Wyspa Konwaliowa i inne niezwykłe miejsca w Polsce. Gdzie warto się wybrać? [WYWIAD]
Gdzie znaleźć Wyspę Konwaliową? Gdzie mieszka więcej bocianów niż ludzi? Jak zorganizować spływ tratwą po Biebrzy? Aneta Chmielińska, autorka popularnego podcastu „Dzikoprzygody”, w którym opowiada o tajemnicach natury, napisała „Dzikoprzewodnik”, gdzie prezentuje 50 pomysłów na niezwykłe wyprawy po Polsce.
PAP Life: Zbliża się majówka. Co prawda, w tym roku jest wyjątkowo krótka, ale tradycyjnie to jest czas, kiedy wiele osób planuje jakiś wyjazd. Jaką wyprawę poleciłabyś komuś, kto nie jest doświadczonym podróżnikiem?
Aneta Chmielińska: Poleciłabym coś, co będzie mikrowyprawą, która w jak najkrótszym czasie jak najbardziej nas zrelaksuje. Jeżeli mamy trzy dni, dobrym pomysłem może być np. opłynięcie kajakiem Wyspy Konwaliowej. Kajak to coś, co wiele osób uznaje za odpoczynkową aktywność, a jednocześnie Wyspa Konwaliowa w województwie wielkopolskim to prawdziwa ciekawostka. Przepływając koło wyspy, możemy poczuć zapach rosnących tam konwalii - unikalnych na skalę Europy, bo różowych w środku. Kiedyś na święto Kupały odbywały się tam festyny i zwożono promami ludzi, żeby tańczyli pośród tych konwalii. Ale potem młodzież z okolicznych miejscowości: Wolsztyna i Przemętu wywalczyła, żeby chronić te konwalie i w 1957 roku powstał tu rezerwat. Obecnie na wyspę nie można wejść, ale to niesamowita przygoda, kiedy można wyczuć taką konwalię z brzegu.
PAP Life: Trzeba przyznać, że już sama nazwa, Wyspa Konwaliowa, brzmi romantycznie. Ale jak ktoś nie lubi wody?
A.Ch.: Jak ktoś nie lubi wody, to może pojechać w zupełnie inną stronę, np. w Góry Izerskie. Tam zostały stworzone szlaki dla rowerów górskich przez walijskiego eksperta – Dafydda Davisa. Więc to już jest ciekawe, że taki ekspert specjalnie do nas przybył, żeby stworzyć nam szlaki. I od razu powiem wszystkim tym, którzy mogą pomyśleć, że to nie jest dla nich, że zostały stworzone nawet takie trasy, gdzie na rowerze górskim można zjeżdżać tylko w dół. Nie trzeba się męczyć, jadąc pod górę, bo jest specjalna kolejka, w którą można wsiąść z rowerem i potem pokonać tylko tę trasę, gdzie się zjeżdża. To jest też dobra opcja dla wszystkich tych, którzy może o rowerach górskich słyszeli, ale do tej pory uważali, że będzie to dla nich zbyt męczące.
A jeżeli chcemy pójść jeszcze w inną stronę - dosłownie pójść - to możemy się wybrać na wędrówkę najkrótszym długodystansowym szlakiem pieszym, czyli Szlakiem Świętokrzyskim. Ma on około 100 km. Więc trzy dni to jest idealny czas, żeby taki najkrótszy z najdłuższych przejść z plecakiem.
PAP Life: Te wszystkie trzy wyprawy opisujesz w swojej najnowszej książce „Dzikoprzewodnik po Polsce”, w której proponujesz 50 różnych wypraw, nad morze, w góry, nad jeziora - dla fanów astronomii, geologii, wycieczek rowerowych, pieszych, itd. We wstępie piszesz, że z tą książką można przeżyć najbardziej intensywny i niezwykły rok swojego życia. Dlaczego wyprawy po Polsce są według ciebie takie atrakcyjne?
