Campus Polska. Trzaskowski: związki partnerskie natychmiast. Hołownia: czujemy, że to już dawno powinno być zrobione

2022-08-27 18:17 aktualizacja: 2022-08-28, 09:50
Lider ugrupowania Polska 2050 Szymon Hołownia i prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podczas debaty w ramach drugiej edycji Campusu Polska Przyszłości. Fot. PAP/Tomasz Waszczuk
Lider ugrupowania Polska 2050 Szymon Hołownia i prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podczas debaty w ramach drugiej edycji Campusu Polska Przyszłości. Fot. PAP/Tomasz Waszczuk
Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski (PO) uważa, że w Polsce natychmiast powinna zostać wprowadzona możliwość zawierania związków partnerskich przez osoby tej samej płci. Zdaniem lidera Polski 2050 Szymona Hołowni związki partnerskie "to jest to, na co czujemy, że jest czas, że to już dawno powinno być zrobione".

W piątek po południu w olsztyńskim miasteczku Kortowo rozpoczął się drugi Campus Polska Przyszłości z udziałem m.in. polityków, samorządowców i młodzieży. Organizatorem spotkania jest Fundacja Campus Polska Przyszłości, a inicjatorem - prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

W ramach tego spotkania w sobotę odbyła się debata Trzaskowskiego (PO) z liderem Polski 2050 Szymonem Hołownią, podczas której padło m.in. pytanie o to, kiedy w Polsce zostanie wprowadzona możliwość zawierania małżeństw przez osoby o tej samej płci.

"Jeśli chodzi o małżeństwa, powiem wam tak: po pierwsze, i od tego zaczynam, tak jak rok temu - natychmiast związki partnerskie. Natomiast jak związki partnerskie będą wyglądały, wy będziecie decydować o tym" - odpowiedział Trzaskowski. Jak zauważył, "konserwatywne partie w Europie wprowadzały związki jednopłciowe, konserwatywne partie, i tak się dziś zmienia rzeczywistość".

"Możecie zawsze powiedzieć - ja to rozumiem - że ktoś jest za mało ambitny w jakiejś sprawie. Ale trzeba zacząć rozmawiać o temacie równości. Wprowadzić twarde rozwiązanie, jeśli chodzi o związki partnerskie i wtedy jestem absolutnie przekonany, że - jak wykonamy ten pierwszy krok - będziemy tak blisko równości, że będziemy w stanie wprowadzać takie standardy, które są standardami cywilizowanego świata i w Stanach Zjednoczonych i w większości państw UE" - powiedział prezydent Warszawy.

Hołownia, odpowiadając na pytanie, powiedział z kolei: "Jeśli chodzi o związki partnerskie, nie ma tu żadnej wątpliwości, ja o tym też jasno mówiłem i chyba nawet w naszym ruchu nie znajdę osób, które myślą inaczej, to jest to, na co czujemy, że jest czas, że to już dawno powinno być zrobione, patrząc po tym, czego oczekują obywatele".

"A później można rozmawiać o tym, czego obywatele oczekują więcej i mieć w tej sprawie znowu takie same albo różne zdania" - zaznaczył lider Polski 2050.

Hołownia o aborcji: decyzja w referendum, Trzaskowski: to decyzja kobiety

Podczas sobotniej debaty Trzaskowskiego z liderem Polski 2050 Szymonem Hołownią ze strony jednej z uczestniczek Campusu padło wezwanie, by dali jasną deklarację odnoszącą się do kwestii aborcji i praw kobiet.

