O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Danuta Stenka po 20 latach wróciła do roli z „Nigdy w życiu!”. Polki wciąż dziękują jej za Judytę [WYWIAD]

Przez lata przypadkowo napotkane kobiety zaczynały ze mną poważne rozmowy o życiu, zwierzając się, że znalazły się w podobnej jak Judyta sytuacji. Dziękowały mi (Judycie) za to, że otworzyłam im oczy i pomogłam wyjść z matni, w której długo tkwiły – mówi PAP Life Danuta Stenka, odtwórczyni roli Judyty w kultowej komedii romantycznej „Nigdy w życiu!”, która powstała na podstawie książki Katarzyny Grocholi. Niedawno ukazała się druga część tej powieści - „Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później”, a jej wersję audio czyta Stenka.

Aktorka Danuta Stenka. Fot. Materiały prasowe
Aktorka Danuta Stenka. Fot. Materiały prasowe

PAP Life: Kiedy pod koniec listopada ubiegłego roku Katarzyna Grochola opublikowała na swoim Instagramie filmik, w którym zapytała: „Co byście powiedzieli na to, że właśnie kończę »Nigdy w życiu 2«?, pod jej postem błyskawicznie pojawiło się mnóstwo entuzjastycznych komentarzy. Kiedy pani dowiedziała się, że powstaje druga część tej książki?

Danuta Stenka.: Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałam od Kasi, że przymierza się do napisania drugiej części, ale niewątpliwie rozmawiałyśmy o tym przy okazji obchodów 20-lecia premiery filmu (premiera „Nigdy w życiu” odbyła się 13 lutego 2004 roku – red.). Takie rozmowy miały miejsce i wcześniej. Wydawało mi się, że, skoro historia Judyty okazuje się nadal żywa, może warto byłoby zajrzeć do życia bohaterów po latach, zobaczyć, jak się potoczyły ich losy. Przypomina mi się film „Przed wschodem słońca” i kolejne części realizowane co 9 lat - „Przed zachodem słońca” i „Przed północą”. Spotykamy w nich te same postaci, grane przez tych samych aktorów. Tyle że w każdej kolejnej części coraz starszych, dojrzalszych, „charakteryzowanych” przez życie, przez czas, który upłynął. Bohaterami komedii romantycznych zwykle są ludzie młodzi. Tymczasem opowieści w tym gatunku, które dotyczą ludzi dojrzałych, mogą być równie zabawne i wzruszające. Jak np. film „Lepiej późno niż później” z Diane Keaton i Jackiem Nicholsonem. Pamięta go pani?

PAP Life: Oczywiście, oglądałam go wiele razy i za każdym razem mnie wzrusza.

D.S.: Otóż to. No więc Kasia kiedyś powiedziała mi, że ma w planach napisanie drugiej części. Po jakimś czasie usłyszałam, że jest w trakcie pisania. No i nagle - stosunkowo niedawno - zadzwoniła do mnie z wiadomością, że już skończyła. Zanim jeszcze książka ukazała się fizycznie, dostałam tekst w wersji elektronicznej, żeby nagrać audiobook.

Więcej

Zobacz galerię (3)
Danuta Stenka, Barbara Wrzesińska i Cezary Kosiński uhonorowani Medalami „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Fot. Danuta Matloch/MKiDN
Danuta Stenka, Barbara Wrzesińska i Cezary Kosiński uhonorowani Medalami „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Fot. Danuta Matloch/MKiDN

Warszawscy aktorzy uhonorowani medalami "Zasłużony Kulturze Gloria Artis" [ZDJĘCIA]

PAP Life: Czytałam kiedyś wywiad z Filipem Kosiorem, który nagrał kilkaset audiobooków. Powiedział, że nigdy nie czyta tekstu wcześniej, bo chce dać się zaskoczyć. A pani?

