O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Literaturoznawczyni: Schulz tworzył światy, które łączą, a nie dzielą

Brunona Schulza trudno przypisać do jednego narodowego dziedzictwa. Jego twórczość wykracza poza tożsamości narodowe i mówi uniwersalnie o doświadczeniu człowieka wobec katastrofy – mówi PAP Wiera Meniok, dyrektorka Międzynarodowego Festiwalu Brunona Schulza w Drohobyczu, który właśnie się rozpoczął.

Malowidła ścienne Bruno Schulza. Fot. PAP/EPA/	JIM HOLLANDER
Malowidła ścienne Bruno Schulza. Fot. PAP/EPA/ JIM HOLLANDER

PAP: Wokół utworzenia Narodowego Panteonu toczy się dziś ożywiona dyskusja – nie tylko w Ukrainie, lecz także w Polsce. Czy pani zdaniem tak nieoczywista postać jak Bruno Schulz mogłaby się w nim znaleźć - może jako postać, która łączy? A może taki panteon został pomyślany przede wszystkim jako miejsce spoczynku osób zasłużonych, które prof. Natalia Jakowenko określiła mianem bohaterów „trąby i bębna”?

Wiera Meniok: Myślę, że Schulz już znajduje się w swoim własnym panteonie. Jeśli natomiast mówimy o tym, jak wyglądałoby to grono, wokół którego dziś toczy się dyskusja, to mógłby się w nim znaleźć co najwyżej jako symbol niewinnych ofiar totalitaryzmów. W innym kontekście nie widzę dla niego miejsca, ponieważ jako człowiek i jako artysta tworzył światy, które łączą, a nie dzielą. Jego proza reprezentuje modernizm najwyższej próby, istniejący ponad granicami, konfliktami i podziałami narodowymi.

Więcej

Olga Tokarczuk Fot. Łukasz Giza
Olga Tokarczuk Fot. Łukasz Giza

„Świata jest za dużo” to tytuł nowej powieści Olgi Tokarczuk

Jeśli rozumieć panteon jako najwybitniejsze postaci zjednoczone przede wszystkim narodową tożsamością w jej wąskim znaczeniu, to nie widzę w nim dla Schulza miejsca. Należy do grona postaci, u których dominuje tożsamość kulturowa – określana nie tylko przez pochodzenie, lecz także przez osobisty wybór.

PAP: A jak na pytanie o własną tożsamość – a może raczej tożsamości – odpowiadał sam Schulz? Wiemy, że pochodził z żydowskiej, ale całkowicie spolonizowanej rodziny. W przeciwieństwie choćby do Debory Vogel, która pisała po polsku i w jidysz, Schulz tworzył wyłącznie po polsku, posługując się językiem niezwykle metaforycznym. Jak postrzegał samego siebie?

W.M.: Człowiek wyraża siebie poprzez język, dlatego zacznę właśnie od tej, na pierwszy rzut oka banalnej kwestii. Schulz pisał swoje utwory literackie po polsku. Jego język był wyrafinowany, głęboki i wielowarstwowy. Również korespondencję, która zajmowała znaczną część jego życia, prowadził wyłącznie po polsku – niezależnie od tego, do kogo pisał. Z uczniami gimnazjum, podobnie jak z rodziną i przyjaciółmi, również porozumiewał się po polsku.

Postawa ta kontrastowała z przypadkiem Debory Vogel, która pochodziła z syjonistycznej rodziny ze Lwowa i dokładała wielu starań, by pielęgnować jidysz oraz promować kulturę żydowską. Z czasem zaczęła nawet tłumaczyć własne utwory z języka polskiego na jidysz. Być może historia ich przyjaźni i bliskości potoczyłaby się inaczej, gdyby Vogel nie miała świadomości, że jej rodzina nie byłaby w stanie zaakceptować Schulza – dziwaka całkowicie zasymilowanego z kulturą polską.

