Ministerstwo Zdrowia: możliwa bardziej kategoryczna egzekucja obowiązujących obostrzeń

2020-07-31 11:30 aktualizacja: 2020-08-01, 10:08
Fot. PAP/Leszek Szymański
Fot. PAP/Leszek Szymański
Jeżeli nadal będziemy obserwowali, że ludzie nie stosują się do obowiązujących obostrzeń, to możliwa jest bardziej kategoryczna egzekucja – większe, bardziej odczuwalne kwoty mandatów – powiedział w piątek rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz.

W piątek MZ poinformowało o najwyższej do tej pory liczbie potwierdzonych w ciągu doby przypadków koronawirusa, która wyniosła 657.

W związku z rosnącą tendencją potwierdzanych dziennie przypadków rzecznik MZ został zapytany, czy możliwy jest powrót do obostrzeń. "Wszystko jest możliwe" – odparł.

"Jeżeli w ciągu najbliższych dni będziemy obserwować skalę wzrostu poza tymi ogniskami, które są, i jeżeli nadal będziemy obserwowali, że ludzie nie stosują się do obowiązujących rygorów sanitarno-epidemiologicznych, to możliwa jest bardziej kategoryczna egzekucja tych przepisów" – powiedział Andrusiewicz.

Wyjaśnił, że być może pojawią się wyższe, bardziej odczuwalne kwoty mandatów. "Takie, że kilka razy się zastanowimy, zanim zdecydujemy się nie wyjąć maseczki z kieszeni" – powiedział rzecznik MZ. Zwrócił również uwagę, że "to jest nasz obowiązek, obowiązek chronienia innych", żeby maseczki zakładać i stosować inne zalecane środki ostrożności.

Zapytany o ewentualne rekomendacje resortu zdrowia, odparł, że "jeżeli nadal będziemy obserwowali niepokojącą sytuację, to rekomendacje na pewno się pojawią". Jak jednak dodał, "na razie jest jeszcze zbyt wcześnie, żeby mówić, do czego możemy powrócić, o jaki krok możemy się cofnąć".

Andrusiewicz: zajęte jest blisko 1,8 tys. z ok. 4,5 tys. szpitalnych łóżek dla pacjentów z koronawirusem

"Trudno teraz powiedzieć, czy wzrost potwierdzanych przypadków to już druga fala epidemii, czy też pewien etap wznoszenia w ramach pierwszej fali" – powiedział w piątek Andrusiewicz.

Jak dodał, "to nie jest w tej chwili tylko sytuacja Polski, to jest sytuacja, która dość dynamicznie zmienia się także w innych państwach, m.in. w Hiszpanii, Niemczech i w Czechach".

Pytany o osoby hospitalizowane z powodu koronawirusa, Andrusiewicz wskazał, że wykorzystywane obecnie 72 respiratory, to "marginalna ilość, biorąc pod uwagę przygotowaną ilość". "Zajętych jest teraz w szpitalach (przez pacjentów covidowych – PAP) niecałe 1800 łóżek, w ostatnich tygodniach ta wielkość waha się między 1600 a 1800" – podał.

Zaznaczył, że skoro liczba nowych przypadków koronawirusa, potwierdzanych każdego dnia wzrosła do 500 czy 600, a w tym samym czasie liczba zajętych łóżek szpitalnych wzrastała o 50 lub 60, to jest jeden wniosek – wiele zachorowań jest mało czy też nisko objawowych, bądź takich, które w ogóle ich nie dają.

"Nie rośnie nam skokowo liczba zajętych łóżek. Nie rośnie skokowo liczba pacjentów w ciężkim stanie" – wskazał.

Podał, że po wygaszeniu dwóch szpitali jednoimiennych i ograniczeniu liczby łóżek w niektórych placówkach obecnie jest w granicach 4-4,5 tys. łóżek szpitalnych dla osób z koronawirusem, a zajętych jest mniej niż połowa z nich.

"W tej chwili mamy więc jeszcze dość duży bufor. Jest też bufor łóżek odtworzeniowych w szpitalach jednoimiennych. Więc pełen spokój, bufor jest dość duży" – ocenił Andrusiewicz.

Zwrócił jednocześnie uwagę, że jeżeli nie będziemy przestrzegać reguł sanitarno-epidemiologicznych, to liczby zakażeń i hospitalizacji mogą rosnąć.

"Codziennie są przypadki zakażenia – w sklepie, na rynku hurtowym, w dyskoncie czy restauracji. Wynikają one z nieprzestrzegania reguł" – wskazał.

Lato i wakacje – jak mówił – sprzyjając temu, by nie myśleć o zagrożeniu, więc ponowił apele m.in. o to, by nosić maseczki i utrzymywać dystans. (PAP)

Autorki: Katarzyna Lechowicz-Dyl, Dorota Stelmaszczyk