D.S.: Są aktorzy, którzy nie chcą poznawać książki przed nagraniem, dla nich ma sens odkrywanie historii w trakcie zapisu. Natomiast ja lubię wiedzieć, dokąd zmierzam, jak chciałabym tę historię opowiedzieć. Czasem nie jestem w stanie, nie mam czasu przeczytać książki w całości, zanim zacznę pracę, więc zapoznaję się z kolejnymi fragmentami, przed każdą kolejną sesją. Tak było z „Właśnie, że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później”. Ale zdarza się, że dobrze mi się czyta, nagrywam więcej niż zaplanuję i wtedy poznaję też tekst na bieżąco. Wiem, że tak również można - jednak wolę swoją metodę. W każdym razie, lubię tę pracę, lubię pracę przed mikrofonem. Zaczęło się lata temu, na początku mojej drogi, w słuchowiskach i radiowych „powieściach w wydaniu dźwiękowym”.

PAP Life: Powrót po 20 latach do kultowej historii, jaką jest „Nigdy w życiu!”, wiąże się z dużym ryzykiem, bo oczekiwania są duże. Nie bała się pani rozczarowania drugą częścią?

D.S.: Przede wszystkim byłam ciekawa, co się tam wydarzyło. Ale nagle, w trakcie czytania, zaskoczyło mnie, że córka Judyty, Tosia, jest w wieku, w którym poznałam Judytę w „Nigdy w życiu!”. I nic w tym dziwnego, bo przecież minęło 20 lat. Tosia ma już trójkę dzieci. Ale ta Judyta, którą czułam w sobie podczas nagrań, wciąż była około 40-latką. I dotarło to do mnie dopiero w połowie nagrania. Z drugiej strony, myślę sobie, że przecież ja sama - i pewnie nie jestem w tym odosobniona - dopóki nie natknę się na jakieś zwierciadełko, które prawdę mi powie, to nie czuję w sobie tych moich 65 lat. Zazwyczaj miewam 48, 55 i wcale nie tak często zdarza mi się sfazować z tym, co pokazuje mój licznik.

Więcej

Zobacz galerię (5)
Aktorka Danuta Stenka. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Aktorka Danuta Stenka. Fot. PAP/Radek Pietruszka

Danuta Stenka: chciałabym umrzeć zdrowa [WYWIAD]

PAP Life: Judyta stała się idolką kolejnych pokoleń kobiet i dla wielu ma twarz Danuty Stenki. Ale podobno 20 lat temu to wcale nie było oczywiste, że zagra pani tę rolę.

D.S.: Bardzo długo w ogóle nie byłam brana pod uwagę. Tak się złożyło, że w tym samym czasie, kiedy odbywał się casting do filmu, pracowałam z Izabellą Cywińską nad sztuką Kasi Grocholi „Pozwól mi odejść” w Teatrze Małym. Od czasu do czasu Kasia wpadała do nas na próby i któregoś dnia zapytała, czy już dzwonili do mnie z produkcji „Nigdy w życiu”. Odpowiedziałam zaskoczona: „Nikt nie dzwonił”. Wtedy powiedziała, że według niej to ja powinnam zagrać Judytę i że zasugerowała to producentom i reżyserowi. Ilekroć pojawiała się na naszych próbach, to pytanie się powtarzało i moja odpowiedź była taka sama, ku jej coraz większemu zadziwieniu, że nie ma żadnego sygnału z tamtej strony. Decydenci mieli na tę rolę inne plany. Podobno tę 40-latkę miała zagrać aktorka o dekadę młodsza.

PAP Life: Dlaczego?

D.S.: Prawdopodobnie dla milszego oku obrazka. W pewnym momencie przeczytałam nawet jakąś notkę w prasie, że wybrano już aktorów i obsada jest zamknięta. Uznałam sprawę za zakończoną. Tymczasem nagle dzwoni moja agentka i mówi, że proszą mnie na zdjęcia próbne. Okazało się, że kiedy przed kamerą stanęła aktorka, która miała grać Judytę i jej filmowa córka, to wyglądały jak siostry, więc pomysł na odmłodzenie ekranowej Judyty chyba, ku uciesze autorki, nie powiódł się. Zdecydowano zajrzeć na moją półkę wiekową. Nie przepadam za próbnymi zdjęciami, zawsze mnie stresują i wydaje mi się, że w tych okolicznościach nie jestem w stanie pokazać tego, co mogłabym wydobyć z roli. Tym razem poszłam na te zdjęcia na zupełnym luzie, bo już oswoiłam się z myślą, że mnie tam nie chcą. I to się pewnie przysłużyło, bo wkrótce dostałam wiadomość, że wybrano… mnie.

