się Weinstein i przekonuje, że w poprzednim więzieniu było zupełnie inaczej. Producent opowiedział też, że raz został pobity do krwi, ale sprawa zakończyła się tym, że nie wydał swojego oprawcy.
Jedynym kontaktem ze światem jest dla Weinsteina telefon, z którego może korzystać przez kwadrans co trzy godziny. Wykorzystuje to na rozmowy z prawnikami oraz tymi ze swoich dzieci, które jeszcze chcą z nim rozmawiać. Głównie spędza czas na czytaniu książek i oglądaniu filmów – jeden seans na specjalnym tablecie kosztuje go pięć dolarów. O swoich filmach nie rozmawia. Jak twierdzi, więźniowie chcą rozmawiać jedynie o Quentinie Tarantino.
„Przeraża mnie, że tu umrę. To zimne i bezduszne. To niesamowite, że mając takie życie i robiąc tyle dla społeczeństwa, nie spotkałem się z łagodniejszym traktowaniem. Cokolwiek uważają, że zrobiłem w życiu złego, nie dostałem kary śmierci. Nie chcę tutaj umierać” – martwi się producent. (PAP Life)
kal/ag/ kgr/