Może być trudno zrozumieć, w jaki sposób człowiek wyraża siebie jako artysta nie poprzez język ojczysty, lecz poprzez język w pewnym sensie nabyty. Kiedy jednak mówimy o Schulzu jako o polskim pisarzu, nie popełniamy błędu. Jego żydowskie pochodzenie nie zaprzecza jego przynależności kulturowej, raczej ją komplikuje i pogłębia.

PAP: Wspomniała pani o języku Schulza. Na czym polega znaczenie jego stylu dla literatury polskiej? Co do niej wniosła jego wyjątkowa metaforyka i obrazowość?

W.M.: Język Schulza opiera się na „krótkich spięciach sensu” – nieoczekiwanych obrazach i zestawieniach, które prowadzą do epifanii, czyli nagłego objawienia nowego znaczenia. Schulz nie tyle opisuje rzeczywistość, ile nazywa ją na nowo, zapraszając czytelnika do stopniowego zanurzania się w najgłębsze warstwy pamięci, mitu i dawnych opowieści.

Trudności w odbiorze jego twórczości nie wynikają z języka, lecz z głębokiego symbolizmu i wieloznaczności. Jeśli czytać Schulza wyłącznie jako prozę realistyczną, jego intencja artystyczna pozostaje niezrozumiała. Właśnie dlatego jego twórczość tak trudno sprowadzić do jednej interpretacji, a omawianie jej w szkole często stanowi wyzwanie nie tylko dla uczniów, lecz także dla nauczycieli. Zarazem jednak jego niewielki objętościowo dorobek literacki, obejmujący zaledwie dwa tomy opowiadań, do dziś wywiera ogromny wpływ na literaturę, teatr, muzykę i sztuki wizualne. Są to utwory o wyjątkowej wartości artystycznej, które fascynują czytelników i na długo pozostają w pamięci.

Jak zauważył francuski badacz Jean-Pierre Salgas, Schulz był jednym z trzech „muszkieterów” polskiej nowoczesności literackiej, z których każdy dążył do wyprowadzenia literatury poza patos, patriotyzm i narodową martyrologię. Każdy – Schulz, Witkacy i Gombrowicz – obrał jednak własną drogę.

O ile u Witkacego środkami wyrazu są katastrofizm, groteska i nadmiar formy, o tyle u Gombrowicza są nimi eksperyment formalny oraz ironiczna dekonstrukcja nie tylko formy artystycznej, lecz także samej tożsamości. U Schulza natomiast obserwujemy przemianę rzeczywistości w rzeczywistość mityczną – nie poprzez polemikę z nią, lecz poprzez jej reinterpretację.

W swoim krótkim eseju „Mityzacja rzeczywistości” Schulz wyjaśnia własną filozofię literatury, a szerzej – samą ideę pisania i języka. Według niej codzienność, tracąc swój powierzchowny i banalny wymiar, może się przekształcić w mit. Jedynym warunkiem jest sens, ponieważ to właśnie on stanowi prawdziwą istotę rzeczywistości.

„Nienazwane nie istnieje dla nas. Nazwać coś – znaczy włączyć to w jakiś sens uniwersalny” – pisał Schulz.

A kto nadaje rzeczom nazwy i obdarza je nowymi znaczeniami? Poeta, artysta. Dlatego właśnie Schulz wpisuje swój fantastyczny świat w uniwersalny porządek istnienia. Jednocześnie ani razu nie wymienia nazwy swojego miasta, choć jest ono obecne w jego utworach na poziomie topografii. Nie jest to przypadek: jest to zarazem Drohobycz, jak i miasto, które może rozpoznać każdy czytelnik.

PAP: Jak zmienił się sposób postrzegania postaci Schulza w Ukrainie po 2022 roku? Zaczęliśmy naszą rozmowę od tego, że jest on kolejną z niepoliczonych ofiar czasów globalnego mroku. Można wskazać paralelę między jego losem, losem Żydów a współczesnymi tragediami Ukraińców, przywołując słowa Romana Szwarcmana z Odessy, ocalałego z Holokaustu. W przemówieniu w niemieckim Bundestagu mówił on, że Hitler chciał go zabić dlatego, że był Żydem, a dziś Putin próbuje zrobić to samo dlatego, że jest Ukraińcem.