"Nasze zdanie w tej sprawie, jako Ruchu Polska 2050, jest jasne. Wielokrotnie je wyrażałem i ono się nie zmieniło. Do naszego ruchu - tak jak powiedziałem - przyszli ludzie z różnym światopoglądem. I my nie będziemy mieli nigdy - i to jest nasze zobowiązanie, dopóki ja będę miał wpływ na ruch - żadnej klauzuli sumienia w głosowaniach. Przypuszczam, że w wielu głosowaniach będzie tak, że obecna tu posłanka Hanna Gill-Piątek będzie głosowała inaczej niż ja (...). Jeżeli coś takiego będzie miało miejsce będzie absolutnie naturalne, będzie wyrazem tego, jaki jest nasz ruch, bo u nas są ludzie i stąd, i stąd. Myśmy się umówili co do innych spraw" - powiedział Hołownia. "Natomiast te sprawę, która jest niezwykle ważna, Kaczyński w tak brutalny sposób potraktował z buta" - dodał.

Ocenił, że "kompromis aborcyjny", który obowiązywał w Polsce od lat 90. nikogo nie satysfakcjonował. "Ale to była jedyna zgoda na niezgodę - myśmy się zgodzili co do tego, że się nie zgadzamy na ten kompromis - jaka była w tym momencie możliwa. Innej nie wydyskutowaliśmy skutecznie, ani w referendum, ani w parlamencie do tej pory, mimo wielu prób - wskazał.

Podkreślił, że rozwiązaniem jest "referendum, które będzie dobrze przygotowane i każdy będzie mógł się w nim wypowiedzieć". "Każdy" - powtórzył. Wskazał, że głosowanie w referendum ma większą wagę niż głosowanie w Sejmie. "Ta sprawa powinna zostać rozstrzygnięta silnym mandatem, a ten mandat najsilniejszy jaki może być, to referendum" - powiedział lider Polski 2050.

"Mając poglądy takie jak mam, najprawdopodobniej zostanę w tym referendum przegłosowany, ale jestem w demokracji (...). Muszę szanować to, że w tym kraju żyją ludzie, którzy w większości maja inne zdanie niż ja mam, na tym polega demokracja" - wskazał lider Polski 2050.

"Nie możemy w tych dyskusjach, ja je toczę od lat, iść w stronę, ze powiemy sobie, że to są prawa człowieka, bo z jednej strony będziemy mieć człowieka, który powie, ale to są właśnie prawa człowieka, prawo do aborcji. A przyjdzie człowiek z drugiej strony i powie: prawem człowieka jest prawo płodu do życia i to są prawa człowieka. Jeżeli bierzesz swoje poglądy i one są twoje najświętsze i umieszczasz je w nienaruszalnym depozycie praw człowieka to tak na prawdę jak wtedy robić demokrację, jak wtedy możemy się dogadać, jeżeli nie możemy głosować, bo tu jest dogmat i tu jest dogmat? Demokracja nie jest najlepszym systemem z możliwych, ale lepszego nie mamy, by żyć w jednym kraju, dlatego będę bronił tej idei z pełna świadomością, że może to pójść w lewo lub w prawo” - mówił Hołownia.

"Czasami trzeba się w polityce nie zgadzać" - odpowiedział Trzaskowski. "Ja tego nie rozumiem, ja nie rozumiem jak można mówić o równości i czy równość może być poddane pod referendum - to po pierwsze. Po drugie: ja się sprzeciwiam, i nie chodzi tylko o kwestie dotyczące aborcji, ja się sprzeciwiam by mówić o prawach mniejszości, o prawach kobiet w kategoriach lewo, prawo" - podkreślił. "To jest standard demokratycznego europejskiego państwa" - wskazał.

Jak mówił "zdarza się, że starsi panowie na ten temat dyskutują, bardzo często są kompletnie oderwani od rzeczywistości". "W momencie, kiedy trzeba podejmować jedne z najtrudniejszych decyzji w życiu - przecież widzieliśmy te dramaty ostatnich miesięcy - ja sobie nie wyobrażam trudniejszej decyzji, jaką można podjąć, ta decyzja powinna należeć do kobiety. Kropka" - podkreślił Trzaskowski.