PAP Life: Jednak przekonała ich pani do siebie.

D.S.: Wtedy prawdopodobnie tak, ale zaczęły się zdjęcia i pojawił się problem. Spotkałam się z reżyserem Ryszardem Zatorskim po raz pierwszy. Byłam przyzwyczajona do pracy, gdzie oglądało się materiały na planie, dyskutowało, robiło kolejne duble. A tutaj gramy scenę, nie ma żadnego komentarza, robimy dubel bezpieczeństwa, nie ma żadnego komentarza i tak minął pierwszy dzień. Wróciłam do domu przerażona. Pomyślałam sobie, że widocznie reżyser jest tak ze mnie niezadowolony, że nawet nie wie, jak to wyrazić. Że prawdopodobnie aktorka z pierwotnej obsady była jego wyborem i ktoś mu mnie narzucił, a teraz musi się ze mną męczyć. Każdy kolejny dzień zdjęciowy utwierdzał mnie w tym przekonaniu. To było straszne. Na planie jakoś się trzymałam, ale w domu głównie płakałam. Gdybym wtedy mogła wycofać się z tej pracy bez ponoszenia kary finansowej za zerwanie umowy, zrobiłabym to w oka mgnieniu. Ten stan trwał długo, mniej więcej do jednej trzeciej, może nawet połowy zdjęć. Aż któregoś dnia - gdy graliśmy scenę, w której przynoszę mężowi (w tej roli Jan Frycz – red.) krawaty do wyboru, z tym jego słynnym: „Judyta, nie drrramatyzuj” – podczas technicznej przerwy wychodzimy z Jaśkiem Fryczem na klatkę schodową. I on nagle mówi: „Słuchaj, ty się opamiętaj, coś zrób ze sobą, bo wykończysz Lucynę (Lucyna Kobierzycka, nieżyjąca już wieloletnia agentka Danuty Stenki - red.)”. Pytam: „Co się stało?”. Jasiek tłumaczy, że Lucyna żyje w totalnym stresie, nie wie, co ze mną zrobić, bo ja wyłącznie narzekam i płaczę. I wtedy, chcąc mu wytłumaczyć, że całą moją energię w tej pracy wkładam w to, żeby nikt nie zauważył w jakim jestem stanie, kompletnie się rozsypałam i w płacz. Jasiek zrobił kwadratowe oczy. Myślę, że nikt w ekipie nie zdawał sobie sprawy z tego, co się ze mną dzieje. A potem Lucyna umówiła mnie z reżyserem w kawiarni, żebyśmy sobie powiedzieli, co nas boli. Okazało się, że myśleliśmy o sobie nawzajem dokładnie tak samo. Ja, że on uważa mnie za nieodpowiednią aktorkę do tej roli. On, że ja uważam go za niewłaściwego do tego projektu reżysera. Odtąd zaczęła się wreszcie taka praca, jaką lubię.

PAP Life: Wiele kobiet przyznaje, że Judyta zmieniła ich życie, dzięki niej uwierzyły, że „szczęście nie ma terminu ważności”, że po rozwodzie można zacząć wszystko od początku, zakochać się, zbudować dom itd. A jak ta rola wpłynęła na panią?

D.S.: Mimo że pojawiały się sugestie, m.in. krytyków, że nie powinnam była przyjąć roli w filmie tego gatunku, uważam, że była to bardzo dobra decyzja. Wcześniej tkwiłam po uszy w szufladzie z rolami dramatycznymi. Dyżurna tragiczka, specjalistka od „skrzywdzonych i poniżonych”. Przede wszystkim z tego powodu nie byłam brana pod uwagę podczas pierwszego castingu. Później zadałam pytanie producentowi i reżyserowi, dlaczego nie zaprosili mnie mimo sugestii autorki. Powiedzieli: „Bo jesteś znana głównie z poważnych ról. Nie przypuszczaliśmy, że możesz się poruszać w klimatach komedii romantycznej”. Faktycznie, tak było w Warszawie, ale przecież wcześniej w Szczecinie czy Poznaniu grywałam w komediach, nawet w farsach. I nagle rola Judyty otworzyła jakiś nowy rozdział w postrzeganiu mnie przez reżyserów, ale i dla mnie samej odkurzyła zapomniane przeze mnie kolory.