W.M.: Tak, zgadzam się z tym. Nie ma żadnego innego powodu, dla którego Rosjanie nas zabijają, poza tym, że jesteśmy Ukraińcami i chcemy nimi być. Tak samo nie było innego powodu, dla którego Bruno Schulz został tak brutalnie zamordowany na ulicy swojego miasta. Przyczyną było to, że był Żydem, a także to, że w warunkach nazistowskiego terroru morderca działał w poczuciu całkowitej bezkarności. Na tym polega kluczowa paralela.

Bliskość miejsca, w którym zginął Schulz, oraz nasza współczesna pamięć o wojnie tworzą poczucie ciągłości tragedii. To, co wówczas wydawało się odległe, dziś odczuwamy fizycznie i bardzo osobiście. Teraz lepiej rozumiem, jak trudne i pełne napięcia były ostatnie lata życia Schulza. Nie radził sobie najlepiej z praktyczną stroną życia, a po nagłej śmierci brata w dużej mierze przejął utrzymanie rodziny, co stanowiło dla niego dodatkowe obciążenie.

Na to wszystko nałożyły się okoliczności historyczne – najpierw pierwsza okupacja sowiecka, potem okupacja nazistowska. Schulz pracował jako artysta w różnych warunkach, co czasami interpretuje się nie jako przymusową pracę służącą przetrwaniu, lecz jako przejaw kolaboracji.

Tak może myśleć jedynie ktoś pozbawiony historycznej i ludzkiej wrażliwości. Tak, takie było jego życie: był zmuszony żyć i pracować w warunkach totalitarnych reżimów. W miejscowej „Bolszewickiej Prawdzie” rysował Stalina oraz ilustracje o tematyce sowieckiej. Natomiast podczas okupacji nazistowskiej była to dla niego kwestia przetrwania: miskę zupy, którą dostawał, zanosił siostrze i siostrzeńcowi w getcie.

Czy wierzył, że uratuje go to, iż nosił opaskę z gwiazdą w innym kolorze, że był „podopiecznym” Feliksa Landaua? Nie, nie mógł w to wierzyć. Był przecież człowiekiem niezwykle inteligentnym, oczytanym, znał historię i filozofię.

Kiedy dziś, w warunkach wojny, czyta się Schulza, zaszyfrowane przez niego metafory zagłady nie wydają się już czymś abstrakcyjnym. Tak jest choćby w opowiadaniu „Wichura”, w którym opisuje chaos panujący na drohobyckim rynku – niczym potężny huragan, który zrywa dachy z kamienic, unosi ku niebu gałęzie i drzewa krzyczące w przerażeniu. Drzewa te można odczytać jako obraz ludzi krzyczących w przeczuciu nieuchronnej katastrofy. Albo druga metafora – obraz ptaków zabijanych przez nastolatków z proc w „Nocy wielkiego sezonu”. Scena ta rozgrywa się w świecie powszechnego chaosu, w której ludzie tracą miarę, a znikają piękno, porządek i niewinność.

Schulz pisał swoje teksty w czasie, gdy nadciągająca katastrofa była już wyczuwalna. Pod koniec 1936 roku, pracując nad „Sanatorium pod Klepsydrą”, żył już w epoce narastającego nazizmu i zdawał sobie sprawę z zagrożenia, które nadciągało nad Europę. Być może dlatego tak chętnie rysował ubogie dzielnice żydowskie. Kiedy pytano go, dlaczego to robi, skoro wokół nie brakuje pięknej architektury, odpowiadał, że koniecznie musi utrwalić ten świat, ponieważ za chwilę może go już nie być. Po podróży do Paryża w 1938 roku, wracając przez Wiedeń, zobaczył na ulicach swastyki i stały się one dla niego symbolem nadchodzącej apokalipsy.

