Politycy o obniżce cen paliw – PSL: największa tarcza osłonowa w Europie; PiS: gest spóźniony
Posłanka PSL Urszula Pasławska powiedziała w niedzielę, że przygotowane przez rząd rozwiązania mające obniżyć ceny paliw to „największa tarcza osłonowa w Europie”. Politycy PiS i Konfederacji ocenili, że działania zostały podjęte za późno.
W niedzielę weszła w życie część rozwiązań mających obniżyć ceny paliw na stacjach. Chodzi o ustawy w sprawie maksymalnej ceny i możliwości obniżenia akcyzy. Zmiana cen na stacjach widoczna ma być jednak najwcześniej we wtorek. Powodem jest m.in. konieczność dostosowania kas fiskalnych.
W programie „Kawa na ławę” na antenie TVN24 posłanka PSL Urszula Pasławska przypomniała, że „w ciągu trzech tygodni została podjęta regulacja, która dzisiaj jest największą tarczą osłonową i programem osłonowym w Europie”.
„W żadnym kraju europejskim nie wprowadzono tych trzech elementów”
– W żadnym kraju europejskim nie wprowadzono tych trzech elementów, czyli ceny maksymalnej, obniżki VAT-u i obniżki akcyzy. Hiszpania, Włochy dzisiaj próbują, obniżają akcyzę, ale rzeczywiście Polska ma najmocniejszy i najbardziej kosztowny program ochrony konsumentów i polskich przedsiębiorców – podkreśliła.
Doradca społeczny prezydenta prof. Andrzej Zybertowicz, odnosząc się do wypowiedzi Pasławskiej, wskazał, że kraje, które wymieniła, „zrobiły to z wyprzedzeniem”.
„Można było zrobić to w ciągu dwóch godzin”
Ocenił, że rząd podjął działanie za późno. Zwracał także uwagę na to, że minęło 18 godzin od podpisania ustawy przez prezydenta Karola Nawrockiego do czasu jej opublikowania. Jak mówił, „można było zrobić to w ciągu dwóch godzin”.
Senator KO Grzegorz Schetyna przypomniał, że „sytuacja jest dynamiczna, nie można reagować od razu”.
– Cały czas wszyscy się zastanawiają, w jaki sposób będzie ewoluować sytuacja. (...) Warto czekać i mieć pewność, że wprowadza się zmianę, jednak dosyć radykalną, bo przecież ograniczamy wpływ do budżetu, kiedy jesteśmy przekonani, że rzeczywiście do świąt sytuacja będzie się utrzymywać, że ceny mogą rosnąć w sposób mało kontrolowany, więc dlatego państwo ingeruje – tłumaczył.
Zaznaczył, że „nie jest zwolennikiem nadmiernej ingerencji państwa, ale w tej sytuacji, kiedy rzeczywiście ma to wpływ na inflację, chodzi o to, żeby wzrost cen zatrzymać i to się udaje”.
Poseł PiS Michał Wójcik zwracał uwagę, że rząd „cztery tygodnie czekał na to, żeby podjąć jakąś decyzję”.
– Ostatecznie złożyliśmy projekt ustawy i to wymusiło na was działania. Po czterech tygodniach. Przez cztery tygodnie łupiliście Polaków – podkreślił polityk PiS.
Daria Gosek-Popiołek, posłanka Lewicy, zauważyła, że już wcześniej Orlen obniżał marżę, by ograniczyć skutki wzrostu cen paliw na świecie.
– Pewnie trzeba będzie rozważyć w najbliższej przyszłości inne działania, chociażby podatek od nadmiarowych zysków dla tych podmiotów, które, korzystając z pewnego zamieszania na rynku, mogą podnosić ceny bardziej, niż uzasadnia to sytuacja na rynkach międzynarodowych – powiedziała.
Poseł Konfederacji Michał Wawer ocenił, że to „gest radykalnie spóźniony”.
– Tanie paliwo jest w interesie całej gospodarki i również dochodów budżetowych w sposób trwały, zawsze, a nie tylko w sytuacji kryzysowej. Natomiast zrozumieć nie możemy, skąd pomysł wprowadzania cen maksymalnych w tym wszystkim i jak to się stało, że jedynie my z całego Sejmu przeciwko tym cenom maksymalnym głosowaliśmy – podkreślił.
Argumentował, że „ceny maksymalne nie spowodują, że ceny na stacjach będą niższe”.
– Jeżeli cena maksymalna zostanie danej stacji narzucona na takim poziomie, że sprzedaż po tej cenie nie będzie się opłacała, będzie przynosiła straty, to spowoduje to, że po prostu sprzedaż będzie wstrzymana, stacja będzie zamknięta, dystrybutory się popsują albo nie będzie się dało określonego typu paliwa kupić. I to rzeczywiście ludziom, którzy chcą tam kupić paliwo, rozwiąże problem wysokiej ceny, bo nie będzie paliwa w ogóle. To jest szaleństwo – ocenił. (PAP)
ksi/ joz/gn/