Więcej

Marek Kondrat Fot. PAP/Leszek Szymański
Marek Kondrat Fot. PAP/Leszek Szymański

Marek Kondrat o roli w „Lalce”: jestem zbudowany na podobnych zasadach jak Rzecki [WIDEO]

PAP Life: Widzowie od razu pokochali ten film, ale recenzenci mieli z nim problem.

D.S.: Pamiętam recenzję cenionego przeze mnie Zdzisława Pietrasika w „Polityce”, który bez entuzjazmu pisał o filmie. A poświęciwszy mojej osobie odrobinkę miejsca, zaznaczył, że strasznie mu żal, że dokonałam takiego wyboru i ma nadzieję, że - nomen omen - nigdy w życiu nie wezmę już udziału w żadnej komedii romantycznej. Ubolewał, że trwonię swój potencjał. Ale ja, mimo wszystko, nie żałowałam - czułam, że ta rola była mi potrzebna. A moja mama, kiedy obejrzała ten film, powiedziała: „To jest prawdziwa Danka”.

PAP Life: Wreszcie zagrała pani zwyczajną kobietę.

D.S.: Oczywiście uznawała wartość ról takich jak Rollisonowa w „Dziadach”, ceniła je, ale prawdopodobnie nie mogła się w nich dopatrzeć mnie, którą znała. A, swoją drogą, to było i nadal jest dla mnie zadziwiające, że taki lekki filmik, taka bajka dla dorosłych, miała tak ogromny wpływ na życie tylu ludzi.

PAP Life: Do tej pory tak jest. W mediach społecznościowych, na czele z TikTokiem, jest silny trend na „judytowanie”, w którym chodzi o dbanie o swój dobrostan, celebrowanie życia.

D.S.: Przez lata przypadkowo napotkane kobiety zaczynały ze mną poważne rozmowy o życiu, zwierzając się, że znalazły się w podobnej jak Judyta sytuacji. Dziękowały mi (Judycie!) za to, że otworzyłam im oczy i pomogłam wyjść z matni, w której długo tkwiły. Nawet miesiąc temu usłyszałam od pani, w trakcie wzajemnego przedstawiania się sobie: „To ja jestem Judytą”.

PAP Life: Nie chcę spojlerować „Właśnie, że tak! Nigdy w życiu 20 lat później”. Ale w tej części Judyta ma już ustabilizowane życie uczuciowe i jej uwaga koncentruje się głównie na miłosnych perypetiach córki Tosi. W pani dorobku jest wiele ról matek, także nieidealnych, zagubionych, emocjonalnie niedostępnych. Czy można nauczyć się czegoś od fikcyjnej postaci?

D.S.: Cenię mój zawód za to, że mam szansę, wchodząc w czyjeś buty, permanentnie analizować swoje życie. Historie wszystkich tych kobiet, które gram, przepuszczam przez siebie - ja jestem fundamentem, na którym te postaci buduję - ale również się w nich przeglądam. Niezwykłą podróżą po moim życiu jest dla mnie rola Charlotty w „Sonacie jesiennej” Ingmara Bergmana w Teatrze Narodowym. Rozmowa matki artystki z córką, która jest strasznym rachunkiem sumienia. W tym spektaklu są momenty, kiedy odpowiadam również sobie prywatnej na pytania, często w moim życiu niezadane. Przerabiam to, czego może nie usłyszałam, a co mogłoby paść z ust moich córek.

Więcej

Henry Cavill. Fot. EPA/VICKIE FLORES
Henry Cavill. Fot. EPA/VICKIE FLORES

Zaprezentowano pierwsze fragmenty „Nieśmiertelnego”. Ekipa przenosi się do Polski

PAP Life: Judyta drży o dorosłą Tosię nieustannie - chciałaby, żeby córka nie powtórzyła jej losu. Pani córki także są już dorosłe, wyprowadziły się z rodzinnego domu. Jak pani poradziła sobie z odcięciem pępowiny?