Wskazał, że najgorsze, co może być to politycy, którzy próbują kogokolwiek pouczać. "Przecież to nie jest tak, że kiedy wprowadzamy wolność wybory, to ktoś kogoś do czegoś zmusza" - mówił. "Jeżeli ktoś ma jakiś pogląd, bardzo konkretny pogląd to nikt go w państwie demokratycznym, równym do niczego nie może zmusić. Sam, czy sama podejmuje decyzję tylko o wyłącznie kierując się własnym sumieniem. I to jest dziś rzecz najważniejsza. Jeszcze raz to powiem dobitnie: naprawdę to nie ma nic wspólnego z tym, czy ktoś jest lewicą, czy prawicą" - powiedział. Jak mówił, tego uczy praca w samorządzie pokazuje jedno: "Przede wszystkim polityk nie powinien pouczać, nie może przeszkadzać. Polityk jest od tego, by pomagać, a zwłaszcza tym, którzy znajdują się w sytuacji dramatycznej".

"Wydaje mi się, że jeżeli na serio mówimy o równości i patrzymy na to co się dzieje, to po prostu musimy oddać prawo obywatelom i obywatelkom do decydowania w sprawach absolutnie zasadniczych i nie mówię tu tylko i wyłącznie o aborcji" - zaznaczył. (PAP)

Trzaskowski i Hołownia o listach wyborczych opozycji

W piątek po południu w olsztyńskim miasteczku Kortowo rozpoczął się drugi Campus Polska Przyszłości z udziałem m.in. polityków, samorządowców i młodzieży. Organizatorem spotkania jest Fundacja Campus Polska Przyszłości, a inicjatorem - prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

Podczas trwającej obecnie debaty Trzaskowskiego z liderem Polski 2050 Szymonem Hołownią ze strony jednej z uczestniczek Campusu padło pytanie o to, ile w nadchodzących wyborach parlamentarnych powinno być list wyborczych opozycji.

Lider Polski 2050 Szymon Hołownia zauważył, że odbyła się na ten temat "publicystyczna długa batalia", która "skończyła się tym, czym zwykle kończą się takie debaty prowadzone zbyt wcześnie - czyli niczym". Wyraził przekonanie, że decyzja w tej sprawie zapadnie w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

"Przy tych warunkach, które są dziś, przy takim PiS-ie, przy takiej Platformie, przy takich naszych notowaniach, w naszej ocenie trzeba będzie się skłaniać ku wariantowi dwóch list" - powiedział. Według Hołowni dwie listy opozycyjne to wariant, który - gdy są "tak rozdane karty" - "daje najwięcej mandatów, po prostu największą szansę pokonania PiS i najmniejsze ryzyko spadku frekwencji w czasie wyborów". "Trzy listy - gorzej, cztery listy - źle" - dodał.

Z kolei Rafał Trzaskowski powiedział: "Ja mam krótką odpowiedź. Ile list? Jak najmniej".

Walka z inflacją

Hołownia (Polska 2050) i Trzaskowski (PO) byli pytani podczas panelu na Campusie Przyszłości, czy ich zdaniem walka z rosnącą inflacją powinna polegać na wprowadzaniu 14. emerytury, dodatku węglowego, wakacji kredytowych czy też mają oni na nią inny sposób.

Trzaskowski podkreślił, że choć inflacja szaleje w całej Europie, ale - poza Bułgarią i krajami bałtyckimi - najwyższa jest w Polsce, co jego zdaniem pokazuje, co się dzieje, między innymi w banku centralnym. Mówił, że NBP jest "całkowicie uzależniony" od rządzących i "cały czas ignoruje prawdziwe zagrożenie". Podkreślał, że liczy się siła niezależnych od polityków instytucji.

Jeśli chodzi o to, jak pomagać - mówił - to w obecnej sytuacji to, że trzeba ludziom pomagać nie jest kwestią ideologii tylko "to kwestia przyzwoitości". "I to jest jasne, że trzeba pomagać" - oświadczył. Zapewnił, że programy socjalne, które zostały wprowadzone, zostaną utrzymane.