A.Ch.: Jestem ostatnią osobą, która miałaby mówić innym, żeby nie ruszali zagranicę na wyprawy, bo sama wyruszyłam na wędrówkę do Stanów Zjednoczonych i przez cztery miesiące wędrowałam z plecakiem szlakiem Pacific Crest Trail (trasa biegnąca od granicy z Meksykiem do Kanady, przez Kalifornię, Oregon i stan Waszyngton). Ale właśnie dzięki temu, że się tam wybrałam i spotykałam po drodze ludzi z różnych krajów, którzy pytali mnie, co ciekawego w Polsce można zobaczyć, uświadomiłam sobie, że taka książka powinna powstać. Lubię jeździć gdzieś dalej, żeby zyskać inną perspektywę, żeby porozmawiać z ludźmi z różnych kultur, także o przyrodzie, o ekologii. I mimo że jeszcze nie powstała „dzikoprzygodowa” książka na temat tych zagranicznych wojaży, to te doświadczenia są wpisane w to, co opisuję.
Sama, kiedy ruszam na wyprawy, to zwykle wybieram się jednak w Polskę. Dzięki temu, że mamy jeszcze dziką, często unikalną naturę, mamy gdzie odpoczywać, a do tego mamy bardzo wiele atrakcji. Bo z jednej strony możemy ruszyć na długodystansowy szlak pieszy czy rowerowy. Możemy też wybrać się do Krainy Wygasłych Wulkanów (na Dolnym Śląsku - red.) albo w zupełnie inną stronę, np. nad morze i uczyć się języka latarni. Myślę, że warto z tego korzystać, zwłaszcza w trakcie tych przedłużonych weekendów, które nie są długimi urlopami.
PAP Life: W swojej książce opisujesz miejsca absolutnie niezwykłe, np. wieś Żywkowo, gdzie mieszka więcej bocianów niż ludzi.
A.Ch.: Jeżeli ktoś bardzo łaknie powrotu wiosny, słońca, to Żywkowo - wieś przy granicy z Obwodem Kaliningradzkim - może być świetnym miejscem. Jest tam faktycznie przez pół roku więcej bocianów niż ludzi i przylot tego pierwszego bociana na wiosnę to jest wielkie wydarzenie. A jednocześnie, w Żywkowie są też eksperci, którzy o tych bocianach mogą nam opowiedzieć.
PAP Life: Cudze chwalicie, swego nie znacie…Nie wiedziałam, że Polska uchodzi za jedno z najciekawszych miejsc do obserwacji ptako´w w Europie, a nawet na s´wiecie. W maju ciągną nad Narew tłumy Anglików, Niemców, Holendrów, Francuzów i Belgów.
A.Ch.: Czasem jest tak, że są takie elementy przyrody, które są może troszkę trudniejsze do poznania, tak jak ornitologia, bo wydaje się, że trzeba tu specjalistycznej wiedzy i specjalistycznego sprzętu. Ale w dzisiejszych czasach, tak naprawdę, możemy zachwycić się naszą przyrodą na równym poziomie co eksperci. Dlatego, że mamy aplikacje, dzięki którym możemy np. ruszyć nad Narew i nagrać głos ptaka wodniczki. W Polsce mamy 1/4 populacji wodniczek na świecie, więc ogromny skarb, po który faktycznie przyjeżdżają ornitolodzy z całego świata.
PAP Life: Jak znajdujesz te wszystkie ciekawe miejsca?
A.Ch.: To jest po prostu mój „bucket list” (lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią – red.). To są miejsca, które sama zawsze chciałam odwiedzić. Jakoś tak się składa, że kiedy człowiek zaczyna ruszać na takie wyprawy i rozmawia z innymi wędrowcami, to kolejne miejsca trafiają na tę listę. Kwerenda do tej książki była o tyle nietypowa, że nie odbywała się w krótkim czasie, ale była rozciągnięta na lata, bo to po prostu były moje wyprawy w naturę.
PAP Life: Czy przygoda musi być trudna, żeby była wartościowa?
