Wiceszef MSZ: jeśli coś zagraża standardom demokratycznym, to brak określonego terminu wyborów

2020-04-14 07:36 aktualizacja: 2020-04-14, 07:38
Wiceszef MSZ Paweł Jabłoński. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Wiceszef MSZ Paweł Jabłoński. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Jeśli coś zagraża standardom demokratycznym, to brak określonego terminu wyborów - ocenił w rozmowie z PAP wiceszef MSZ Paweł Jabłoński. Zadeklarował, że MSZ jest w kontakcie z państwami, które przeprowadziły wybory korespondencyjnie, a obserwatorzy międzynarodowi będą "mile widziani".

Zgodnie z postanowieniem marszałek Sejmu wyboru prezydenckie w Polsce mają odbyć się 10 maja. Ze względu na epidemię koronawirusa, PiS przygotował specustawę, zgodnie z którą wybory miałyby się odbyć wyłącznie drogą korespondencyjną. Projekt jest krytykowany przez część europosłów oraz m.in. wiceszefową KE Vierę Jourovą, która w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" wyraziła niepokój o wolne i uczciwe wybory, a także jakość głosowania.

Wiceszef MSZ pytany o tę krytykę ze strony PE i KE odpowiedział, że zgodnie z konstytucją nie ma legalnej możliwości przełożenia wyborów. "Byłoby dobrze, gdyby przedstawiciele organizacji międzynarodowych, wypowiadający się na temat polskich wyborów, zapoznali się najpierw z przepisami polskiego prawa. Zgodnie z Konstytucją RP nie ma legalnej możliwości przełożenia wyborów. Terminy są jasno określone – cykliczne wybory i kadencyjność organów władzy, to absolutny fundament demokracji" - powiedział Jabłoński.

"Jedyną sytuacją, w której wybory mogłyby zostać przełożone, jest stan nadzwyczajny – ale przełożenie wyborów może być tylko skutkiem, nigdy przyczyną wprowadzenia takiego stanu. Mówiąc wprost: dążenie do odwołania wyborów nie może być jedynym uzasadnieniem stanu nadzwyczajnego. To byłby w zasadzie koniec demokracji" - dodał.

Wiceszef MSZ ocenił, że "instrumentalne wykorzystanie stanu nadzwyczajnego, który wiązałby się przecież z daleko idącym ograniczeniem praw obywatelskich – byłoby potencjalnie niezwykle niebezpieczne i rodziłoby ryzyko bardzo poważnych nadużyć w przyszłości".

"Jeśli ktoś domaga się przełożenia wyborów – to tak naprawdę domaga się wprowadzenia w Polsce stanu nadzwyczajnego. Byłoby dobrze, gdyby osoby, które się w ten sposób wypowiadają, zdały sobie sprawę z tego, co mówią. Zwłaszcza że równocześnie słychać ze strony tych samych organizacji krytykę innych państw – właśnie za nadużywanie nadzwyczajnych środków prawnych. Trzeba się na coś zdecydować" - mówił Jabłoński.

"Stwierdzenie, że organizacja wyborów w konstytucyjnym terminie zagraża standardom demokratycznym, oceniam jako absurdalne. Jeśli coś zagraża standardom demokratycznym, to raczej brak określonego terminu wyborów – a dokładnie taki byłby skutek stanu nadzwyczajnego" - dodał.

Jabłoński przypomniał również propozycję lidera Porozumienia, byłego wicepremiera Jarosława Gowina, który przygotował projekt zmian w konstytucji, wprowadzający jedną, 7-letnią kadencję prezydenta, wydłużając tym samym obecną kadencję Andrzeja Dudy do dwóch lat. Projekt ten nie znajduje jednak poparcia opozycji.

"To dużo lepsza propozycja niż potencjalnie bezterminowy stan nadzwyczajny. Niestety ta propozycja też została odrzucona przez opozycję" - powiedział Jabłoński.

Wiceszef MSZ wyraził przekonanie, że polskie wybory prezydenckie będą spełniać "co najmniej tak wysokie standardy", jak wybory, które odbyły się korespondencyjnie ostatnio w Bawarii w Niemczech i w Szwajcarii.

"MSZ jest w stałym kontakcie z przedstawicielami tych państw, będziemy korzystać z ich doświadczeń. Międzynarodowi obserwatorzy są również mile widziani" - zadeklarował.

"Wybory lokalne w Bawarii odbyły się wyłącznie w formie korespondencyjnej na podstawie przepisów uchwalonych 4 dni przed głosowaniem – ani UE, ani OBWE, ani żadna inna organizacja międzynarodowa nie zgłaszały żadnych zastrzeżeń. Liczymy na to, że w stosunku do Polski będą stosowane te same kryteria oceny, zwłaszcza że polski Sejm przyjął odpowiednią ustawę znacznie wcześniej, aby dać wszystkim jak najwięcej czasu na przygotowanie" - dodał.

Jabłoński wyraził też nadzieję, że Senat "nie będzie przeciągał prac nad ustawą". "Mam nadzieję, że Senat zachowa się odpowiedzialnie, umożliwiając jej sprawne wejście w życie, tak aby na zorganizowanie wyborów było jak najwięcej czasu. W czasie epidemii jakakolwiek zwłoka ze strony Senatu byłaby skrajną nieodpowiedzialnością" - powiedział wiceszef MSZ.

Możliwość głosowania korespondencyjnego wprowadzono w Niemczech już w latach 50. XX w. Dotyczy wszystkich wyborów, do Bundestagu, Parlamentu Europejskiego, do parlamentów landowych i samorządowych. Z tej możliwości korzysta średnio 1/4 uprawnionych do głosowania. Do 2008 roku istniała konieczność uzasadnienia potrzeby głosowania korespondencyjnego przez uprawnionego do głosowania, po 2008 roku ten warunek już nie obowiązuje. Ze względu na pandemię koronawirusa władze Bawarii podjęły w tym roku decyzję o przeprowadzeniu drugiej tury wyborów samorządowych tylko w formie korespondencyjnej. Odbyły się one 29 marca.

W ubiegłym tygodniu Sejm uchwalił ustawę, zgodnie z którą wybory prezydenckie w 2020 r. mają zostać przeprowadzone wyłącznie w drodze głosowania korespondencyjnego. Przepisy stanowią też, że w stanie epidemii, marszałek Sejmu może zarządzić zmianę terminu wyborów, określonego wcześniej w postanowieniu. Ustawa jest krytykowana przez całą opozycję - za jej przyjęciem opowiedziało się 230 posłów, 226 było przeciw, a 2 wstrzymało się od głosu.

Teraz ustawa trafiła do Senatu, który zgodnie z konstytucją ma 30 dni na jej przeprocedowanie. Marszałek Senatu Tomasz Grodzki (KO) zapowiedział, że Senat wykorzysta pełne 30 dni na pracę nad ustawą. (PAP)

autor: Mateusz Roszak

mro/ mrr/ jann/