Trzaskowski ocenił, że problem polega na tym, że obecna władza "chce uwłaszczyć się na państwie" i nawet jeśli miała pomysł na to, jak niwelować różnice, to z niego zrezygnowała, zajmując się tym - jak mówił - "jak poprawić byt rodzin pisowskich notabli i samych pisowskich notabli". Tymczasem - przekonywał - ludziom trzeba pomagać w sposób systemowy i skuteczny, w przypadku osób młodych zająć się kwestią mieszkalnictwa, w tym zapewnienia mieszkań na tani wynajem i dawanie ludziom instrumentów, by radzili sobie w trudnej sytuacji.

"Kampania nie powinna być wyścigiem na to, kto da więcej" - przekonywał polityk PO, oceniając, że to droga do nikąd.

Trzaskowski mówił, że rząd, mimo niekorzystnych prognoz, nie przygotował Polski do wzrostu cen ani nie wykorzystał pieniędzy z UE na transformację energetyczną. Wskazywał, że obecnie liczą się niezależne instytucje i racjonalna polityka, o co musi zadbać opozycja.

Hołownia ocenił z kolei, że "pisowskie podejście do państwa polegające na traktowaniu go jako bankomatu i wpłatomatu, że wpłaca się pieniądze do państwa, a (Jarosław) Kaczyński rozdaje piny do bankomatów i ci, którym im je rozda, mogą wyciągać pieniądze". Inny mechanizm stosowany przez rządzących - przekonywał - "to drukarka", czyli dodrukowywanie pieniądza, co - jak podkreślił - tylko napędza inflację.

"To oni nas wpędzili w tej wysokości inflację. Dzisiaj możemy sobie ponarzekać jeszcze, to nic nie kosztuje, możemy ich rozliczyć - i rozliczymy. Trzeba będzie niektórych postawić przed Trybunałem Stanu. Jedni chcieli wyprowadzać (szefa NBP, Adama) Glapińskiego w kajdankach, czy aresztować. Jego trzeba przed Trybunałem Stanu postawić za to, co zrobił polskiej gospodarce" - powiedział.

Według niego trzeba też jak najszybciej "zakończyć ten idiotyczny spór z Brukselą (...) i odblokować środki na KPO". Jak ocenił są one dziś potrzebne na inwestycje, utrzymaniu miejsc pracy, walkę z inflacją.

Jeśli chodzi o transfery socjalne - mówił Hołownia - to dziś, gdy jest źle, trzeba ratować ludzi. "Ludziom coraz bardziej przestaną spinać się budżety. Oni potrzebują tych pieniędzy: potrzebują zapłacić za jedzenie, zapłacić za rachunek za gaz czy prąd, bez tego będzie im strasznie trudno" - mówił. Dodał, że jest za wprowadzeniem dopłat do źródeł ciepła - ale powinny być one sprawiedliwie rozdzielane osobom używających różnych rodzajów ogrzewania, bez traktowania w taki sam sposób bogaczy z pałaców i ludzi, którym może zabraknąć pieniędzy na ogrzanie domu na zimę.

Podkreślał, że nie chodzi tylko o rozdawanie pieniędzy, ale też o o wprowadzanie zmian systemowych, na przykład przechodzenia na pompy ciepła. Ocenił, że rząd tego nie robi, inwestując za to w "pałace saskie, CPK i na szprychy do niego i pensje w zarządach".

Hołownia: ludziom w wieku emerytalnym należy umożliwić dalszą pracę i zachęcać do tego

Jedna z uczestniczek Campusu Polska Przyszłości zapytała o wiek polityków i zwróciła uwagę, że nie tylko na polskiej scenie politycznej widać, że czołowe miejsca w rządach są obsadzone przez osoby, które są już często w wieku emerytalnym. Zapytała również o to, czy osoby w takim wieku powinny jeszcze pracować.

"Jeżeli pyta pani o to, czy ludzie w wieku emerytalnym powinni dalej pracować, to odpowiedź naszego ruchu jest taka, że należy im to umożliwić i zachęcać do tego" - powiedział lider Polski 2050. Zaproponował też, by osobom, które są w wieku emerytalnym i zdecydują się na dalszą pracę, wypłacać wszystkie "utracone" trzynaste emerytury. "Żebyś nie czuł się pokrzywdzony w stosunku do tych, którzy na emeryturę poszli" - zaznaczył.