A.Ch.: Absolutnie nie. Przygoda, tak jak dobre ubranie, powinna być skrojona na nas. Powinna stanąć obok nas w miejscu, gdzie jest nasza ciekawość i po prostu poprowadzić kroczek dalej. Nie trzeba nawet daleko wyjeżdżać. W „Dzikoprzewodniku” są też takie miejsca, które są właściwie zaraz za miastem, jak wyprawa pod Poznań, gdzie można zobaczyć rezerwat meteorytów. Albo wyprawa bardzo blisko Trójmiasta, gdzie można ruszyć w rejs, żeby zobaczyć foki na Helu. Czy jest też wyprawa pod Warszawę, do domku Hansenów - architektów, którzy w miejscu, gdzie sami mieszkali, połączyli naturę z architekturą. Świetne są drezyny pod Grójcem. Mam wrażenie, że jest to jeszcze mało znana atrakcja, a można przejechać przez tereny, które były sadami owocowymi. Początek wiosny w mazowieckim może być świetnym momentem na przywitanie nowej pory roku w takiej niekonwencjonalnej odsłonie.
PAP Life: Wyprawy w naturę są bardzo mocno związane z pogodą, która bywa nieprzewidywalna i potrafi popsuć plany.
A.Ch.: Gdyby wyprawa miała polegać na tym, że przez dwa tygodnie wędrujemy z plecakiem i większość dnia jesteśmy na zewnątrz, to faktycznie bym się obawiała, że pogoda może zniechęcać. Ale takich wypraw w „Dzikoprzewodniku” jest kilka, bo to jest coś, co odpowiada tym najbardziej doświadczonym osobom. Tymczasem w mojej książce jest dużo wypraw, które polegają na tym, że zobaczymy coś w przyrodzie, ale jednocześnie pójdziemy skorzystać z jakiejś atrakcji, która jest w okolicy, zjemy jakiś lokalny przysmak i poznamy to miejsce, do którego się wybieramy, wszystkimi zmysłami. Bardzo często piszę też o klimatycznych noclegach, które są w okolicy, więc mam poczucie, że można z tego skroić wyprawę na swoją miarę, potrzeby, możliwości i również pogodę.
PAP Life: Która z wypraw najbardziej cię zaskoczyła?
A.Ch.: Myślę, że taką wyprawą jest spływ tratwą na Biebrze. Od jakiegoś czasu w Sztabinie na Podlasiu można wypożyczyć tratwę ze specjalnie przygotowanym noclegowym domkiem, którą możemy ruszyć na spływ po nawet 100 kilometrach wodnego szlaku. Ta wyprawa zaskoczyła mnie z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że wydawało mi się, że jest to atrakcja, która została stworzona sztucznie. A kiedy wniknęłam głębiej w temat, okazało się, że tradycja pływania tratwami na Biebrzy sięga naprawdę dawnych czasów. Kiedyś po tej rzece pływali nie flisacy, ale oryle. Flisacy przekazują sobie zawód z pokolenia na pokolenie. Tymczasem oryle to ludzie wody i pracy, którzy całym swoim ciałem potrafią czytać rzekę, bo po prostu na niej żyją. Więc to, że te tratwy powróciły do Sztabina i na Biebrzę, to jest odwołanie się do tej tradycji. A po drugie, to jest bardzo urokliwa wyprawa, gdzie nasz dzień może wyglądać tak, że płyniemy spokojnie tratwą, wieczorem dobijamy do pola namiotowego, na którym jego właściciel przygotowuje nam saunę, rozpala pochodnie w taki sposób, żeby sauna połączyła się drogą z zimną Biebrzą, gdzie będziemy się schładzać. I w ten sposób spędzamy wieczór pod rozgwieżdżonym niebem, chodząc z gorącej sauny do zimnej Biebrzy, a potem zasypiamy na naszej tratwie i kolejnego dnia ruszamy dalej.
