Kibice z Wysp Zielonego Przylądka: jesteśmy niepokonani, jesteśmy mocni
Kibice z Wysp Zielonego Przylądka wspierający w lizbońskiej Strefie Kibica w nocy z niedzieli na poniedziałek swoich piłkarzy uważają, że remis 2:2 w meczu przeciwko Urugwajowi dowiódł, że „Niebieskie Rekiny” są nie tylko wciąż niepokonane, ale i zwyczajnie mocne.
Jak zaznaczył pochodzący z kabowerdyjskiej wyspy Santiago Amancio Montrond, niedzielne spotkanie z Urugwajem dowiodło, że remis z Hiszpanią w pierwszym występie w MŚ nie był przypadkiem.
- Hiszpania i Urugwaj to utytułowane ekipy. I jedna, i druga wygrywała już mundiale. My na razie nic nie wygraliśmy. Przybyliśmy na mistrzostwa świata po raz pierwszy, aby pokazać, że na naszych wyspach też potrafimy dobrze grać w piłkę - powiedział PAP Montrond.
Przyznał, że pomimo zapowiedzi o organizacji w Lizbonie dwóch Stref Kibica, ostatecznie musiał opuścić plac Terreiro do Paco zamknięty późnym wieczorem, aby wspólnie z członkami swojej rodziny udać się w blisko półgodzinny spacer na tereny targowo-rozrywkowe położone nad rzeką przy stacji kolejowej Cais do Sodre. Po raz kolejny otwarto tam Strefę Kibica dla Kabowerdyjczyków i fanów ich ekipy.
- Było warto tu dotrzeć, aby wspólnie zobaczyć i świętować ten kolejny zwycięski remis. Teraz została nam tylko na drodze do awansu z grupy ostatnia w naszej tabeli Arabia Saudyjska. Z kolei Urugwaj, aby nas wyprzedzić, musi wygrać z Hiszpanami, aktualnymi mistrzami Europy. Jesteśmy w dobrej sytuacji – dodał Montrond.
Zarówno on, jak i oglądająca w lizbońskiej Strefie Kibica mecz Aurelia Rocha przyznała, że poza emocjami sportowymi bardzo podobała jej się atmosfera jedności oraz zabawy.
- Byłam tu także przed tygodniem. To wspaniałe, kiedy czujesz, że jesteś wśród swoich. Daleko od twojej wyspy, w moim przypadku od Sao Vicente, ale jednak wśród swoich, wśród rodaków – powiedziała PAP wzruszona Aurelia.
Organizatorzy kabowerdyjskiej Strefy Kibica w Lizbonie na godzinę przed początkiem meczu „Niebieskich Rekinów” rozpoczęli zabawę muzyczną. Ucichła ona tylko na chwilę, aby kilka tysięcy zgromadzonych tam osób mogło wspólnie odśpiewać „Pieśń Wolności”, czyli hymn państwowy tej byłej portugalskiej kolonii.
W trakcie meczu nie zabrakło jednak skandowania w językach portugalskim i kriolskim, tzw. kriolu, „do boju!”, czyli „Vamos!” oraz „Nubai!”.
Część fanów nie ukrywała, że w drugim meczu mundialowym Cabo Verde liczyli na więcej od 40-letniego bramkarza Vozinhi, na co dzień mieszkającego w Portugalii. Przypisywali mu błąd przy pierwszej bramce zdobytej przez Urugwaj.
- Vozinha był ewidentnie bohaterem meczu z Hiszpanią. Z Urugwajem było gorzej, choć będzie jeszcze miał czas się wykazać. Jesteśmy niepokonani, jesteśmy mocni! Stać nas na mistrzostwo świata – powiedziała PAP podekscytowana 30-letnia fanka „Niebieskich Rekinów” Marlene Mota.
Tłum ubrany w ciemnoniebieskie i białe koszulki narodowej kadry jeszcze kilkadziesiąt minut po zakończeniu meczu z Urugwajem nie myślał o rozejściu się, choć był środek nocy. Do rzeczywistości pozostających w euforii fanów przywrócił spiker.
- Było dziś pięknie! Ta noc będzie niezapomniana i... bardzo krótka, bo rano trzeba wstawać do pracy. Nie budźcie Lizbończyków. Pokażmy im, że Kabowerdyjczycy to ludzie z klasą, którzy nie tylko dobrze się bawią, ale również przestrzegają zasad. Do zobaczenia na następnym meczu! – pożegnał kibiców prowadzący zabawę.
Z Lizbony – Marcin Zatyka (PAP)
zat/ pp/ know/