70. urodziny Toma Hanksa: Gump zamiast Shawshank, czyli kultowe role, które odrzucił
Tom Hanks to mistrz kreowania niezapomnianych postaci. Trudno wyobrazić sobie współczesną popkulturę bez Forresta Gumpa czy kapitana Millera z "Szeregowca Ryana". Dorobek tego jubilata – 9 lipca aktor kończy 70 lat - jest imponujący. Ale równie fascynująco wygląda lista hitów, w których role odrzucił. Od „Jerry'ego Maguire'a” po „Skazanych na Shawshank”.
Od początku swojej kariery Tom Hanks płynnie poruszał się między skrajnymi gatunkami. Lekkość, z jaką tworzył niezapomniane kreacje zarówno w komediach romantycznych, jak i poruszających dramatach, sprawiła, że scenarzyści zaczęli pisać role z myślą o nim. Kiedy jednak odrzucał propozycje, w Hollywood uruchamiał się fascynujący efekt motyla - Hanks pozwalał innym aktorom stworzyć ikoniczne kreacje, które dziś kojarzymy już tylko z nimi.
Rola pisana z myślą o Hanksie, którą zagrał Cruise
Doskonałym przykładem jest „Jerry Maguire”, który miał mieć twarz Toma Hanksa, a ostatecznie stał się jedną z ważniejszych ról w dorobku Toma Cruise'a. Reżyser i scenarzysta filmu, Cameron Crowe, spędził niemal trzy lata na pisaniu historii o upadłym agencie sportowym i od samego początku tworzył tę postać z myślą o Hanksie, który już trzymał scenariusz w ręku i z ekscytacją czytał pierwsze sceny na głos, testując kwestie swojego bohatera. Ostatecznie jednak musiał zrezygnować z projektu.
„Wróciłem z Nowego Jorku do domu i skończyłem scenariusz. Potem Tom go przeczytał i odbyliśmy rozmowę, podczas której był mocno rozdarty. Bardzo chciał nakręcić swój własny film »Szaleństwa młodości«, jednocześnie był niesamowicie pozytywnie nastawiony do mojego scenariusza. Gdy odłożyliśmy słuchawki, wszyscy w biurze czekali na wieści. Wszedłem i powiedziałem, że właśnie odbyłem najwspanialszą rozmowę z Tomem Hanksem. »A więc zagra?« – zapytali. Odpowiedziałem: »Nie«. To oznacza, że jego urok był tak silny, że w zasadzie dopiero po odłożeniu słuchawki zorientowałem się, że on właśnie odrzucił tę rolę” – wspominał po latach Crowe w rozmowie z portalem Deadline.
"Kiedy Harry poznał Sally" - Meg Ryan bez Hanksa
Myśląc o rolach Hanksa, nie sposób pominąć jego udziału w uwielbianych komediach romantycznych. Wraz z Meg Ryan stworzył na przestrzeni lat ulubioną ekranową parę Ameryki, której chemia mogła zauroczyć widzów znacznie wcześniej niż nastąpiło to za sprawą filmów „Bezsenność w Seattle” (1993) czy „Masz wiadomość” (1998). Hanks otrzymał bowiem propozycję zagrania tytułowego Harry'ego Burnsa w produkcji „Kiedy Harry poznał Sally” (1989).
Powód, dla którego aktor odrzucił tę rolę, nie miał nic wspólnego z napiętym grafikiem czy jakością tekstu. Chodziło o jego własne doświadczenia z rozwodem, odmienne o tych, jakie targały bohaterem. „Ludzie prawdopodobnie o tym nie wiedzą, ale Tom dostał propozycję zagrania w »Kiedy Harry poznał Sally« i ją odrzucił. Przechodził wtedy przez rozwód (z pierwszą żoną, Samanthą Lewes - red.) i był z tego powodu niezwykle szczęśliwy. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego facet po rozwodzie miałby czuć jakikolwiek smutek. Przeczytał scenariusz i stwierdził, że ta postać do niego nie przemawia” – wyjawiła po latach żona aktora, Rita Wilson, w podcaście „Table for Two With Bruce Bozzi”.
"Forrest Gump" czy "Skazani na Shawshank"? Trudny wybór dla aktora
Kolejna wielka odmowa w karierze Hanksa dotyczyła "Skazanych na Shawshank". Aktor stanął przed wyborem między dwoma genialnymi scenariuszami dramatycznymi. Z jednej strony mógł sportretować Andy’ego Dufresne’a – niesłusznie skazanego bankiera. Z drugiej – kusiła go rola Forresta Gumpa, chłopaka z Alabamy, który miał wpisać się w najnowszą historię Ameryki. Hanks ostatecznie zdecydował się pójść tą drugą drogą.
Ta decyzja przyniosła mu drugiego Oscara, ale też otworzyła drzwi do wielkiej kariery jego koledze po fachu. Zwolnione przez Hanksa miejsce w więziennej celi zajął Tim Robbins. Co ciekawe, choć „Shawshank” w kinach okazał się finansową klapą i w wyścigu po nagrody przegrał właśnie z „Forrestem Gumpem”, po latach stał się w różnych rankingach najwyżej ocenianym filmem w historii kina. Sam Hanks kilka lat później zrekompensował sobie tę stratę, przyjmując główną rolę w innej wybitnej, więziennej ekranizacji prozy Stephena Kinga – „Zielonej mili”.
Lista spektakularnych projektów, w których ostatecznie zabrakło Hanksa, jest znacznie dłuższa. Aktor mógł wystąpić w takich tytułach, jak: „Chaplin”, „Dzień świstaka” a nawet „Speed: Niebezpieczna prędkość”, którego scenariusz uznał za zbyt absurdalny.
Niezapomniany Chudy z "Toy Story"
Są jednak takie projekty w jego dorobku, które wychodziły poza ramy klasycznego kina, ryzykowne i nowatorskie, a którym nie potrafił odmówić. Tak było w przypadku „Toy Story” – pierwszego pełnometrażowego filmu stworzonego całkowicie przy użyciu techniki komputerowej (CGI), który przekształcił Pixar z małej firmy technologicznej w giganta rozrywki.
W 1995 roku Hanks użyczył swojego głosu postaci kowboja Chudego, co zapoczątkowało trwającą ponad trzy dekady, wielką filmową przygodę, która do dziś łączy kolejne pokolenia widzów. Aktor zagrał we wszystkich pięciu kinowych odsłonach zabawkowej sagii. Najnowsza część weszła na ekrany 17 czerwca. W weekend otwarcia w Ameryce Północnej produkcja zarobiła blisko 160 mln dolarów. To najlepszy debiut w historii całej franczyzy. "Toy Story 5" wciąż jest pokazywane w kinach, a globalne przychody filmu wkrótce przekroczą 800 mln dolarów. (PAP Life)
Autorka: Monika Dzwonnik
mdn/ag/ kgr/