Wybory w Anglii, Szkocji i Walii. Sondaże nieprzychylne dla partii Starmera
Czwartkowe wybory lokalne w Anglii oraz wybory do parlamentów Szkocji i Walii mogą przypieczętować los brytyjskiego premiera Keira Starmera, a być może także zaważyć na przyszłości całego Zjednoczonego Królestwa. Wszystkie sondaże zapowiadają porażkę rządzącej Partii Pracy.
Mieszkańcy Anglii wybierają władze w 136 jednostkach samorządu terytorialnego, czyli w około jednej trzeciej z istniejących, w tym we wszystkich gminach Londynu. Do rozdzielenia jest łącznie 5066 mandatów radnych, z czego prawie 2200 bronią laburzyści. W Szkocji do obsadzenia jest cały skład tamtejszego parlamentu, liczącego 129 posłów, podobnie jak w Walii, której parlament, Senedd, zostanie powiększony z 60 do 96 miejsc.
Wybory w Wielkiej Brytanii
Według sondaży, wybory przyniosą poważne przetasowania w politycznym układzie sił i dalsze potwierdzenie tego, że funkcjonujący przez dekady system z dwoma dominującymi partiami coraz bardziej staje się systemem pięcio-, a w Szkocji i Walii nawet sześciopartyjnym. Przy okazji też coraz bardziej spolaryzowanym, bo zyskują głównie partie skrajne.
Widać to zwłaszcza w Anglii, gdzie zgodnie z sondażami, najwięcej mandatów zdobędą prawicowo-populistyczna partia Reform UK oraz lewicowo-populistyczna Partia Zielonych. Spośród tych 5066 mandatów radnych do obsadzenia pierwsza może zdobyć ok. 1500-1600, druga ok. 1100. Dopiero o trzecie miejsce powalczą tradycyjne ugrupowania - Partia Pracy, Partia Konserwatywna i Liberalni Demokraci, przy czym laburzystom grozi utrata nawet dwóch trzecich mandatów, których bronią, a konserwatystom - połowy. Szczególnie bolesna dla Partii Pracy będzie utrata wielu mandatów w Londynie, który do niedawna wydawał się miejscem, gdzie laburzyści nie mają z kim przegrać. Jednak spora część ich wyborców, rozczarowana niespełna dwuletnimi rządami Starmera, przeniosła swoje poparcie na Partię Zielonych.
Pewny los w Szkocji
W Szkocji pewna zwycięstwa może być rządząca od 2007 r. Szkocka Partia Narodowa (SNP), a niewiadomą jest tylko to, czy uda się jej osiągnąć bezwzględną większość. Jeśli tak się stanie, SNP używać tego będzie jako argumentu na rzecz rozpisania nowego referendum w sprawie niepodległości Szkocji. O drugie miejsce - z dużą stratą do SNP - powalczą Partia Pracy i Reform UK, co z punktu widzenia laburzystów jest słabym wynikiem, biorąc pod uwagę, że jeszcze dwa lata temu mieli oni nadzieję na odsunięcie od władzy SNP.
Jeszcze większą katastrofą dla laburzystów może być Walia, gdzie Partia Pracy wygrywała wszystkie wybory od powołania walijskiego parlamentu w 1999 r. i nieprzerwanie od tego czasu rządzi. Tymczasem według sondaży, o zwycięstwo powalczą opowiadająca się za niepodległością partia Plaid Cymru oraz Reform UK, a laburzyści zajmą odległe trzecie miejsce.
Spodziewane porażki laburzystów na wszystkich frontach mogą jeszcze bardziej zachwiać pozycją Keira Starmera. Mogą się do tego przyczynić wciąż powracające kontrowersje, dotyczące wyznaczenia na ambasadora w USA Petera Mandelsona, mimo jego związków z Jeffreyem Epsteinem, nieżyjącym już amerykańskim finansistą i przestępcą seksualnym. Przy okazji sprawy Mandelsona pojawiały się spekulacje w brytyjskiej prasie, że część laburzystowskich posłów spiskuje w celu odsunięcia od władzy Starmera, a także na temat jego potencjalnych następców.
W kwietniu w klubie poselskim Partii Pracy, cześć parlamentarzystów rozważała odsunięcie od władzy obecnego premiera. Tym, co w dużej mierze uratowało Starmera, był brak kandydata, który byłby do zaakceptowania dla różnych frakcji laburzystów, oraz zaplanowane na maj wybory, bo podejmowanie gwałtownych ruchów tuż przed nimi byłoby ryzykowne. Ale jeśli wyniki wyborów będą zgodne z sondażami, dla wielu laburzystowskich posłów stanie się jasne, że nie ma szans, by obecny szef rządu wyciągnął partię z kryzysu. (PAP)
bjn/ kj/ ppa/