Prezes ukraińskiej firmy energetycznej: Węgry nie mogą tak po prostu odłączyć nam energii
Jeśli Węgry chcą pozostać w sieci operatorów systemów przesyłowych Europy, to muszą przestrzegać zasad, które nie pozwalają im tak po prostu odłączyć nam energii elektrycznej - oświadczył prezes ukraińskiej firmy energetycznej DTEK Maksym Timczenko. Określił groźby Węgier jako „cyniczny szantaż”.
Timczenko powiedział we wtorek grupie korespondentów europejskich mediów, że Ukraina doświadczyła w tym roku najgorszej zimy od czasu rozpoczęcia wojny. Jak dodał, nie mogąc wygrać wojny na froncie, Rosja nasiliła ataki na infrastrukturę krytyczną w środku bardzo mroźnej zimy. W ocenie prezesa ukraińskiego holdingu energetycznego ataki te były 10 razy mocniejsze w porównaniu z tymi sprzed dwóch lat.
Jak zaznaczył, Rosja w 2025 r. przeprowadziła 4,5 tys. ataków na infrastrukturę energetyczną, a wraz ze spadkiem temperatur nasilała swoje ataki na elektrociepłownie, by pozbawić ciepła jak największej liczby Ukraińców. Było to dotkliwe zwłaszcza dla miast korzystających w dużym stopniu z centralnego ogrzewania, np. w Kijowie ciepła zostało pozbawionych 250 tys. osób.
- Na szczęście mróz w ostatnich dniach zelżał, a my rozpoczynamy już przygotowania do kolejnej zimy. Bogatsi o doświadczenia, nie pozwolimy, by tak trudna zima się powtórzyła w przyszłym roku, nawet jeśli będzie równie mroźna - podkreślił Timczenko.
Z centralnego ogrzewania Kijowianie zaczęli się przerzucać na ogrzewanie prądem. To skokowo zwiększyło zapotrzebowanie na energię elektryczną, którą Ukraina importuje z UE. Jest to możliwe od czasu odłączenia się od rosyjskiej i przyłączenia do europejskiej sieci kontynentalnej w 2022 r. Tej zimy Unia Europejska zwiększyła przepustowość dla eksportu energii elektrycznej do Ukrainy i Mołdawii z 2,1 do rekordowego 2,45 gigawata.
Połowa importu energii elektrycznej z UE do Ukrainy pochodzi jednak z Węgier, które w ostatnich dniach zagroziły odcięciem Ukrainy od dostaw prądu. Ma to być reakcja Budapesztu na wstrzymanie tranzytu rosyjskiej ropy przez Ukrainę po tym, gdy pod koniec stycznia w wyniku ataku Rosji zniszczony został ropociąg Przyjaźń.
- Te groźby i postawa naszego sąsiada są bardzo cyniczne. Mając wiedzę, co się dzieje w naszym kraju, wygłaszanie takich oświadczeń, stosowanie swego rodzaju szantażu, nie jest tym, czego oczekujemy od sąsiadów i partnerów - powiedział Timczenko, pytany przez PAP o groźby Węgier.
Według niego zablokowanie dostaw przez Węgry „nie doprowadzi jednak do katastrofy”. - Poradzimy sobie z tym. Pogoda się zmienia, a my odbudowujemy nasze elektrownie, w najgorszym razie będziemy polegać bardziej na naszych własnych systemach - powiedział prezes DTEK.
Jak podkreślił, importu energii elektrycznej z Węgier nie da się w 100 proc. zastąpić importem z krajów sąsiednich, np. Polski czy Rumunii. - Innymi trasami można go zastąpić na poziomie 30-40 proc. - ocenił Timczenko.
Jak dodał, Węgry mają ograniczenia nałożone przez Europejską Sieć Operatorów Systemów Przesyłowych Energii Elektrycznej ENTSO-E. - Jeśli (węgierski - PAP) operator systemu przesyłowego chce pozostać w tym stowarzyszeniu operatorów systemów przesyłowych Europy, istnieją zasady, których nie może łamać z powodów politycznych. Mam nadzieję, że (Węgry - PAP) będą przestrzegać swoich zobowiązań wynikających z członkostwa w ENTSO-E i skończy się na poziomie gróźb, a nie działań - zaznaczył.
Z Kijowa Magdalena Cedro (PAP)
mce/ mal/ grg/