Diana Dąbrowska o Oscarach: wspaniale było usłyszeć nazwisko Maćka Szczerbowskiego
Filmoznawczyni Diana Dąbrowska przyznała, że wspaniale było usłyszeć nazwisko Maćka Szczerbowskiego podczas gali Oscarów. Reżyser w duecie z Chrisem Lavisem odebrał statuetkę za animację krótkometrażową. W rozmowie z PAP podkreśliła, że na koniec dnia Oscar dla każdego waży tyle samo.
- W pewnym momencie było wiadomo, że „Jedna bitwa po drugiej” ma większe możliwości, jeżeli chodzi o zwycięstwo nad „Grzesznikami”, bo dostawała wszystkie nagrody po drodze, a przecież w dużej mierze głosują na nie ci sami ludzie co w Akademii. Paul Thomas Anderson w ciągu dwóch dekad zbudował swoją pozycję totalnego autora. Jego filmy - „Boogie Nights” (1997), „Magnolia” (1999), „Aż poleje się krew” (2007), „Nić widmo” (2017) - to zawsze jest wydarzenie głęboko autorskie - oceniła w rozmowie z PAP filmoznawczyni. - Wydaje mi się, że to jest jego czas - opowiada o kwestiach społeczno-politycznych w takim momencie, że wybrzmiewa to jeszcze mocniej - dodała.
Jak oceniła, do przewidzenia było zobaczenie na scenie Michaela B. Jordana, który w podwójnej roli w „Grzesznikach” stworzył kreacje dwóch różnych od siebie braci. - Wstrzemięźliwość, trzymanie emocji u jednego i na kontrze magnetyzm i rozrywkowy charakter drugiego. Aktor wchodzi cały w tą historię - zauważyła.
Dąbrowska przyznała jednak, że myślała, że zwycięzcą zostanie Timothée Chalamet. - Ale w pewnym momencie Chalamet zaczął być czarnym charakterem. Mam na myśli to, w jaki sposób promował film „Wielki Marty”. Charakter bohatera trochę wyrósł ponad postać i przylgnął do samego aktora. Nastąpiła przemiana względem jego wcześniejszych ról i zachowania. Niecałe dziesięć lat temu - myślę o filmie „Tamte dni, tamte noce” (2017) - trudne było do pomyślenia, żeby funkcjonował inaczej niż jako ulubieniec.
Zaznaczyła, że Sean Penn, zwyciężając w kategorii najlepsza rola drugoplanowa w „Jednej bitwie po drugiej”, trafił do elitarnego grona osób, które mają trzy statuetki, a jednocześnie, nie przychodząc na galę, dokonał swoistej deklaracji. - Nieobecność i cisza ze strony Seana Penna była bardzo znacząca - podkreśliła.
Według Dąbrowskiej statuetka za najlepszą żeńską rolę pierwszoplanową dla Jessie Buckley była pewna. - To trudna i intensywna rola. „Hamnet” bazuje na wysokim diapazonie emocji i realizmie. Mimo że to jest film kostiumowy, to temat jest bardzo uniwersalny, i mimo że to jest Szekspir, to wiele osób doświadczyło poczucia straty, z którym może się w tym filmie identyfikować. Buckley miała tutaj wszystkie karty - dodała.
Filmoznawczyni podkreśliła, że choć „Wartość sentymentalna” ostatecznie wróciła z jedną statuetką za najlepszy film międzynarodowy, to odniosła duży sukces. - To jeden z tych filmów, które tworzą globalną rozrywkę, ale różnią się od hollywoodzkich produkcji. To film europejski, którego kariera rozpoczęła się na festiwalu w Cannes, co świadczy o tym, jak poszerza się możliwość zaistnienia poza kategorią filmu międzynarodowego - dodała.
Jak przypominała, w ostatnich latach Akademia doceniła też również m.in. „Anatomię upadku” oraz „Emilię Perez”.
Oceniła, że zasłużona jest statuetka za charakteryzację dla „Frankensteina”, ale przyznała, że była fanką kostiumów w „Hamnecie”, za które nominowano Małgosię Turzańską.
- Kostiumy we „Frankensteinie” są dość barokowe, chwilami niesamowite jak sama historia, eteryczne, trochę przesadzone. Oprócz tego, że film zrobił zdobywca Oscara Guillermo del Torro w machinie, która daje ogromne środki, to platforma, która stoi za „Frankensteinem” (Netflix - PAP), świetnie wie, jak grać w kampanię oscarową. I to jest film, który zyskuje dzięki temu widzialność - podkreśliła.
- W „Hamnecie” kostiumy stają się drugą skórą postaci. Kolory i faktura mają znaczenie nie tylko dekoracyjne - w zależności od tego, jak bohaterka się czuła, te kostiumy śmiały się, płakały, oddychały razem z nią. Zlały się z bohaterką.
Dąbrowska zwróciła również uwagę na zwycięstwo ukraińskiego dokumentu „Pan Nikt kontra Putin”. Jej zdaniem świadczy to o tym, że rozszerza się narracja o Ukrainie. - Chwilę temu, bo zaledwie dwa lata wcześniej, mieliśmy pierwszego Oscara dla Ukrainy za „20 dni w Mariupolu”, a ten film to walka Goliata z Dawidem. To oczywiście film wymierzony przeciwko temu, co się dzieje w Rosji i przeciwko Putinowi - zaznaczyła.
Podczas tegorocznej gali pojawił się także polsko-kanadyjski akcent. Duet reżyserski Maciek Szczerbowski oraz Chris Lavis otrzymali statuetkę za animację krótkometrażową „The Girl Who Cried Pearls”.
- Wspaniale było usłyszeć nazwisko Maćka. To są mistrzowie krótkiego metrażu. Ten film oprócz tego, że świetnie działa, jest w ogóle cudownie zrobioną animacją lalkową. Udowadnia, że to nie jest gorsza kategoria, tylko historia, która kondensuje się i mieści się w swoim czasie. Na koniec dnia ten Oscar dla każdego waży tyle samo - zaznaczyła. (PAP)
maku/ miś/ ep/