Burza wokół rozszerzenia mundialu. Ekspert: to odbywa się kosztem zawodników
Stefan Szczepłek, doświadczony dziennikarz „Rzeczpospolitej” i historyk futbolu, uważa, że rozszerzenie turnieju mistrzostw świata do 48 drużyn „nie ma sensu” i „odbywa się kosztem zawodników”. Jednocześnie jednak zaznaczył, że służy to rozwojowi m.in. infrastruktury piłkarskiej.
W studiu PAP Szczepłek ocenił, że w pierwszych dniach turnieju w Ameryce Północnej największą niespodzianką był remis Kataru ze Szwajcarią 1:1, a nie wygrana Australii z Turcją 2:0.
- Turcja z Australią to jest niespodzianka, niewątpliwie tak. Ale pamiętajmy, że Australijczycy grają już w kolejnych mistrzostwach i są zawsze dobrzy. Nie przechodzą dalej, chociaż raz byli tego bliscy, sędziowie ich troszeczkę oszukali w mundialu w Niemczech. W każdym razie można się było tego nawet spodziewać po Australijczykach. Natomiast to, że Turcy nie wykorzystają bardzo dużej przewagi, bo mieli ją niewątpliwie, to jakąś tam niespodzianką jest, ale samo zwycięstwo Australii już nie. Co do Kataru, to jest rzeczywiście taka sytuacja typowo piłkarska i świadcząca o tym, że piłka jest dyscypliną sportu, której nie można rozpatrywać w ogóle logicznie. Szwajcarzy mieli bardzo dużą przewagę, stosunkowo szybko zdobyli bramkę, mogli tego wyniku pilnować. Ale z różnicy poziomów w umiejętnościach jednej i drugiej drużyny wynikało, że powinni za chwilę strzelić kolejną lub dwie. Fakt, że chyba troszeczkę jednak nie docenili Katarczyków - zauważył Szczepłek.
- To fajne i typowe dla piłki nożnej. Ale to też piękno takich dużych turniejów, że właśnie zdarzają się takie niespodzianki. Bądźmy szczerzy, to, że ktoś kopnął lewą czy prawą nogą, to jest normalne, tego się tak bardzo nie pamięta. Pamięta się sytuacje wyjątkowe i akurat te takie były - Katar i jednak mimo wszystko ta Australia z Turcją. Zobaczymy co będzie dalej, jak drużyny, które zagrały nadspodziewanie dobrze, będą sobie dawać radę dalej, bo to jest specyfika takiego turnieju. Po pierwsze - to jest 48 drużyn, 104 mecze, turniej trwa pięć tygodni. Drużyny muszą się przenosić, podróżować, będą grać w różnych warunkach klimatycznych, to wszystko będzie miało znaczenie - dodał.
Szwajcaria i Turcja mogą być przykładem dla innych zespołów, by nie lekceważyć niżej notowanych rywali. Szczepłek podkreślił, że obecnie „słabych drużyn już nie ma”.
- Sformułowanie „teoretycznie słabsi” jest dość ryzykowne w tym turnieju dlatego, że poziom jednak się wyrównał na całym świecie. I w tej chwili ci, których jeszcze do niedawna uważaliśmy za kopciuszków, już nimi nie są. Tam się bardzo wiele rzeczy zmieniło i ja czasami mam takie wrażenie, że ci ludzie w ogóle nie mają systemu nerwowego. Myślą sobie „przegrywamy jedną bramką, no to co z tego, zaraz strzelimy”. Jest jeszcze coś takiego jak „drużyna turniejowa”. Nie zawsze ci, którzy bardzo dobrze zaczynają, dobrze kończą i odwrotnie - zaznaczył dziennikarz „Rzeczpospolitej”.
Choć poziom na świecie się wyrównał, to wciąż w tegorocznych, rozszerzonych mistrzostwach świata zdarzają się wysokie wyniki, jak wygrana Niemców 7:1 z debiutującym w mundialu Curacao. Czy powiększenie mundialu do 48 drużyn ma sens, jeśli awansują do niego zespoły, które nie są w stanie nawiązać wyrównanej walki?
- Moim zdaniem sensu to nie ma, ale to jest, niestety, taki obowiązujący już od początku XXI wieku trend dla FIFA i UEFA, czyli takie wręcz sztuczne rozbudowywanie turniejów, bo nie chodzi mi tylko o mundial czy mistrzostwa Europy, ale też o rozgrywki klubowe. Wszystko w cenie zdobywania kolejnych pieniędzy, ale to wszystko jest kosztem zawodników, kosztem widzów. Ale jak ja patrzę na mundiale, to staram się tam zobaczyć nie tylko samą piłkę. Curacao nagle dzięki tej jednej bramce stało się najpopularniejszym krajem świata. Przynajmniej na kilka minut. To jest też jednak dźwignia reklamy i służy rozwojowi. Jak nie piłki, to infrastruktury - ocenił historyk futbolu.
Autorem jednego z wyższych wyników w początkowej fazie turnieju w USA, Kanadzie i Meksyku była Szwecja, która wygrała z Tunezją 5:1. Skandynawski zespół awans do mistrzostw świata wywalczył w barażach, w finale których wygrał z... Polską. Wówczas nie zachwycił swoim poziomem.
- Nadal nie wiemy, jak jest ze Szwecją dlatego, że oczywiście wynik robi ogromne wrażenie, ale to jest dopiero pierwszy mecz. Zobaczymy, jak jest z tą Szwecją, bo nie wiemy... jak jest z Tunezją. Zobaczymy, jak w następnych meczach zagra Tunezja i wtedy się przekonamy, jak to wszystko wygląda. A z drugiej strony ja pamiętam, że w 1994 roku w mistrzostwach świata, które też odbywały się w USA, Szwedzi zajęli trzecie miejsce. Może Stany Zjednoczone są dla nich szczęśliwe - powiedział.
- Podejście zawodnika do konkretnego meczu w zależności od tego, w jakiej fazie tego turnieju się odbywa, naprawdę może być bardzo różne. Na jakimś etapie może grać bardziej psychika niż umiejętności posługiwania się piłką. Szwedzi już nieraz byli stawiani w gronie może nie tych największych faworytów, ale jednak takich drużyn, które mają szansę coś tam zrobić i zazwyczaj zawodzili. I sami Szwedzi tłumaczyli to tym, że właśnie tej motywacji za dużo nie było - dodał.
Podczas rozmowy w Studiu PAP Szczepłek odniósł się również do potencjalnego transferu Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire, klubu amerykańskiej ligi MLS.
- Dla Roberta Lewandowskiego każda liga jest dobrym kierunkiem, bo on już lepszy nie będzie, on już swoje zrobił, on jest piłkarzem wybitnym, on już nic nie musi, on jest w sytuacji Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo. Jeśli ktoś mu jeszcze składa propozycje pracy za dobre pieniądze, to on sobie to przeanalizuje, gdzie mu lepiej zapłacą i pójdzie. Wątpię, żeby podejmując decyzję brał pod uwagę tę stronę typowo sportową - ocenił doświadczony dziennikarz.
Do 1/16 finału awansują zespoły z miejsc 1-2 każdej z 12 grup oraz osiem najlepszych z trzecich lokat. Mundial potrwa do 19 lipca.
Monika Sapela (PAP)
msl/ pp/ know/