Odnosząc się do polityków podkreślił, że chciałby, żeby się w następnych wyborach w Polsce "nie zmieniła się partia rządząca, tylko mentalność polityki". "Jeżeli masz 70 lat to świetnie, że masz 70 lat, bo masz masę doświadczeń, wiele w życiu przeszedłeś, ale miej świadomość, że (...) jak głosujesz (...) to skutki tej decyzji zostaną na 20, 30, 40, 50 lat" - mówił.

Hołownia przypomniał też propozycję obniżenia wieku osób, które mogłyby głosować w wyborach do 16 lat. "Społeczeństwo się starzeje i w każdych kolejnych wyborach starsza grupa ma nieporównanie większy wpływ na rzeczywistość, niż grupa młodsza, która będzie żyła ze skutkami decyzji podejmowanych przez grupę starszą" - powiedział.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zaznaczył, że chce, by młodych osób w polityce było jak najwięcej. "I to właśnie nie tylko 50-latków, tylko dwudziestoparolatków, trzydziestolatków. To jest piekielnie istotne" - powiedział.

Dodał, że jest głęboko przekonany, że polska polityka "musi się zmienić, nie tylko ze względu na nowe pokolenie, ale na sposób myślenia o dobru wspólnym". "Dlaczego tak mało się mówi o psychiatrii dziecięcej w dzisiejszej polityce, o roli kobiet w społeczeństwie, jeżeli nie jest to wymuszone przez Strajk Kobiet. Dlaczego nie podejmuje się takich tematów jak sztuczna inteligencja, i jaki ona będzie miała wpływ na nas" - mówił.

Turski: władza demokratyczna musi się liczyć z mniejszością

Historyk, dziennikarz, były więzień obozu Auschwitz-Birkenau i KL Buchenwald Marian Turski apelował do uczestników Campusu Polska, by nigdy nie byli obojętni wobec tego, co się dzieje wokół nich. Przekonywał, że „nie można się raz na zawsze zaszczepić przeciwko obojętności”.

 Dziennikarz i historyk, były więzień obozu w Auschwitz Marian Turski. Fot. PAP/ Tomasz Waszczuk

„Jakieś Auschwitz może spaść z nieba i to, co się dziś dzieje na Ukrainie pokazuje, że zawsze trzeba być czujnym. Inna czujność jest potrzebna w Portugalii, inna w Ukrainie, inna w Rosji. Czy my jesteśmy obojętni? Wydaje mi się, że na szczęście okazaliśmy w Polsce nieobojętność w sprawie Ukrainy. Choć utrzymanie tego stanu nie będzie łatwe” – mówił Turski.

Podkreślił też, że od 24 lutego każdy, zwłaszcza młode pokolenie, stało się świadkami historii, która dzieje się na oczach współczesnych. „Uważajcie i pamiętajcie: do 24 lutego to ja byłem świadkiem historii. Od 24 lutego wy jesteście świadkami historii. Na waszych oczach się dokonują pewne rzeczy. Wy będziecie musieli przekazywać obojętność wobec tego, i nieobojętność; oportunizm i nie oportunizm, konsekwencje i brak konsekwencji. Wy jesteście teraz świadkami historii. I jeżeli wy potraficie to zachować , to najlepiej zachowacie pamięć o nas, o naszym pokoleniu” – mówił Turski, za co młodzi ludzie nagrodzili do gromkimi brawami.

Wracając do swojego głośnego przemówienia sprzed ponad dwóch lat, w którym mówił, że „po jedenaste: nie bądź obojętny” Turski powiedział, że te idee są wciąż aktualne.

