Danuta Stenka wspomina casting do „Nigdy w życiu!”: długo w ogóle nie byłam brana pod uwagę
Kiedy dziś myślimy o „Nigdy w życiu!”, przed oczami staje nam Danuta Stenka, idąca w deszczu po Moście Świętokrzyskim. Jednak, jak wspomina aktorka w rozmowie z PAP Life, początkowo twórcy filmu długo wzbraniali się przed zaangażowaniem jej do tego projektu. Zwolenniczką Stenki była za to od początku autorka literackiego pierwowzoru, Katarzyna Grochola.
Danuta Stenka jest odtwórczynią roli Judyty w kultowej komedii romantycznej „Nigdy w życiu!”, która powstała na podstawie książki Katarzyny Grocholi. Niedawno ukazała się druga część tej powieści - „Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później”, a jej wersję audio czyta Stenka. Przy okazji premiery audiobooka, aktorka wróciła wspomnieniami do czasu, gdy ponad dwie dekady temu rozpoczęła się jej przygoda z postacią Judytą.
- Bardzo długo w ogóle nie byłam brana pod uwagę. Tak się złożyło, że w tym samym czasie, kiedy odbywał się casting do filmu, pracowałam z Izabellą Cywińską nad sztuką Kasi Grocholi „Pozwól mi odejść” w Teatrze Małym. Od czasu do czasu Kasia wpadała do nas na próby i któregoś dnia zapytała, czy już dzwonili do mnie z produkcji „Nigdy w życiu” – wspomina w rozmowie z PAP Life Danuta Stenka.
- Odpowiedziałam zaskoczona: „Nikt nie dzwonił”. Wtedy powiedziała, że według niej to ja powinnam zagrać Judytę i że zasugerowała to producentom i reżyserowi. Ilekroć pojawiała się na naszych próbach, to pytanie się powtarzało i moja odpowiedź była taka sama, ku jej coraz większemu zadziwieniu, że nie ma żadnego sygnału z tamtej strony. Decydenci mieli na tę rolę inne plany. Podobno tę 40-latkę miała zagrać aktorka o dekadę młodsza – opowiada ikona polskiego kina i teatru.
Stenka przypuszcza, że twórcom filmu chodziło o „milszy dla oka obrazek”. W pewnym momencie znalazła w prasie informację, że obsada jest już zamknięta - uznała więc sprawę za zakończoną.
- Tymczasem nagle dzwoni moja agentka i mówi, że proszą mnie na zdjęcia próbne. Okazało się, że kiedy przed kamerą stanęła aktorka, która miała grać Judytę i jej filmowa córka, to wyglądały jak siostry, więc pomysł na odmłodzenie ekranowej Judyty chyba, ku uciesze autorki, nie powiódł się. Zdecydowano zajrzeć na moją półkę wiekową – relacjonuje Stenka.
Na zdjęcia próbne poszła wyluzowana, bo już oswoiła się z myślą, że twórcy raczej jej nie chcą. - I to się pewnie przysłużyło, bo wkrótce dostałam wiadomość, że wybrano… mnie” – wspomina.
Nie był to jednak koniec perypetii. Pierwszy okres zdjęć do filmu był dla aktorki stresujący z powodu braku komunikacji z Ryszardem Zatorskim. Reżyser nie komentował jej gry, co artystka odebrała jako sygnał, że jest z niej skrajnie niezadowolony. Stenka wyznała, że choć na planie trzymała fason, w domu głównie płakała. Gdyby nie kary finansowe, wycofałaby się z projektu w tamtym momencie.
Przełom nastąpił, kiedy agentka Stenki umówiła ją z reżyserem w kawiarni, żeby sobie powiedzieli, co ich boli. „Okazało się, że myśleliśmy o sobie nawzajem dokładnie tak samo. Ja, że on uważa mnie za nieodpowiednią aktorkę do tej roli. On, że ja uważam go za niewłaściwego do tego projektu reżysera. Odtąd zaczęła się wreszcie taka praca, jaką lubię” – Stenka puentuje tę historię. (PAP Life)
Autorka: Iza Komendołowicz
ikl/ag/ grg/