Le Pen z deklaracją ws. startu w wyborach prezydenckich
Liderka francuskiej skrajnej prawicy Marine Le Pen zapowiedziała we wtorek, że zamierza kandydować w wyborach prezydenckich w 2027 roku po tym, gdy sąd apelacyjny uznał, że nie ma ona już zakazu ubiegania się o funkcje publiczne. Le Pen zapowiedziała też, że zwróci się do sądu kasacyjnego.
- Dziś wieczór jestem kandydatką w wyborach prezydenckich - zadeklarowała Le Pen w wywiadzie, którego udzieliła stacji telewizyjnej TF1. Przyznała, że wcześniej mówiła, iż nie będzie prowadzić kampanii wyborczej nosząc bransoletkę elektroniczną, a na taką formę nadzoru skazał ją sąd apelacyjny. Wyraziła przekonanie, że wniesienie skargi do sądu kasacyjnego zawiesza skutki tego wyroku, tak więc będzie prowadziła kampanię „bez bransoletki elektronicznej”.
- Nie zmienię zdania - dodała polityczka, zapewniając, że „nie ma już scenariusza, w którym nie mogłaby kandydować” w wyborach.
Le Pen potwierdziła, że jej współpracownik Jordan Bardella będzie premierem, jeśli ona wygra wybory prezydenckie, zaplanowane na wiosnę 2027 roku. Bardella miał ją zastąpić jako kandydat na najwyższy urząd w państwie, gdyby sąd apelacyjny definitywnie zakazał Le Pen udziału w wyborach.
Określając siebie i Bardellę jako „naprawdę solidny” duet o „bardzo silnych przekonaniach” Le Pen, przekonywała, że mogą oni razem wygrać przyszłoroczne wybory.
Wcześniej sąd kasacyjny sygnalizował, że wypowiedziałby się w sprawie Le Pen do stycznia 2027 roku. Ta najwyższa instancja sądowa we Francji nie ocenia merytorycznie wyroków sądów niższej instancji, a tylko bada, czy zostały one wydane zgodnie z obowiązującymi przepisami.
We wtorek sąd apelacyjny w Paryżu wydał wyrok wobec Le Pen i jej współpracowników z partii Zjednoczenie Narodowe (RN), dawnego Frontu Narodowego. Potwierdził decyzję sądu pierwszej instancji z marca 2025 roku, tzn. uznał liderkę skrajnej prawicy za winną i orzekając karę dodał do niej zakaz ubiegania się o funkcje publiczne. Zarazem, skrócił ten zakaz startu w wyborach: orzekł go na 45 miesięcy, w tym 30 w zawieszeniu. „Niezawieszone” pozostaje więc 15 miesięcy i sąd uznał, że Le Pen już je odbyła, bowiem odliczane są one od marca 2025 roku, czyli wyroku niższej instancji.
Sąd skazał także Le Pen na trzy lata więzienia, w tym dwa w zawieszeniu, a przez pozostały rok nakazał jej noszenie bransoletki elektronicznej. W tym wypadku kara liczona jest dopiero od założenia bransoletki, co może nastąpić w ciągu najdalej kilku miesięcy. Le Pen mogłaby - jako oceniał dziennik „Le Monde” - ubiegać się o skrócenie terminu po odbyciu połowy kary.
Sąd apelacyjny, tak jak sąd niższej instancji, uznał polityczkę za winną sprzeniewierzenia środków publicznych. Proces dotyczył zatrudniania w przeszłości przez Le Pen i innych działaczy skrajnej prawicy asystentów w Parlamencie Europejskim, którzy zamiast pomagać posłom w ich pracy w PE, w rzeczywistości wykonywali zadania partyjne na rzecz Frontu Narodowego. Przepisy unijne tego zabraniają.
Z Paryża Anna Wróbel (PAP)
awl/ mal/ ppa/ grg/