Kidawa-Błońska: nigdy nie leczyłam się w Szpitalu Południowym
Marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska oświadczyła w czwartek, że nigdy nie leczyła się w warszawskim Szpitalu Południowym. Sprawę szpitala trzeba rzetelnie wyjaśnić w oparciu o prawdę, a nie kłamstwa - podkreśliła, odnosząc się do doniesień medialnych.
Według Portalu Zero, oddział ratunkowy w Szpitalu Południowym w Warszawie miał w przyspieszonym trybie przyjmować polityków KO. Działacze partii mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania były wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.
W środę Telewizja Republika poinformowała, że jednym z polityków, który miał korzystać z usług Szpitala Południowego w Warszawie, w tym mającej znajdować się tam wydzielonej sali VIP dla polityków, jest Małgorzata Kidawa-Błońska oraz jej mąż.
Obrzydliwy atak prawicowych mediów i polityków na mnie i mojego męża. Nigdy nie leczyłam się w Szpitalu Południowym. Mój mąż trafił tam ze względu na poważny stan zdrowia. Nigdy nie byliśmy w żadnym „saloniku VIP”. Do wczoraj nie wiedziałam, że taki istnieje.
Sprawę Szpitala…— Małgorzata Kidawa-Błońska (@M_K_Blonska) June 18, 2026
Do tych doniesień marszałek Senatu odniosła się w czwartkowym wpisie na X. Podkreśliła, że jest to „obrzydliwy atak prawicowych mediów i polityków na nią i jej męża”. „Nigdy nie leczyłam się w Szpitalu Południowym. Mój mąż trafił tam ze względu na poważny stan zdrowia. Nigdy nie byliśmy w żadnym »saloniku VIP«. Do wczoraj nie wiedziałam, że taki istnieje” - oświadczyła Kidawa Błońska.
Marszałek Sejmu zaznaczyła ponadto, że sprawę Szpitala Południowego „trzeba rzetelnie wyjaśnić w oparciu o prawdę, a nie kłamstwa”.
Do publikacji Portalu Zero nt. Szpitala Południowego odniósł się w środę premier Donald Tusk, podkreślając, że każdy polityk KO, na którego padnie zarzut korzystania z ułatwień w dostępie do usług medycznych, będzie musiał się publicznie wytłumaczyć, jak było naprawdę. Oświadczył, że oczekuje precyzyjnych informacji od właściciela szpitala, czyli Miasta Stołecznego Warszawa. - Jeśli się okaże, że złamano prawo, to będzie prokurator. Jeśli złamano tylko kwestie dobrych obyczajów, to będzie odpowiedzialność polityczna - zapowiedział szef rządu.
Poinformował też, że zwrócił się do NIK o kontrolę wykorzystania publicznych środków na ochronę zdrowia. Pytany, czy będą wyciągnięte konsekwencje polityczne wobec szefa warszawskiej KO, szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego odparł, że nie.
Rząd przyjął we wtorek projekt, który umożliwi pozyskiwanie informacji o wynagrodzeniach pracowników medycznych. Dane będą mogły być przypisane do konkretnych pracowników na podstawie numeru PESEL lub numeru prawa wykonywania zawodu. Projekt trafił już do Sejmu - w środę odbyło się jego pierwsze czytanie. (PAP)
iwo/ ugw/ kgr/