Lech Poznań przegrał ze Standardem 1:2 w meczu fazy grupowej piłkarskiej Ligi Europy

2020-11-27 06:09 aktualizacja: 2020-11-27, 11:41
Michel­Ange Balikwisha i Bogdan Butko (Lech Poznań) w meczu czwartej kolejki Ligi Europy. Fot. PAP/EPA/JULIEN WARNAND
Michel­Ange Balikwisha i Bogdan Butko (Lech Poznań) w meczu czwartej kolejki Ligi Europy. Fot. PAP/EPA/JULIEN WARNAND
Piłkarze Lecha Poznań przegrali na wyjeździe z belgijskim Standardem Liege 1:2 (0:0) w meczu czwartej kolejki Ligi Europy. W kolejnym spotkaniu 3 grudnia wicemistrzowie Polski zmierzą się w Lizbonie z Benficą.

Bramki: 0:1 Mikael Ishak (60), 1:1 Abdoul-Fessal Tapsoba (63), 2:1 Konstantinos Laifis (90+3-głową).

Żółte kartki: Standard Liege - Obbi Oulare, Michel-Ange Balikwisha, Aleksandar Boljevic; Lech Poznań - Djordje Crnomarkovic, Bohdan Butko, Wasyl Krawieć.

Czerwone kartki: Standard Liege - Obbi Oulare (za drugą żółtą w 45+1 minucie); Lech Poznań - Djordje Crnomarkovic (za drugą żółtą w 74 minucie).

Standard Liege: Arnaud Bodart – Collins Fai, Noe Dussenne, Konstantinos Laifis, Nicolas Gavory (76. Laurent Jans) – Marveille Bope Bokadi (46. Aleksandar Boljevic), Michel-Ange Balikwisha (76. Felipe Avenatti), Gojko Cimirot, Nicolas Raskin (76. Samuel Bastien) – Maxime Lestienne (46. Abdoul-Fessal Tapsoba), Obbi Oulare.

Lech Poznań: Filip Bednarek – Bohdan Butko, Djordje Crnomarkovic, Thomas Rogne, Tymoteusz Puchacz – Michał Skóraś (64. Alan Czerwiński), Pedro Tiba (78. Filip Marchwiński), Dani Ramirez, Jakub Moder (78. Lubomir Satka), Jan Sykora (64. Wasyl Krawieć) – Mikael Ishak (83. Nika Kaczarawa).

Sędziował: Petr Ardeleanu (Czechy). Mecz bez udziału publiczności.

Lech stracił punkty w Belgii na własne życzenie, tracąc gola w trzeciej minucie doliczonego czasu gry. Nie stracił do końca szans na awans do 1/16 finału, ale warunkiem jest wygranie dwóch ostatnich spotkań - na wyjeździe z Benficą Lizbona i u siebie z Rangers FC. Do tego będzie musiał liczyć na korzystne rezultaty z innych pojedynków.

W pierwszej połowie Lech mocno rozczarował. Podopieczni Dariusza Żurawia zupełnie nie przypominali drużyny z poprzednich meczów Ligi Europy, w których mimo porażek pokazywali widowiskowy, ofensywny futbol. "Kolejorza" nie stworzył żadnej okazji, oddał dwa niecelne strzały, a bramkarz Arnaud Bodart nie miał praktycznie zajęcia.

Zdecydowanie więcej pracy miał jego vis a vis Filip Bednarek. W 16. minucie golkiper gości z trudem obronił strzał Collinsa Fai, który z powodu zarażenia koronawirusem nie zagrał w pierwszym pojedynku w Poznaniu. Jeszcze lepszą sytuację mieli Belgowie 10 minut później, Obbi Oulare efektownie uderzył zewnętrzną częścią stopy i Bednarek intuicyjnie wybił piłkę na rzut rożny.

Gospodarze posiadali przewagę, często atakowali poznaniaków na ich własnej połowie. Lechici często musieli porzucić swoją taktykę rozgrywania akcji "od tyłu" i długimi podaniami próbowali konstruować akcje, ale ta strategia egzaminu. Na szczęście dla lechitów Bednarek rozgrzewał się z każda kolejną akcją rywali i nie dał się zaskoczyć przy strzale głową Maxime Lestienne.

Światełko w tunelu dla poznaniaków zapaliło się w doliczonym czasie gry pierwszej odsłony. Oulare za niezbyt brutalny faul otrzymał drugą żółtą kartkę i wicemistrzowie Polski na drugą połowę wyszli z przewagą jednego zawodnika.

Lech po wznowieniu gry poczuł się pewniej, wreszcie akcje w wykonaniu Pedro Tiby, Dani Ramireza i Tymoteusza Puchacza sprawiały sporo kłopotu defensywie Standardu. W 58. minucie Jan Sykora nie wykorzystał sytuacji sam na sam, Bodart odbił piłkę przed siebie, ale obrońcy gospodarzy zażegnali niebezpieczeństwo. W kolejnej akcji niezwykle przytomnie zachował się Mikael Ishak, który najpierw będąc na pozycji spalonej nie wziął udziału w akcji, by po chwili do niej się dołączyć i wykorzystać dogranie Puchacza.

Wydawało się, że "Kolejorz" prowadząc 1:0 i mając przewagę jednego zawodnika, ma wszystkie karty w ręku. Tymczasem piłkarze z Liege dość szybko wyrównali straty wykorzystując zagapienie i bierność niektórych graczy Lecha. Na domiar złego na kwadrans przed zakończeniem pojedynku Djordje Crnomarkovic na połowie rywala, w zupełnie niegroźnej sytuacji sfaulował rywala i otrzymał drugą żółtą kartkę.

Siły się wyrównały i Standard znów uwierzył, że może zgarnąć pełną pulę. Oba zespoły chciały przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale ta sztuka udała się Belgom. W ostatniej akcji do dośrodkowania Laurenta Jansa Konstantinos Laifis wyskoczył wyżej niż Thomas Rogne i głową pokonał Bednarka. Tym samym dał cień nadziei swojemu zespołowi na wyjście z grupy. (PAP)

autor: Marcin Pawlicki