Ambasador Polski przy UE: propozycja KE w sprawie kryzysu na granicy z Białorusią jest kontrproduktywna

2021-12-01 18:44 aktualizacja: 2021-12-02, 10:25
Ambasador Polski przy UE Andrzej Sadoś. Fot. PAP/ EPA/STEPHANIE LECOCQ
Ambasador Polski przy UE Andrzej Sadoś. Fot. PAP/ EPA/STEPHANIE LECOCQ
Propozycja Komisji Europejskiej w sprawie kryzysu na granicy z Białorusią jest kontrproduktywna; oczekujemy, że w trakcie ataku hybrydowego na granice procedury azylowe będą zawieszone, a nie wydłużone; rozwiązanie, które proponuje KE, jest szkodliwe – powiedział PAP ambasador Polski przy UE Andrzej Sadoś.

Polski ambasador przekazał swoim odpowiednikom, iż w ostatnich dniach informował Komisję Europejską i dyplomatów, że białoruski reżim wykorzysta pomoc UE do celów propagandowych i ataku na UE. Zauważył, że taka akcja propagandowa miała miejsce w miniony piątek, gdy Łukaszenka pojawił się w centrum logistycznym przy granicy polsko-białoruskiej, w którym przebywa około 2000 migrantów - wynika z informacji PAP.

Sadoś przekazał też, że w oficjalnym komunikacie Białorusi podano, iż celem wizyty Łukaszenki było spotkanie z przedstawicielami Białoruskiego Czerwonego Krzyża i kontrola punktu dystrybucji żywności. Przy tej okazji Łukaszenka wygłosił również krótkie przemówienie do migrantów, informując, że Białoruś pomaga migrantom, a Polska nie pomaga i nie chce ich wpuścić oraz obwinił UE o celowe sprowokowanie kryzysu humanitarnego.

Stały Przedstawiciel Polski przy UE podkreślał też, że reżim lub podmioty z nim związane nie powinny otrzymywać bezpośrednich dotacji finansowych z UE, ponieważ może to być wykorzystane do celów propagandowych. Powiedział, że pomoc humanitarna jest potrzebna, ale powinna przybrać formę pomocy materialnej, takiej jak żywność i lekarstwa. Wskazał również, że istnieją inne organizacje, za pośrednictwem których można udzielać pomocy, takie jak UNHCR czy Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji.

Komisja Europejska w ostatnich tygodniach zaangażowała się we wsparcie humanitarne migrantów przebywających na Białorusi. Robi to poprzez Międzynarodową Federację Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca.

Istnieje jednak wiele organizacji, które działają pod szyldem Czerwonego Krzyża. Najstarszą jest Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża, który powstał w 1863 r. i ma siedzibę w Genewie. W czasie I wojny światowej ta organizacja wezwała do utworzenia narodowych komitetów Czerwonego Krzyża. Trzeci format to Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca, w skład której wchodzą narodowe komitety.

Narodowe komitety Czerwonego Krzyża różnią się jednak od siebie. O ile w krajach demokratycznych są niezależne i zajmują się działalnością stricte humanitarną, to w przypadku państw autorytarnych czy reżimów są w 100 proc. kontrolowane przez władze. Przykładem tego jest Białoruski Czerwony Krzyż, który jest pod całkowitą kontrolą władz w Mińsku.

Z informacji PAP wynika, że w ostatnich tygodniach Komisja Europejska kilkakrotnie przekazywała środki unijne Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca, poprzez którą pieniądze trafiały do kontrolowanego przez Łukaszenkę Białoruskiego Czerwonego Krzyża. Ostatnia transza to 200 tys. euro.

Część krajów UE, w tym Polska i Litwa, alarmuje, że w sytuacji, w której reżim białoruski organizuje przemyt ludzi, UE nie powinna przekazywać środków pieniężnych na rzecz organizacji kontrolowanej przez Mińsk.

Temat był kilkakrotnie podnoszony w ostatnich dniach na posiedzeniach ambasadorów państw członkowskich przy UE w Brukseli przez polską dyplomację, jak również w rozmowie z unijnym komisarzem ds. zarządzania kryzysowego Janezem Lenarcziczem.

Do czasu nadania depeszy PAP nie otrzymała komentarza Komisji Europejskiej w tej sprawie, ani informacji.

Łukaszenka przyjechał w piątek do centrum logistycznego w Bruzgach przy przejściu granicznym z Polską, gdzie białoruskie władze rozmieściły tymczasowo ponad 2 tys. migrantów. Informowały o tym białoruskie media państwowe. Wizyta Łukaszenki w ośrodku nie była wcześniej zapowiadana.

„Chciałbym zwrócić się do narodu niemieckiego (...) Zabierzcie, proszę, tych ludzi do siebie. Dwa tysiące ludzi to nie jest wielki problem dla Niemiec i kanclerz Merkel pogodziła się z tym, ale wszystko blokują Polacy” – mówił Łukaszenka na przejściu granicznym w Bruzgach, cytowany przez „Rzeczpospolitą”.

Zachód oskarża Białoruś o sztuczne tworzenie kryzysu poprzez dostarczanie migrantom wiz, w odwecie za sankcje nałożone na Mińsk. Władze Białorusi odrzucają te oskarżenia. Strona polska informuje o nieustających próbach nielegalnego przekraczania granicy, a także próbach jej siłowego forsowania.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

kgr/