30 tys. gospodarstw domowych w Berlinie wciąż bez prądu. Za awarią mają stać lewicowi ekstremiści
Przy utrzymujących się w Berlinie mrozach w poniedziałek dostępu do prądu w niemieckiej stolicy nie miało wciąż 30 tys. gospodarstw domowych. To skutek weekendowej awarii po pożarze kabli, którego wywołanie przypisywane jest lewicowym ekstremistom.
Od soboty, dnia pożaru, do poniedziałku elektryczność przywrócono w 15 tys. domach, pozostałe 30 tys. gospodarstw musi czekać najpóźniej do czwartku. Awaria dotknęła dzielnicę Steglitz-Zehlendorf na południowym-zachodzie niemieckiej metropolii.
Szpitale w dzielnicy działają dzięki generatorom prądu. Zamkniętych do środy pozostanie natomiast 17 szkół. W regionie ustawiono specjalne punkty, w których można się ogrzać, podładować telefon czy otrzymać gorący napój lub posiłek. Swoje drzwi dla potrzebujących otworzyły kościoły, świetlice, a także kluby sportowe.
Do ataku, który polegał na podpaleniu kabli na jednym z mostów, przyznała się ekstremistycznie lewicowa Vulkangruppe, która w przekazanym władzom dokumencie za swoje cele uznała „wyłącznie prądu rządzącym” oraz atak na „przemysł paliw kopalnianych”. Grupa przeprosiła przy tym poszkodowanych mieszkańców Berlina.
Choć samorząd Berlina przypisują odpowiedzialność za incydent Vulkangruppe, to władze na szczeblu federalnym zachowują wstrzemięźliwość w ocenach, podkreślając że nie jest jeszcze wiadomo kto stoi za atakiem. Ze strony lokalnych polityków pojawiają się oskarżenia o terroryzm.
Od ataku jednoznacznie odcina się popularna w Berlinie partia Lewica. Jej przedstawiciele rozdają poszkodowanym powerbanki i świece.
- Nic w tym ataku nie jest lewicowe. Uderzono w biednych, starych i chorych ludzi, narażono ich życie na niebezpieczeństwo. Należy to potępić w możliwie najostrzejszych słowach -
W związku z awarią politycy apelują o wyciągnięcie wniosków. Burmistrz Berlina Kai Wegner powiedział, że awaria pokazuje jak bardzo infrastruktura krytyczna jest podatna na ataki i wyszedł z propozycją zwiększenia liczby kamer oraz pracowników ochrony nadzorujących sieć.
„Po tym akcie sabotażu wszyscy muszą zrozumieć, że pojedyncza wiązka kabli nie stanowi wystarczającego zabezpieczenia dostaw energii dla kilku dzielnic. Jeśli pojedyncze linie przestają działać, to muszą istnieć alternatywne dostawy” – skomentował natomiast deputowany CDU do Bundestagu Marc Henrichmann.
Z Berlina Mateusz Obremski (PAP)
mobr/ adj/ sma/