„Putin – truciciel”. Prasa komentuje śmierć Nawalnego
Niemiecka prasa obarcza odpowiedzialnością za śmierć rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego prezydenta Rosji Władimira Putina, nazywając go trucicielem. Pokój w Europie możliwy będzie zdaniem komentatorów dopiero po upadku jego reżimu.
Oficjalna wersja przyczyny śmierci była od samego początku dziwna – pisze Frank Nienhuysen w „Sueddeutsche Zeitung”. Międzynarodowa analiza potwierdziła, że Nawalny został najprawdopodobniej otruty.
Wdowa po opozycjoniście, Julia Nawalna mówiła już jesienią o wynikach badań laboratoryjnych. Obecnie pięć państw europejskich podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa publicznie stanęło po stronie Nawalnej nadając zarzutowi wobec Rosji polityczne znaczenie.
„SZ” zastrzega, że ujawnienie tego faktu nie będzie miało praktycznych konsekwencji w sensie karnej odpowiedzialności rosyjskiego kierownictwa, jak życzyliby sobie ministrowie spraw zagranicznych pięciu państw UE. Postawienie Putina przed Międzynarodowym Trybunałem w Hadze jest z góry skazane na niepowodzenie, tak jak w przypadku niezgodnej z prawem międzynarodowym wojnie napastniczej przeciwko Ukrainie.
W Rosji wyniki badań nie zostały uznane za wydarzenie. Wręcz przeciwnie, państwowe media nie informują o zarzutach. A ten, kto dowie się o tym, nigdy zapewne nie wierzył w naturalną śmierć Nawalnego.
Dla liberalnej części społeczeństwa Nawalny był symbolem odwagi, dawał ludziom oparcie i nadzieję w mrocznych czasach. Nie dotyczy to większości. Pewność, że chodzi o śmierć w wyniku zatrucia, niewiele zmieni w kraju. Rosjanki i Rosjanie są zbyt zajęci tym, aby jakoś przejść przez życie. Gospodarka tkwi w głębokim kryzysie, każdy odczuwa inflację, wysokie ceny nawet na zaspokojenie elementarnych potrzeb. A teraz w dodatku służby państwowe blokują popularny Messenger i Whatsapp, ograniczają Telegram. To wszystko bardziej interesuje obywateli niż nowości o śmierci Nawalnego. Większość Rosjan żyje w poczuciu, że i tak nie może niczego zmienić.
"Słabe i bezlitosne państwo osiągnęło swój cel. Zaostrzając przez lata represje, spowodowało, że ludzie nie chcą publicznie rozmawiać o polityce" - czytamy w "SZ". Wszystko może zostać uznane za dywersję – niewłaściwa piosenka na ulicy, pusta kartka papieru, egzemplarz „Wojny i pokoju” Tołstoja. Łatwo można zostać okrzyczanym „zagranicznym agentem”, „wrogiem narodu” czy „ekstremistą”
„Ponure przesłanie brzmi – państwo ma kraj pod kontrolą. Śmierć Nawalnego jest od dwóch lat tego symbolem” – pisze w konkluzji komentator „SZ”.
O „truciźnie Putina” pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung“. „I bez tego dowodu było wiadomo, że Nawalnego zabił Władimir Putin i jego siepacze” – pisze Reinhard Veser. Jego śmierć byłaby śmiercią polityczną nawet wtedy, gdyby umarł w kolonii karnej rzeczywiście śmiercią naturalna. Wyniki badania laboratoryjnego pozwalają jednak stwierdzić, że rosyjski reżim posługuje się silnie działającymi truciznami do zabijania ludzi.
W przeciwieństwie do nowiczoka, substancja Epibatidin nie jest pozostałością po zimnej wojnie i sowieckiej dyktaturze. Dlatego ministrowie spraw zagranicznych w oświadczeniu powołali się na prawo międzynarodowe. Zamordowanie Nawalnego jest kolejnym dowodem na to, że Rosja systematycznie narusza międzynarodowe umowy o zakazie broni chemicznej i biologicznej.
„Nie ma skutecznej metody przeszkodzenia Kremlowi w tej działalności. Ale fakt ten musi odegrać ważną rolę w podejściu do władców Kremla. Ze swoją przestępczą energią i bezwzględnością stanowią zagrożenie dla wszystkich, którzy stoją im na drodze. Trwały pokój jest w Europie możliwy dopiero po upadku reżimu Putina” – pisze w konkluzji Veser. (PAP)
lep/wr/ kgr/