Igrzyska 2026. Małysz: mentalność Kacpra mają tylko nieliczni
Prezes Polskiego Związku Narciarskiego Adam Małysz ma nadzieję, że olimpijskie sukcesy Kacpra Tomasiaka w Predazzo zachęcą młodzież do próbowania swoich sił w skokach narciarskich. W rozmowie z PAP nadmienił też, że rzadko spotyka się tak odpornego psychicznie zawodnika, jak 19-latek z Bystrej.
Tomasiak wywalczył w północnych Włoszech srebrny medal na normalnej skoczni i brązowy na dużej, choć wcześniej nigdy nie stanął na podium Pucharu Świata. Ten sezon był zresztą jego pierwszym w tym cyklu.
- W pierwszy medal wszyscy bardzo mocno wierzyliśmy. Można pogratulować trenerowi Maćkowi Maciusiakowi. Na samym początku mówił, że jego celem jest zdobyć medal na igrzyskach, i dokonał tego podwójnie już w tym momencie - zaznaczył Małysz przed poniedziałkowym konkursem duetów z udziałem Tomasiaka i Pawła Wąska.
Małysz: wiara w taki sukces była ograniczona
Choć przed igrzyskami mówiło się, że jeśli któryś z polskich skoczków ma szansę stanąć na olimpijskim podium, to jest to właśnie Tomasiak, to jednak wiara w taki sukces była ograniczona. Dla Małysza pierwszy medal nie był aż tak zaskakujący, ale na ten zdobyty na dużym obiekcie raczej się nie zanosiło. Wiara pojawiła się dopiero po serii próbnej, w której Polak zajął trzecie miejsce.
- Mam nadzieję, że po tych sukcesach Kacpra pozostali zobaczą, że można, doda im to skrzydeł i będziemy mieć taki team, jak ten poprzedni: Kamil (Stoch), Dawid (Kubacki), Piotrek (Żyła), Maciek (Kot). To byłoby naszym marzeniem. Ale to, że Kacper zdobył dwa medale, spowoduje, że młodzież znów będzie do tych skoków przychodzić. Nie narzekamy, bo naprawdę mamy sporo zawodników, może trochę mniej zawodniczek, nad czym ubolewamy, ale liczymy, że będzie jeszcze więcej i jeszcze bardziej podniesie się poziom - powiedział prezes PZN.
Uważa, że wielu z młodych adeptów skoków ma potencjał, żeby rywalizować na poziomie dorównującym Tomasiakowi, ale on ma nad nimi istotną przewagę: niezwykle silną mentalność.
„Nikt nie ma takiej głowy, jak on”
- Nikt nie ma takiej głowy, jak on. Na takich zawodach, jak igrzyska, czy nawet Puchar Świata, widzisz wokół siebie, jak brylują ci najlepsi, i wydaje ci się, że mogą wszystko, a ty jesteś jeszcze niedoświadczony. U Kacpra tego nie ma, on po prostu wykonuje swoje zadanie. To mają tylko nieliczni - ocenił.
Małysz sam ma dobre wspomnienia z Predazzo, gdzie w 2003 roku zdobył złoty medal mistrzostw świata zarówno na normalnej, jak i dużej skoczni.
- Jeśli chodzi o samo miasto, to nic się od tego czasu nie zmieniło, za to skocznie zostały przebudowane. W sumie to fajnie, bo mój rekord ze starej skoczni został i tego już mi nikt nie zabierze - cieszył się.
Sentymentalny powrót
Na tegoroczne igrzyska przyjechał w roli kibica. Postanowił oddać swoją akredytację, aby nie zabrakło miejsc dla członków sztabu trenerskiego.
- Zasada jest taka, że na jednego sportowca przypada bodajże półtorej akredytacji. W samych skokach jest trzech zawodników, a osiem osób na nich pracuje. Zawsze brakowało tych akredytacji, więc postanowiłem, że oddam swoją, i warto było. Poza tym, od lat obiecywałem żonie, że zabiorę ją na igrzyska. Gdzie się udało zdobyć te bilety, to tam jesteśmy. Atmosfera jest zupełnie inna, bo stoimy wśród kibiców, mogą z nami porozmawiać, zrobić zdjęcie, to jest też coś wyjątkowego. Uciążliwe jest to, że ciężko jest się dostać do strefy, gdzie można pogratulować zawodnikom. Na szczęście, udaje się wtargnąć, bo pewne bariery, płoty są nieszczelne. Później, w środku, te osoby znają mnie, np. Sandro Pertile (dyrektor Pucharu Świata - PAP). Myślę, że w innych krajach byłoby to bardzo utrudnione - dodał Małysz.
Występy Polaków
Oceniając występ snowboardzistki Aleksandry Król-Walas oraz rywalizującej w narciarstwie alpejskim Maryny Gąsienicy-Daniel zaznaczył, że mogła zaszkodzić im rola kandydatek do zdobycia medalu. Pierwszą w nich miał okazję oglądać na żywo w Livigno i przypomniał, że poziom zawodów był bardzo wysoki i decydowały drobne błędy. Przekonała się o tym także bita faworytka tej konkurencji Czeszka Ester Ledecka, która podobnie jak Polka odpadła w ćwierćfinale.
- Ola, na nieszczęście, ten jeden błąd popełniła i to ją wyeliminowało. Ale, naprawdę, czapki z głów za samą walkę, za to, jaką jest zawodniczką, jak ciężko do tego dochodziła. Jestem przekonany, że jeszcze nieraz przyniesie nam wiele radości - ocenił.
Z kolei z trenerem Gąsienicy-Daniel Marcinem Orłowskim miał zakład: jeśli Polka zdobędzie medal, to Małysz po raz pierwszy w życiu miał zgolić wąsy. Do tego celu zawodniczce zabrakło jednak 0,13 s.
- Zapuściłem nie tylko brodę, ale i boki, żeby mieć co zgolić... Dalej wierzę w to, że Maryna będzie nas na takim poziomie reprezentować, że jeszcze nieraz się z jej trenerem założę i wtedy zgolimy, i będzie to mieć jeszcze większą wartość - powiedział.
Nie chciał natomiast komentować występu Michała Jasiczka, który wystartował w poniedziałek w slalomie i wypadł z trasy jeszcze przed półmetkiem pierwszego przejazdu. Przed igrzyskami PZN powołał do składu Piotra Habdasa, ale Polski Komitet Olimpijski zmienił tę decyzję i na igrzyska pojechał Jasiczek.
- Nasza, zarządu, decyzja była inna, PKOl miał prawo do tego, według ich statutu, my się z tym nie zgadzaliśmy - powtórzył.
Igrzyska Mediolan-Cortina d'Ampezzo potrwają do niedzieli.
Z Predazzo Maciej Machnicki (PAP)
mm/ krys/ know/