MŚ 2018: Rosja i Urugwaj awansowały do fazy pucharowej
Rosja oraz Urugwaj to pierwsze drużyny, które awansowały do 1/8 finału rozgrywanych na rosyjskich boiskach piłkarskich mistrzostw świata. Zdecydowała o tym wygrana Urugwajczyków z Arabią Saudyjską 1:0 w Rostowie nad Donem.
Dzień wcześniej gospodarze turnieju odnieśli drugie zwycięstwo w grupie A, pokonując Egipt 1:0. Egipcjanie, Saudyjczycy oraz rywalizujący w grupie B Marokańczycy jako pierwsi na mundialu stracili szanse gry w fazie grupowej.
Mecz w Rostowie nad Donem był słabym widowiskiem. Jedynego gola strzelił w 23. minucie występujący po raz setny w narodowych barwach Luis Suarez, wykorzystując błąd bramkarza Saudyjczyków, który przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego minął się z piłką. Napastnik Barcelony z pięciu metrów bez trudu trafił do siatki.
Urugwaj starał się wygrać jak najmniejszym nakładem sił, a Saudyjczykom, którzy na inaugurację ulegli Rosji aż 0:5, brakowało umiejętności, by odwrócić losy meczu. W poniedziałek zagrają z Egiptem i dla obu drużyn będzie to pożegnalny występ na mundialu.
Pierwsze miejsce w grupie będzie natomiast stawką spotkania Rosja - Urugwaj. Wiele wskazuje na to, że w 1/8 finału drużyny te wpadną na Portugalię i Hiszpanię.
W pierwszym środowym meczu, rozegranym na głównej arenie mundialu - moskiewskich Łużnikach, Portugalia wygrała z Marokiem 1:0. Bramkę już w czwartej minucie strzelił głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Cristiano Ronaldo. Było to jego 85. trafienie w 152. występie w kadrze narodowej. W ten sposób został samodzielnym liderem na europejskiej liście wszech czasów; przez kilka dni dzielił tę pozycję ze słynnym Ferencem Puskasem (grał dla Węgrów i Hiszpanów) - 84 bramki. Zdecydowanym liderem światowej klasyfikacji jest Irańczyk Ali Daei - 109 goli.
Ronaldo z dorobkiem czterech bramek prowadzi w klasyfikacji strzelców rosyjskiego mundialu. W pierwszym meczu z Hiszpanią (3:3) zanotował hat-trick. Statystycy przy okazji przypomnieli, że w trzech poprzednich mistrzostwach świata Portugalczyk oddał aż 70 strzałów, a tylko trzykrotnie trafił do siatki.
Mecz nie był dla Portugalczyków łatwy. Rywale, zwłaszcza w drugiej połowie, uzyskali ogromną przewagę, a w końcówce mieli "akcje meczowe". Najpierw błyskotliwe wejście Ziyecha w pole karne zatrzymał Jose Fonte, a w doliczonym czasie gry po raz kolejny bliski powodzenia był Benatia. Marokańczykom wyraźnie zabrakło szczęścia. Z kolei kilka dni temu mieli wyraźnego pecha, bowiem gola na 0:1 stracili w 95. minucie po samobójczym trafieniu Aziza Bouhaddouza.
Wśród Marokańczyków wyróżniali się m.in. Hakim Ziyech i Nordin Amrabat. W ogóle cały ten zespół dużo biegał, starał się cały czas być blisko Portugalczyków i nie pozwalać im na zbyt wiele. Ziyech, który w młodzieżówce występował w Holandii, i rozgrywał, i uderzał z dystansu, ale jemu - tak jak i kolegom - wyraźnie brakowało szczęścia, choć oczywiście i precyzji.
Mistrzowie Europy mieli swoje zrywy, kiedy potrafili dojść do świetnej okazji. Tak było w 39. minucie, gdy znakomicie zagrał Ronaldo, lecz Goncalo Guedes przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem.
Druga część zaczęła się od fatalnego uderzenia Ronaldo, a potem znów do głosu doszli zawodnicy z Maroka. W 57. minucie główkował Benatia, jednak przepiękną interwencją popisał się Rui Patricio. Trzy minuty później ten sam obrońca posłał piłkę nad bramką, podobnie jak w 68. Ziyech z wolnego.
W samej końcówce afrykańscy piłkarze mieli "akcje meczowe". Najpierw błyskotliwe wejście Hakima Ziyecha w pole karne zatrzymał Jose Fonte, a w doliczonym czasie gry bliski szczęścia był Medhi Benatia.
Hiszpanie również odnieśli zwycięstwo 1:0, pokonując w Kazaniu reprezentację Iranu. Bramkę w 54. minucie zaliczono Diego Coście (trzecie trafienie w turnieju), choć większą "zasługę" miał Ramin Rezaeian, który nastrzelił piłkę na nogę napastnika Atletico Madryt. W ostatnich minutach Irańczycy mieli kilka szans, ale wynik już się nie zmienił. Podopieczni Carlosa Queiroza mają na koncie trzy punkty (za wygraną z Marokiem 1:0) i wciąż liczą się w walce o awans.
Polscy piłkarze powrócili w nocy z wtorku na środę do swojej bazy w Soczi. Przed południem ci, którzy nie grali dzień wcześniej w Moskwie z Senegalem (1:2), trenowali, a pozostali przechodzili regenerację.
Z dziennikarzami spotkał się natomiast prezes PZPN Zbigniew Boniek. „Piłka nożna wzbudza wiele emocji i uznaliśmy, że należy się spotkać z przedstawicielami mediów. Nie ma co ukrywać, że inaczej sobie wyobrażaliśmy początek mundialu. Jednak wciąż wszystko jest w naszych rękach. Charakter ludzi poznaje się, jak wychodzą z trudnych sytuacji” – powiedział.
„Zagraliśmy spotkanie, które nam nie wyszło, ale nie będziemy szukali winnych. Cały czas jesteśmy w grze i skupiamy się na niedzielnym meczu. Nie bierzemy pod uwagę wariantu pesymistycznego. Nie lubimy narzekać. Czysto piłkarsko nie jesteśmy słabsi od Kolumbii” – podkreślił Boniek.
Jak poinformował rzecznik PZPN, uraz łydki Jakuba Błaszczykowskiego z meczu z Senegalem jest niegroźny i w czwartek piłkarz ma wznowić treningi.
W niedzielę Polacy zagrają w Kazaniu z Kolumbią, która niespodziewanie uległa Japonii 1:2.(PAP)
af/ cegl/