Były szef NATO: Europa potrzebuje rozszerzonej koalicji chętnych pod wodzą Londynu i Paryża
Wielka Brytania i Francja powinny stanąć na czele rozszerzonej koalicji chętnych - formatu krajów wspierających Ukrainę - która przejęłaby odpowiedzialność za bezpieczeństwo Europy bez pomocy USA – powiedział były sekretarz generalny Sojuszu Anders Fogh Rasmussen w rozmowie z „The Telegraph”.
W opublikowanym w sobotę wywiadzie z brytyjskim dziennikiem Rasmussen - premier Danii w latach 2001-2009 i szef Sojuszu w latach 2009–2014 - podkreślił, że w związku z groźbami prezydenta Donalda Trumpa dotyczącymi wycofania USA z NATO potrzebna jest nowa architektura bezpieczeństwa.
Zaproponował rozszerzenie tzw. koalicji chętnych, utworzonej w celu zabezpieczenia ewentualnego zawieszenia broni w Ukrainie, która przejęłaby odpowiedzialność za konwencjonalną obronę Europy.
Rasmussen: musimy wzmocnić europejski filar NATO
- Nadal uważam NATO za fundament bezpieczeństwa europejskiego i północnoatlantyckiego – zapewnił. - Jednak po tym, gdy prezydent Trump podał w wątpliwość swoje zaangażowanie na rzecz artykułu 5 (traktatu NATO o zobowiązaniu sojuszników do kolektywnej obrony - PAP) oraz generalnie Sojuszu Północnoatlantyckiego, musimy wzmocnić jego europejski filar.
Rasmussen zaproponował rozszerzenie roli koalicji chętnych, by objęła bezpieczeństwo europejskie, i włączenie w tę inicjatywę Ukrainy.
- Niezależnie od wyniku ewentualnych przyszłych negocjacji pokojowych (w sprawie zakończenia wojny Rosji przeciw Ukrainie - PAP), agresywna Rosja nadal będzie graniczyła z Europą, więc potrzebujemy Ukrainy jako bastionu przeciwko tej agresywnej Rosji - powiedział.
Zdaniem Rasmussena rozszerzoną koalicją chętnych „powinny kierować dwa mocarstwa nuklearne Europy: Francja i Wielka Brytania, co już się dzieje”. Paryż jest obecnie siedzibą koalicji; po roku ma zostać przeniesiona do Londynu.
Były szef NATO ocenił, że koalicja chętnych jest potrzebna, ponieważ nie chce „włączać krajów niezdecydowanych” należących do innych organizacji. Część państw unijnych (np. Austria i Irlandia) nie należy do sojuszy wojskowych, podczas gdy inne zajmują stanowisko bardziej przychylne Kremlowi - zauważył „The Telegraph”. Są też kraje NATO, takie jak Wielka Brytania, Norwegia i Turcja, które nie należą do UE.
Dyskusje na temat przyszłości bezpieczeństwa kontynentu nabrały tempa, gdy Trump skrytykował europejskich sojuszników z NATO za odmowę przyłączenia się do wojny USA przeciw Iranowi. Nazwał Sojusz „papierowym tygrysem” i powiedział, że „poważnie rozważa” wyjście USA. W odpowiedzi państwa członkowskie UE dyskutują nad wykonalnością klauzuli wzajemnej obrony, zapisanej w traktacie lizbońskim.
W ocenie Rasmussena klauzula ta, zawarta w art. 42.7 tego traktatu, daje słabszą ochronę niż art. 5 NATO, a propozycje komisarza UE ds. obrony Andriusa Kubiliusa w sprawie utworzenia europejskiej rady bezpieczeństwa określił jako „mgliste”.
- Mówimy o zdecydowanej obronie Europy. Potrzebujemy więc grupy krajów europejskich, które są w stanie i chcą podjąć niezbędne działania - powiedział. - W przyszłości można dyskutować nad wieloma interesującymi strukturami, które pozwoliłyby Europie samodzielnie kierować własnym losem, ale tu i teraz potrzebujemy koalicji chętnych z nowym organem decyzyjnym.
Organ ten powinien, jego zdaniem, współdziałać z NATO, a nie je zastąpić.
Rasmussen powiedział też, że w zamian za wsparcie USA w wojnie z Iranem Europa powinna zażądać dwóch rzeczy - aby USA pozostały zaangażowane w sprawy Europy, w tym wspieranie Ukrainy, oraz zdjęły cła nałożone na sojuszników.
- To podejście transakcyjne, dokładnie takie, jakiego użyłby prezydent Trump. Coś za coś. My pomożemy wam, jeśli wy pomożecie nam - oświadczył.(PAP)
os/ akl/gn/