PAP: Czy można powiedzieć, że doświadczenie, którego obecnie doznaje Ukraina, zmienia sposób czytania Schulza w porównaniu z Polską?

W.M.: Tak, sądzę, że można tak powiedzieć. Jeśli mówimy nie tylko o przeciętnym czytelniku, który również ma prawo do dostępu do różnej literatury, to ukraińskie doświadczenie wojny sprawia, że ta lektura staje się głębsza i bliższa. Dla wielu Ukraińców teksty nabierają nowego brzmienia, gdy odczytują je przez pryzmat własnych strat, doświadczenia przemocy i nieustannego poczucia zagrożenia.

Jednocześnie akademicka „schulzologia” często pozostaje zamknięta w wąskim gronie specjalistów. Jestem przekonana, że Schulz jako autor powinien być nie tylko przedmiotem badań, ale także pozostać żywą literaturą, którą czyta się szerzej. Właśnie dlatego nasz SchulzFest miał się stać otwartą przestrzenią spotkania, miejscem, w którym tworzy się i funkcjonuje wspólnota, a nie kolejną konferencją przeznaczoną wyłącznie dla badaczy.

Dzieje się tak dlatego, że mimo złożoności i głębi swojej twórczości Schulz chciał, by jego dzieło było czytane. Pragnął, aby go dostrzeżono i zrozumiano, dlatego wysyłał swoje teksty do Paryża, szukał uznania i tak wysoko cenił wsparcie Zofii Nałkowskiej.

Ważne jest, aby nie zamykać Schulza w hermetycznych naukowych interpretacjach, lecz mówić o żywej lekturze jego twórczości i podkreślać ukraińską recepcję jego dzieła. Obecność Schulza w ukraińskiej przestrzeni kulturowej stała się już faktem – m.in. dzięki znakomitym przekładom – i dziś jest on rzeczywiście czytanym autorem w Ukrainie.

Rozmawiał Ihor Usatenko (PAP)

XII Międzynarodowy Festiwal Brunona Schulza – SchulzFest’26, który tradycyjnie zgromadzi pisarzy, poetów, artystów wizualnych, muzyków i twórców teatralnych z Ukrainy oraz zagranicy – odbędzie się w Drohobyczu od 12 do 18 lipca. Wśród głównych gości tegorocznej edycji festiwalu znajdą się: Serhij Żadan, Jurij Andruchowycz, Adam Michnik, Andrzej Stasiuk, Tomasz Różycki, Taras Prochaśko, Ostap Sływynski, Hałyna Kruk, Ołeksandr Myched, Sylwia Chutnik oraz inni znani ukraińscy i polscy autorzy oraz artyści.

iua/ miś/

Zobacz także

  • Stuhralia. Fot. PAP/Art Service
    Stuhralia. Fot. PAP/Art Service

    Środowisko filmowe wspomina Jerzego Stuhra na festiwalu Stuhralia [WIDEO]

  • Fot. PAP/Agnieszka Bielecka
    Fot. PAP/Agnieszka Bielecka

    "Być aktorką Wajdy to jak przynależeć do ekskluzywnego klubu". Festiwal Tofifest w Toruniu [WIDEO]

  • Andrzej Poczobut. Fot. PAP/Michał Zieliński
    Andrzej Poczobut. Fot. PAP/Michał Zieliński

    W Darłowie rusza 14. Festiwal Media i Sztuka, pierwszym gościem będzie Andrzej Poczobut

  • AgitÁgueda Art. Fot. Valmir Fernando/Adobe Stock
    AgitÁgueda Art. Fot. Valmir Fernando/Adobe Stock

    Pod niebem z parasoli. Zbliża się wyjątkowy festiwal sztuki w Portugalii

Serwisy ogólnodostępne PAP