D.S.: Myślę, że ten proces cały czas ma miejsce. Choć faktycznie one już żyją własnym życiem, a ja się uczę nie ingerować, pozwolić im żyć. Staram się nie szarogęsić w ich życiu, ale chyba jeszcze nie jestem w stanie całkowicie odciąć pępowiny. Nie wiem, czy to kiedykolwiek może nastąpić. One ciągle będą moimi małymi dziewczynkami. Widzę to, co dostały ode mnie w spadku, a co chciałabym im odjąć, ale już za późno. Będę pewnie drżała o nie do śmierci. To chyba nigdy nie będzie łatwe, pozwolić im popełniać błędy, przewrócić się. Ale nie ma innej drogi. Tak jak z motylem, któremu nie wolno pomagać wydobyć się z kokonu, bo zginie. Musi przejść tę mękę, żeby pofrunąć.

PAP Life: Film „Nigdy w życiu” jest wciąż powtarzany w różnych telewizjach. Lubi pani patrzeć na siebie młodszą?

D.S.: Lubię. To trochę tak, jakbym wsiadała do wehikułu czasu. Mam okazję zajrzeć w przeszłość, to mnie wzrusza. Specjalnie nie szukam tych filmów czy teatrów telewizji, po prostu czasem się na nie nadziewam i zawsze mnie zatrzymują, przykuwają moją uwagę. Natomiast nie znoszę oglądać siebie w świeżych, bieżących produkcjach, np. podczas premier. Za blisko „kuchni”, za dobrze wiem, jakie miałam plany, czego nie udało mi się zrobić. Natomiast kiedy już się to pokryje kurzem, zaglądam do tego świata bez oczekiwań i z przyjemnością odbywam podróż w czasie. (PAP Life)

Rozmawiała Iza Komendołowicz

ikl/moc/ag/ep/

Danuta Stenka zadebiutowała w 1984 r. na scenie Teatru Współczesnego w Szczecinie, potem grała również w Teatrze Nowym w Poznaniu oraz warszawskich teatrach: Dramatycznym i Rozmaitości. Od lat związana z Teatrem Narodowym. Do najważniejszych ról w jej karierze filmowej należą występy w takich produkcjach, jak „Chopin. Pragnienie miłości” i „Katyń”. W kultowej komedii romantycznej „Nigdy w życiu!”, nakręconej na podstawie książki Katarzyny Grocholi, zagrała główną bohaterkę – Judytę. Ma także w dorobku wiele ról serialowych („Boża podszewka”, „Lekarze”, „Nieobecni”), oraz kreacji dubbingowych. Zdobywczyni licznych nagród filmowych. Prywatnie mama dwóch dorosłych córek. Ma 64 lata. Audiobook „Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później”, którego jest lektorką, dostępny jest wyłącznie w aplikacji Storytel.

Zobacz także

  • Danuta Stenka, Barbara Wrzesińska i Cezary Kosiński uhonorowani Medalami „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Fot. Danuta Matloch/MKiDN
    Danuta Stenka, Barbara Wrzesińska i Cezary Kosiński uhonorowani Medalami „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Fot. Danuta Matloch/MKiDN

    Warszawscy aktorzy uhonorowani medalami "Zasłużony Kulturze Gloria Artis" [ZDJĘCIA]

  • Konferencja prasowa dot. nowej odsłony Teatru Telewizji Fot. PAP/Albert Zawada
    Konferencja prasowa dot. nowej odsłony Teatru Telewizji Fot. PAP/Albert Zawada

    Englert, Seweryn, Stenka. Jesienna ramówka Teatru Telewizji pełna premier

  • Aktorka Danuta Stenka. Fot. PAP/Radek Pietruszka
    Aktorka Danuta Stenka. Fot. PAP/Radek Pietruszka
    Specjalnie dla PAP

    Danuta Stenka: chciałabym umrzeć zdrowa [WYWIAD]

  • Piotr Fronczewski, Tomasz Kot. Fot. PAP/FOTON
    Piotr Fronczewski, Tomasz Kot. Fot. PAP/FOTON

    Gwiazdy na premierze filmu Akademia Pana Kleksa [NASZE WIDEO]

Serwisy ogólnodostępne PAP