„Nie być obojętnym, kiedy szerzone są kłamstwa historyczne. Nie być obojętnym, kiedy są w sposób niby przy użyciu prawa, łamane prawa. W istocie rzeczy co jest sensem demokracji? Niektórzy mówią: przepraszam bardzo, zdobyłem 51 proc głosów, mogę robić co chcę. Nie, nie prawda. Masz 51 proc. głosów w wyborach to znaczy, że masz prawo trzymać rządy, uprawiać władzę, administrować państwem. Ale musisz się liczyć ze zdaniem mniejszości, ponieważ demokracja, która się nie liczy ze zdaniem mniejszości , nie uwzględnia poglądów, zainteresowań mniejszości, nie jest demokracja” – mówił Turski i podkreślał, że „pewne rzeczy absolutnie nie mogą być wprowadzane”.

Uczestnicy Campusu pytali Turskiego o to, jakimi ideami kierował się w życiu, co pozwoliło mu przetrwać obozy i czym mają się kierować w życiu młodzi ludzie, którym zależy na zachowaniu pamięci o więźniach obozów zagłady. Turski na przykładzie własnego życia i życia swoich przyjaciół mówił o wielkiej roli solidarności i przyjaźni, która pozwoliła mu przetrwać w obozie. „Ale byli tacy, którzy przekonali się, że w stadzie wilków trzeba się kierować prawem wilczym” – mówił podając jako przykład Romana Fristera, autora „Autoportretu z blizną”.

Na pytanie, jak być w Polsce Polakiem, nie będąc katolikiem, Turski odpowiedział, że „to bardzo trudne, ale po to są takie Campusy, żeby było to łatwe”.

Jeden z uczestników Campusu zapytał Turskiego, dlaczego nie wyjechał z Polski w 1968 roku. Redaktor przyznał, że otrzymał wiele propozycji, najpierw z USA, potem z Izraela, ale z nich nie skorzystał. „Doszedłem do wniosku, że kto jak nie ja, powinien być strażnikiem pamięci żydowskiej w Polsce? Uważam, że dobrze zrobiłem. Takich ja w Izraelu jest na pęczki, w Polsce mniej” – odparł.

Podczas spotkania Turski prosił, by młodzi ludzie zwracali się do niego „po prostu panie Marianie”. Godzinna rozmowa, która odbywała się w 30 stopniowym upale zakończyła się owacjami na stojąco, a wyraźnie wzruszony Marian Turski kłaniał się uczestnikom Campusu.

"Rosji zależy na rozbiciu jedności Zachody bardziej niż na kolejnych miastach Ukrainy"

Ceniony w Europie i na świecie analityk i politolog bułgarskiego pochodzenia Ivan Krastev podczas dyskusji ze Sławomirem Sierakowskim był pytany, jak potoczą się losy wojny na Ukrainie. Ocenił, że do marca-kwietnia przyszłego roku „Rosja będzie miała dodatkowego generała, który nazywa się zima. I z powodu tego generała to Rosja będzie do tego czasu w lepszej sytuacji” – ocenił Krastev.

„O przyszłości tego konfliktu zdecydują w najbliższych miesiącach społeczeństwa zachodniej Europy. Rządy w Europie nie są przygotowane na kryzys energetyczny, należy się liczyć z tym, że nastąpią niedobory energii, że z tego powodu może zostać ograniczona produkcja wielu zakładów i z tego powodu tysiące ludzi straci pracę. Czy społeczeństwa zachodniej Europy rozumieją to? Łatwo jest mówić, że wspieramy Ukraińców, ale jeśli uderza to w nas osobiście, to perspektywa robi się inna” – mówił Krastev i dodawał, że społeczeństwa Zachodu różnie podchodzą do konfliktu na Ukrainie. „Dla Włochów, którzy są daleko od Ukrainy, dużo bardziej istotny jest konflikt w Libii” – zauważył.

W ocenie Krasteva "Rosji nie tyle zależy na zdobyciu dwóch-trzech kolejnych miast na Ukrainie, ile na rozbiciu jedności Zachodu". Podkreślił przy tym, że Rosja traktuje gaz jako broń i choć przesyła go do Europy mniej, niż przed napaścią na Ukrainę, to zarabia na nim dużo więcej, bo cena surowca wzrosła średnio 6-krotnie.

