Wąsik o Celińskiej: była żywym instrumentem
Jej głos nabierał różnych barw w zależności od tego jak się czuła. Stanisława była żywym instrumentem - powiedział pianista Bartek Wąsik, który współpracował ze Stanisławą Celińską przy płycie „Nowa Warszawa”. Aktorka i wokalistka zmarła w wieku 79 lat.
Wydana w 2012 r. „Nowa Warszawa” był debiutancką płytą Stanisławy Celińskiej, nagraną we współpracy z Royal String Quartet, a także pianistą i aranżerem Bartkiem Wąsikiem. Celińska wykonała na nim autorskie interpretacje piosenek na temat Warszawy, w tym przebojów z repertuaru m.in. Czesława Niemena, grupy T.Love, Kaliny Jędrusik i Davida Bowiego.
- To był szczególny, wzruszający czas. Projekt „Nowa Warszawa”, za sprawą którego poznałem Stanisławę Celińską i dzięki któremu rozpoczęła się ta niesamowita przygoda dzielenia z nią sceny, dla mnie był wyjątkowy ponieważ musiałem zmierzyć się z zadaniem stworzenia nowych aranżacji słynnych piosenek o Warszawie, a dla Stanisławy był to powrót do śpiewania. Co oczywiście robiła wcześniej, ale na mniejszą skalę. Tu do udźwignięcia był cały koncert. Gdy zaczynała śpiewać, wszelkie jej niepewności czy obawy zdawały się pryskać, zamieniała się w młodą dziewczynę. W jej głosie była ogromna radość życia, świadomość kogoś, kto życiem związany jest z Warszawą, co Stanisława wielokrotnie podkreślała - powiedział PAP Bartek Wąsik.
Jak zaznaczył, Celińska miała „wielkie serce i otwartość nie tylko dla nas, ludzi od niej młodszych, ale także serce dla muzyki w ogóle”. - Samo to, jak wypowiadała słowa był chyba najpiękniejszym językiem polskim, jaki słyszałem. Jakkolwiek to zabrzmi, wierzę, że Stasi jest teraz lepiej, lżej. Nawet wtedy mawiała czasem, że tyle się napracowała i że już by chciała sobie zwyczajnie odpocząć. Mam nadzieję, że teraz to właśnie robi. Kochała zwierzęta i naturę. Lubiła urywać się z miasta i znikać na działce. Nieraz nie mogłem się do niej dodzwonić! Okazywało się, że wielka aktorka była zajęta dłubaniem w ziemi, pracami w ogrodzie - wspominał pianista.
- Gdy tylko zaczynała mówić i śpiewać, następował moment w którym przemieniała się w kogoś innego. Nasz koncert był trochę także spektaklem. Nie można było oderwać od niej wzroku. Jej moce ukryte były w jej emocjach. Nauczyła mnie, że czasem w graniu czy śpiewie gdy brakuje nam jakiegoś narzędzia, po które moglibyśmy sięgnąć i na którym moglibyśmy się wesprzeć, warto sięgnąć po swoje emocje, one stają się takim narzędziem. Pamiętam, że jej wykonania zawsze przykuwały uwagę, choć przecież zagraliśmy tych koncertów bardzo wiele. Zawsze były jakoś inne. Jej głos nabierał różnych barw w zależności od tego jak się czuła, jaki miała dzień, co się stało w domu czy w pracy. Stanisława była po prostu żywym instrumentem - dodał Wąsik. (PAP)
pj/ lm/ grg/