PAP Life: Część osób może zareagować na tego rodzaju propozycje bez entuzjazmu. Wolą pojechać do Rzymu, Paryża czy Gdańska, zatrzymać się w hotelu, pójść do dobrej restauracji, powłóczyć się po mieście, a nie obserwować ptaki, spać w lesie czy pokonywać dziesiątki kilometrów pieszo.
A.Ch.: Absolutnie to rozumiem. Uważam, że każdy powinien odkrywać naturę na swoich własnych warunkach. Dlatego „Dzikoprzewodnik” to nie jest przewodnik, w którym jest tylko 50 wypraw, gdzie chodzimy po lesie z liściem we włosach. Ale są też takie wyprawy jak np. ziołowe spa, albo glamping, czyli spanie w luksusowych biwakach. Ważne, żebyśmy zakochiwali w naturze w zgodzie ze sobą. Nie chodzi o to, żeby zabierać kogoś na siłę na nocowanie w środku lasu, bo wtedy na pewno się zrazi. W mojej książce jest rozdział, w którym opowiadam o programie „Zanocuj w lesie” i w jaki sposób skorzystać z tego, że Lasy Państwowe udostępniają nam lasy do nocowania. Ale to jest opcja dla tych, którzy już są przyzwyczajeni do takich wypraw. Ci, którzy dopiero zaczynają, mogą na przykład przenocować w wiatraku, gdzie będzie im bardzo wygodnie. To dobre rozwiązanie dla rodziców, którzy chcą w swoich dzieciach zaszczepić chęć do odkrywania natury.
PAP Life: A kiedy ty zakochałaś w naturze?
A.Ch.: Przez 12 lat byłam harcerką, chodziłam na wyprawy w góry, piesze wędrówki i myślę, że od tego chyba się zaczęło. Chociaż w książce jest też wiele „kajakarskich” rozdziałów. To z kolei jest miłość, którą „sprzedał” mi mój tata, więc chyba ta natura gdzieś zawsze mi towarzyszyła.
PAP Life: Teraz zawodowo zajmujesz się rozkochiwaniem w naturze innych, przede wszystkim dzieci. Od pięciu lat prowadzisz podcast „Dzikoprzygody”.
A.Ch.: Zwykle „Dzikoprzygód” słuchają rodzice z dziećmi przy zasypianiu, w trakcie podróży, jazdy samochodem. Ale wiem, że są też dorośli, którzy wykorzystują te treści po to, by zabrać w naturę innych i zaszczepić w nich miłość do tego, co mają w swojej okolicy.
PAP Life: Co było w twoim życiu między harcerstwem, kajakami z tatą, a podcastem „Dzikoprzygody”?
A.Ch.: Jesteś pierwszą osobą, która mnie o to pyta. Po drodze były studia dziennikarskie i zajęcia między innymi z profesorem Bralczykiem, który mocno wpłynął na to, jak teraz opowiadam historie. Był też marketing, praca w korporacji. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że chciałabym robić coś, co jest związane z naturą, a nie sprzedawaniem produktów.
PAP Life: Teraz sprzedajesz naturę.
A.Ch.: Można powiedzieć, że jestem marketingowcem natury (śmiech). Potem zaczęłam skupiać się, żeby tę naturę lepiej poznać. Poszłam też na Dzikie Studia, gdzie uczyłam się takich rzeczy, jak rozpoznawanie głosów ptaków czy gotowanie w dole ziemnym.
PAP Life: Co to są „dzikie studia”?
A.Ch.: To są studia, gdzie przez cały rok przyjeżdża się w kolejnych sezonach na Pomorze do Aliny Michalik i tam poznaje się naturę nie z książek, tylko wychodząc w teren. A poza tym, uczy się, jak o tej naturze uczyć innych, jak tę miłość przekazywać. Może trochę w inny sposób, niż uczyliśmy się na lekcjach przyrody, czyli to są takie praktyczne umiejętności w naturze. I to na pewno też jest coś, co w moim podcaście słychać, bo przede wszystkim zachęcam, żeby się ciekawić, zadawać pytania i samemu szukać. Często słyszę od rodziców, że dzieci stały się bardzo wnikliwe i zadają coraz trudniejsze pytania.