„Społeczeństwa zachodnie muszą odpowiedzieć sobie, na jakie poświęcenie są gotowe. Czy poświęcą swój komfort, czy wartości” – podkreślił Krastev.

Krastev był pytany przez uczestników Campusu m.in. o to, czy należy wprowadzić zakaz podróżowania Rosjan po Europie. Ocenił, że „należy rozróżniać przywódców od społeczeństw, odróżniać Putina od Nawalnego”. Jego zdaniem Zachód powinien przyjmować ludzi, którzy sprzeciwiają się wojnie, np. Rosjan, którzy chcą uciec na Zachód, by nie iść do armii rosyjskiej. „Wydając wizy, winna to każda ambasada rozważyć” – wyjaśnił.

Podczas panelu "Ukraina na wojnie, Zachód w gotowości" były dowódca Wojsk Lądowych gen. Waldemar Skrzypczak ocenił, że na rosyjsko-ukraińskim froncie nie będzie w najbliższym czasie znaczących, dynamicznych zmian, ze względu na wyczerpanie obu armii. "Muszą uzupełnić stany osobowe i sprzęt, ponieważ w tej chwili nie ma potencjału żadna ze stron, żeby dokonać jakichś przełamujących, rozstrzygających uderzeń, które mogłyby chociażby w części przekonać polityków do tego, żeby chcieli zacząć rozmowy pokojowe" - stwierdził.

Jak zaznaczył, trzeba nadal wspierać Ukrainę, żeby była przygotowana do kolejnego etapu wojny, która z nową siłą ruszy na wiosnę. Jak podkreślił, jednocześnie trzeba podjąć działania polityczne i dyplomatyczne, które mogłyby osłabić wszystkie potencjalne sojusze Rosji.

Były szef Służby Wywiadu Wojskowego gen. Radosław Kujawa, odnosząc się do ostrzeżeń amerykańskiego wywiadu przed wybuchem wojny, ocenił, że był to pewien wyłom w wykorzystaniu wiedzy wywiadowczej. Jak zauważył wcześniej nie była ona przeznaczona dla opinii publicznej, tylko osób podejmujących decyzje.

"Władza polityczna użyła wiedzy wywiadu - co ważne, wiedzy, która się potwierdziła - do tego, żeby zrobić wszystko, by odwieść stronę rosyjską od wojny" - mówił Kujawa.

Z kolei szef "Krytyki Politycznej" Sławomir Sierakowski zauważył, że wojna na Ukrainie jest w ogromnej mierze wojną informacyjną. Jak ocenił, w tym sensie jest ona rozgrywana przez Ukraińców doskonale, przez co np. spowalnia reakcję zmęczenia społecznego tematem wojny.

Nas innym panelu prowadzonym przez posła Pawła Kowala zastanawiano się nad przyszłością polityczną Ukrainy. Ukraiński dziennikarz i poseł Rady Najwyższej Ukrainy Mykoła Kniażycki stwierdził, że "Ukraina musi się znaleźć w Unii Europejskiej i NATO". "To jest jedyna droga, nie ma innej. To musi się stać i to szybko” – powiedział Kniażycki i dodał, że w jego ocenie w UE Polska, Ukraina i Litwa winny ściśle ze sobą współpracować, a Polska winna odgrywać rolę lidera współpracy tych trzech państw.

Były premier Jan Krzysztof Bielecki wskazał, że transformację Ukrainy należy zacząć już, nie bacząc na wojnę i okrucieństwa. "Trzeba się już zastanawiać, czy warto odbudowywać hutę w Mariupolu, hutę-symbol tak, by znów pracowała jak przed wojną. Może lepiej odbudować tę hutę, w oparciu o unijne pieniądze tak, by działała w sposób zgodny z ekologią” – mówił Bielecki. (PAP)

Autorki: Joanna Kiewisz-Wojciechowska, Sylwia Dąbkowska-Pożyczka, Marcin Boguszewski, Danuta Starzyńska-Rosiecka

mj/