Peter Magyar: ani ja, ani żaden polityk nie zdecyduje, kto trafi do więzienia
Przyszły premier Węgier Peter Magyar powiedział włoskiemu dziennikowi „La Repubblica”, że nie jest jego zadaniem wysłanie do więzienia dotychczasowego szefa rządu Viktora Orbana i osób z nim związanych. W opublikowanym w czwartek wywiadzie oświadczył, że trzeba przywrócić niezależność wymiarowi sprawiedliwości.
W rozmowie z rzymską gazetą zwycięzca kwietniowych wyborów powiedział o swojej kampanii, prowadzonej bez dostępu do tradycyjnych mediów, kontrolowanych przez rząd Orbana: „Spotkałem niezliczoną liczbę obywateli, wykonaliśmy ogromną pracę z 50 tysiącami wolontariuszy”.
Trzeba zakasać rękawy, ciężko pracować, spotykać się z ludźmi. Wielu polityków i dziennikarzy mówi, że jestem populistą. Cóż, tak, w pewnym sensie jestem. Spotykam się z ludźmi i ich słucham, więc jestem populistą. Ale dla mnie polityka to jest właśnie to: to ludzie, ich pragnienia, ich nadzieje. To jest demokracja. A w wielu krajach w polityce jej brakuje: brakuje obywateli, ludzi, którzy są najważniejsi
Peter Magyar zapytany o to, czy pośle Orbana i jego oligarchów do więzienia, jak wcześniej mówił, odparł: „To nie jest moje zadanie. To zadanie sędziów. Tym, co możemy zrobić, a właściwie to jest nasz obowiązek, to przywrócić niezależność wymiarowi sprawiedliwości, ewentualnie powołać nowe organy antykorupcyjne i przystąpić jako Węgry do Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych - OLAF”.
Ale to nie polityk ani premier ma wysyłać kogoś do więzienia. Oczywiście dobrze wiem, co powiedziałem i wiem, czego Węgrzy ode mnie oczekują i rozumiem ich pragnienia. Jednak muszę być w tej kwestii bardzo rygorystyczny i taki będę: to nie do mnie ani do żadnego innego polityka należy decydowanie o tym, kto trafi do więzienia”
Przyszły premier zapytany o to, jak udało mu się pokonać strach panujący wśród mieszkańców małych miejscowości, stwierdził: „W Biblii 345 razy napisano, że nie należy się bać. A moim przykładem, moim wzorem zawsze był Jan Paweł II, który często to powtarzał: Nie lękajcie się”.
Lider ugrupowania TISZA wyjaśnił również: „Zwłaszcza na obszarach wiejskich strachu było bardzo dużo; głęboki strach przed systemem‑ mafią. Może właśnie dlatego tak ważne było to, by pojechać do wszystkich tych miejsc, rozmawiać bezpośrednio z ludźmi, spojrzeć im w oczy, uścisnąć im dłonie i często powtarzać to zdanie: Nie lękajcie się. A w ciągu tych dwóch lat było wiele skandali, wiele trudnych momentów dla mieszkańców wsi. Wiele osób straciło pracę, było zastraszanych razem ze swoimi rodzinami; prześladowanych przez burmistrzów i lokalnych polityków Fideszu, przez członków tej właśnie ‘mafii’”. (PAP)
sw/ sp/ kgr/