Mundial po berlińsku: upał, piwo i telewizor na chodniku
Zmęczeni upałem berlińczycy wieczorem wyciągają telewizory na chodniki. Razem z sąsiadami pod chmurką i z piwem w ręku organizują spontaniczne studia mundialowe. Nie ma wielkiej strefy kibica pod Bramą Brandenburską, mecze ogląda się w dzielnicach.
Decyzja o braku utworzenia strefy kibica pod Bramą Brandenburską jest w Berlinie kontrowersyjna. Choć tłumaczona jest późnymi godzinami rozgrywania meczów, to nie do końca daje się temu wiarę. „Czy to koniec mody z 2006 roku? Czy to koniec wspólnego masowego oglądania meczów?” - pisała lokalna prasa, wspominając przy tym Mundial z 2006 roku. Niemcy byli wtedy gospodarzami turnieju, a obrazki świętującego i uśmiechnięto tłumu pod Bramą stały się jednym z jego głównych symboli.
Kulturowo mistrzostwa w 2006 roku były dla Niemiec czymś znacznie więcej niż turniejem piłkarskim. Do dziś czasem nazywane są nawet „Sommermaerchen”, czyli letnią baśnią. Był to miesiąc powszechnego okazywania „miękkiego patriotyzmu i dumy z kraju po dekadach ostrożności wobec narodowych symboli. Wspominany z rozrzewnieniem, zwłaszcza przez starszych kibiców.
Dwadzieścia lat później kultura kibicowania w Berlinie zmieniła się. Miasto ogląda mundial bez zatłoczonych wielkich stref kibica, bardziej po dzielnicach. W barach, restauracjach, na ogródkach działkowych czy przed lokalami z kebabem oraz słynnymi Spaetis, czyli czynnymi do późnych godzin sklepami sprzedającymi alkohol i towary pierwszej potrzeby.
Na Kreuzbergu mieszkańcy przed XIX-wieczne kamienice wystawiają wieczorem telewizory na chodniki. Kabel osłaniają przed wilgocią, ekran czasem przykrywają słonecznym parasolem. Takie improwizowane mundialowe studia zaczynają się od kilku osób, ale nierzadko przekształcają się w większą sąsiedzką imprezę. Piwo jest właściwie obowiązkowe.
Dla berlińczyków pierwszy wieczorny odkręcany kapsel, a wraz z nim pierwszy gwizdek piłkarskich zawodów to wyczekiwana chwila wytchnienia po upalnym dniu. Ostatnie dni temperatura dopiero po godz. 20 spada w niemieckiej stolicy poniżej 30 stopni Celsjusza. W weekend upały w Niemczech przekroczyły 40 stopni Celsjusza.
Na Kreuzbergu, choć sporo osób ma tu korzenie imigranckie, w czerwcu dominują trykoty piłkarskiej kadry Niemiec. Wśród fanów nie ma jednak wielkiej wiary w sukces. - Drużyna nie jest zła, ale konkurencja jest ogromna, zdobycie tytułu należałoby traktować jako sporą niespodziankę - mówi PAP dwudziestokilkuletni Christian.
Namiastkę strefy kibica można odczuć przy dawnym lotnisku Tempelhof, wielkim terenie rekreacyjnym, które berlińczycy chcą wpisać na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Przy wyjściu ustawiono tu kilka samochodów sprzedających jedzenie i napoje. Wstęp jest za darmo, a czwartkowy mecz Ekwador-Niemcy oglądało tu kilkaset osób, głównie młodych. Piwo poleciało tu w powietrze szybko po pierwszym gwizdku, już w drugiej minucie, gdy Leroy Sane strzelił bramkę dla Die Mannschaft. Kolejnego „piwnego prysznica” już nie było, ale Niemcy mają nadzieję, że tego lata jeszcze co najmniej kilkukrotnie będą mieli okazję do takiego chłodzenia się.
Z Berlina Mateusz Obremski (PAP)
mobr/ kj/ grg/