PAP Life: Pewnie niektórzy będą zaskoczeni, że na co dzień mieszkasz w Warszawie. Lubisz miasto czy raczej uciekasz z niego, kiedy tylko masz okazję?
A.Ch.: Lubię miasto, dlatego, że lubię ludzi i lubię spotkania z ludźmi. Prawdziwe, bliskie i na żywo. Żyję w dzielnicy, w której mieszka bardzo dużo starszych ludzi i uczy mnie to rozmawiać i opowiadać w taki sposób, żeby to było dobre jakościowo i przystępne dla ludzi w różnym wieku. Poza tym, myślę, że uczy mnie to też pokory, a ta przydaje się w tworzeniu.
PAP Life: Czy starsze osoby, które nigdy nie wędrowały, mogą się wybrać na jedną z twoich wypraw?
A.Ch.: Jak najbardziej. Wypraw jest dużo, więc jest z czego wybierać. Ale jest też jedna wyprawa, na którą zachęcam, żeby zabrać swoich starszych rodziców i w ten sposób spędzić wartościowy rodzinny czas. To jest kraina lessowych wąwozów, gdzie powstała cała sieć szlaków do nordic walkingu. A dla koneserów win jest opcja skorzystania z winobusu, który odjeżdża z Kazimierza nad Wisłą i pojeżdżenia po okolicznych winnicach.
PAP Life: Dużo miejsca zajmują w twoim życiu podróże?
A.Ch.: To jest spora część mojego życia. Choć może ostatnio mniej jest długich wypraw zagranicznych, żeby nie zostawiać co chwilę męża samego. Zwykle jeżdżę sama, a wyprawy po Polsce są zdecydowanie krótsze.
PAP Life: Twój mąż nie lubi podróżować?
A.Ch.: Część wypraw robimy wspólnie, a na część ruszam samodzielnie. Mąż ma tradycyjną pracę przy biurku, więc często nie może sobie pozwolić na takie wyjazdy. No, ale też trzeba przyznać, że jestem wyjątkowo dzikim człowiekiem i może skala tej dzikości to jest coś, co mi odpowiada, a dla kogoś byłoby za dużo. Czasem potrzebuję ruszyć w naturę, żeby znaleźć przestrzeń w swojej głowie na siebie, a nie dla innych. Jeżeli jesteśmy wrażliwymi osobami, to mamy w sobie bardzo dużo empatii dla innych ludzi i czasem mało przestrzeni dla samych siebie na co dzień. Taka wyprawa w naturę może nam pomóc przemyśleć różne rzeczy.
PAP Life: Podobno dostałaś na szlaku drugie imię, Polaris. Skąd to się wzięło?
A.Ch.: Na amerykańskich szlakach dostaje się swoje wyprawowe imię i moim po wędrówce Pacific Crest Trail jest Polaris, czyli Gwiazda Polarna. Próbuję zasłużyć sobie na to imię, żeby, jak ta gwiazda, dobrze wskazywać kierunek. To jest spora odpowiedzialność. Mam nadzieję, że „Dzikoprzewodnik” sprosta temu imieniu. (PAP Life)
Rozmawiała Iza Komendołowicz
ikl/moc/ag/ grg/
Aneta Chmielińska – autorka książki „Dzikoprzewodnik po Polsce”, która ukazała się 22 kwietnia i rodzinnego podcastu „Dzikoprzygody”, w którym od 2021 roku opowiada o naturze tak, żeby chciało się wyjść z domu. W 2025 roku jej audycja była słuchana przez 13,7 miliona minut na Spotify. Kiedy nie tworzy, znika na szlakach. Przeszła m.in. Główny Szlak Beskidzki, Camino przez Portugalię i Hiszpanię, Kerry Way w Irlandii, West Highland Way w Szkocji i 2200 kilometrów Pacific Crest Trail w USA.