Domański: 120 mld zł nieprawidłowości w wydatkowaniu środków publicznych w latach 2020-2023
Kwota stwierdzonych nieprawidłowości dot. wydatkowania środków publicznych w latach 2020-2023 wyniosła 120 mld zł - poinformował w czwartek minister finansów i gospodarki Andrzej Domański. Dodał, że w tej sprawie rozpoczęto 177 audytów, a 135 już się zakończyło.
Domański poinformował podczas konferencji, że do tej pory audytem objętych zostało 167 podmiotów w zakresie gospodarowania środkami publicznymi w latach 2020-2023. Było to, jak wymienił, m.in. 17 ministerstw, ale też fundacje czy stowarzyszenia oraz instytucje publiczne.
- 177 audytów rozpoczęto, spośród nich 135 już się zakończyło. Łączna kwota stwierdzonych nieprawidłowości to 120 mld zł, czyli około 3 proc. naszego PKB - powiedział Domański.
Wskazał, że w związku z audytami do prokuratury złożono 250 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. - 200 wszczętych przez prokuraturę postępowań i 106 mld zł. To jest łączna kwota zawiadomień, które zostały skierowane do prokuratury - przekazał szef MF.
- Nasze zawiadomienia dotyczą zarówno wydawania środków bez podstawy prawnej, omijania prawa, niegospodarności, ale także takiego zwykłego złodziejstwa - stwierdził minister.
Stawicki: nie każda nieprawidłowość zawiera w sobie element karny
Dopytywany, skąd wynika dysproporcja między kwotą zawiadomień a wykrytych nieprawidłowości, Domański podkreślił, że nie wszystkie zawiadomienia zostały jeszcze złożone. - Część wykrytych nieprawidłowości nie kwalifikuje się do tego, by skierować je do prokuratury. (...) Część tych spraw trafia też do Rzecznika Finansów Publicznych - wskazał.
Wiceminister finansów, zastępca szefa KAS Zbigniew Stawicki zwrócił uwagę, że nie każda nieprawidłowość zawiera w sobie element karny, choć wywiera negatywne skutki dla finansów publicznych.
Zastępca szefa KAS wskazał, że wykryte w toku audytu nieprawidłowości „mają charakter celowego, zamierzonego działania w złej wierze”. - Trudno to nazwać pomyłką, trudno to nazwać złą interpretacją przepisów - stwierdził.
Jak mówił, audyt wykrył, że tworzono pozory formalnej poprawności dokumentów, a w rzeczywistości „pieniądze otrzymywał ktoś według uznania członka kierownictwa danego resortu, niezależnie od rekomendacji czy braku rekomendacji ciał powołanych do oceny wniosków”. - Na przykład w Ministerstwie Sportu i Turystyki dotacji przydzielonych w ten sposób mamy na 202 mln zł, a w Ministerstwie Spraw Zagranicznych na 51,5 mln zł - powiedział Stawicki.
Wśród wykrytych nieprawidłowości wymienił też działania bez podstawy prawnej, np. nienależne wypłacanie wynagrodzeń w spółkach Skarbu Państwa czy „ręczne sterowanie” w zakresie udzielania dotacji publicznych. Podał, że ponad 100 beneficjentów otrzymało w sumie 400 mln zł dotacji niezgodnie z przeznaczeniem.
Inną kategorią nadużyć była niegospodarność. Chodzi o przeznaczanie środków, które miały służyć na nieprzewidziane i nagłe wydarzenia na „doraźną politykę”. - Na przykład na realizację działań informacyjnych - dodał.
- Spotkaliśmy również proceder czy zdarzenie przedkładania sfałszowanych, podrabianych historii rachunku bankowego, które miały pozorować, że środki nadal są na rachunku, gdy w rzeczywistości już dawno zostały z niego wyprowadzone - poinformował.
Stawicki: sprawy o charakterze gospodarczym żmudne i czasochłonne
Stawicki przekazał również, że dysponenci pieniędzy publicznych (np. ministerstwa) będą mogły same podjąć postanowienia zmierzające do odzyskania nienależnie lub nadmiernie wypłaconych dotacji. - Takie działania są podejmowane - przekazał wiceminister.
Jak dodał, kwestia odpowiedzialności karnej „jest nieco inna niż procedury administracyjne”. - Sprawy o charakterze gospodarczym niestety są bardzo praco- i czasochłonne oraz żmudne (...), trudno się spodziewać natychmiastowych efektów - stwierdził. Jednocześnie zastrzegł, że kwestie karne leżą po stronie prokuratury.
- Wyciągnęliśmy również wnioski z tego co robimy i pracujemy w resorcie finansów nad elektronicznym rejestrem środków publicznych, który ma być powszechnie dostępny - poinformował Stawicki. Jak dodał, rejestr miałby ułatwić dysponentom środków analizę ich wykorzystania oraz być też elementem społecznej kontroli nad wydatkowaniem środków publicznych.
Dopytywany, kiedy rejestr będzie w pełni funkcjonalny, odparł, że nie chce podawać żadnej daty. - Jesteśmy poza fazą koncepcyjną (...). To jest zadanie, które uważamy za priorytetowe i (...) dołożymy wszelkich starań, żeby obywatel i ci odpowiedzialni za pieniądze publiczne takie narzędzie do ręki dostali - zaznaczył. (PAP)
jls/ pad/ dos/