„Dużo niejasności i blizna na stosunkach USA-UE”. Media o konferencji w Monachium
Wypowiedzi przedstawicieli administracji prezydenta USA Donalda Trumpa na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa wprowadziły dużo niejasności w stosunkach USA-UE i pozostała blizna po jego groźbach przejęcia Grenlandii – komentuje w poniedziałek „New York Times”.
„W przeciągu zaledwie roku przywódcy europejscy usłyszeli trzy opisy tego, w jaki sposób administracja Trumpa wyobraża sobie stosunki Ameryki z jej sojusznikami. Każdy był w innym tonie, ale wszystkie miały na celu przeniesienie ich do nowej ery, w której gotowość Waszyngtonu do ich bronienia ma swe ograniczenia” – napisali czołowi publicyści amerykańskiego dziennika, Steve Erlanger i David E. Sanger.
Interesy i wartości
Przypomnieli, że przed rokiem wiceprezydent USA J.D. Vance potępił w Monachium europejską demokrację, twierdząc, że fale imigracji i ograniczenia wobec partii skrajnie prawicowych są dla kontynentu większym zagrożeniem niż Rosja. W tym roku sekretarz stanu Marco Rubio przekazał podobny, lecz „znacznie łatwiejszy do strawienia” komunikat, zaś wiceszef Pentagonu Elbridge Colby „klasyczny amerykański przekaz o jedności interesów, a nie wartości”.
„Jeśli Europejczycy są tym trochę zdezorientowani, jest to zrozumiałe” – napisali autorzy artykułu.
Zwracają oni uwagę, że Rubio ledwo musnął kwestię zagrożenia ze strony Rosji i innych przeciwników, za to z jego słów można było odnieść wrażenie, że celem Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA jest ochrona jednej cywilizacji - zachodniej.
Przytaczają przy tym opinię byłego holenderskiego urzędnika UE Luuka van Middlelaara, że „Europejczycy trafiają w pułapkę”, gdyż Rubio „próbował połączyć nas opowieścią o wspólnocie historii i narodów oraz religii, wykluczając mnóstwo niebiałych Europejczyków, jak również Amerykanów”.
„Trująca pigułka”
Wysoki rangą urzędnik europejski określił przemówienie Rubia jako „trującą pigułkę”, gdyż jego słowa o ochronie „zachodniej cywilizacji” amerykańskim parasolem obronnym sugerują nie wprost, że „USA i ich zachodni sojusznicy walczą o zachowanie bielszej i bardziej chrześcijańskiej Europy”. „Znacznie utrudni to europejskim przywódcom kontakty z resztą świata, nie wspominając o własnych niechrześcijańskich obywatelach” – czytamy.
Według autorów tekstu znacznie lepiej przyjęli Europejczycy przemówienie Colby’ego, który powiedział, że wartości mogą się różnić i lepiej oprzeć partnerstwo na czymś bardziej trwałym, jak wspólnota interesów.
W opinii bułgarskiego politologa Iwana Krastewa po wszystkich tych wypowiedziach „Europejczycy stawiają sobie teraz pytanie, z którą Ameryką są w sojuszu”. Jednak jego zdaniem ci, którzy wyobrażają sobie powrót do „miłego amerykańskiego sojusznika”, jakiego znali od zakończenia II wojny światowej, „oszukują sami siebie”.
Kierunek Słowacja i Węgry
„Europejczycy najbardziej boją się tego, że ta administracja stała się wysoce zideologizowana. Nowością jest gotowość USA do wkroczenia w europejską politykę krajową. A interesujące jest nie to, co Rubio tu powiedział, tylko dokąd stąd pojechał”, a mianowicie na Węgry i Słowację – ocenił.
W osobnym artykule Megan Mineiro podkreśliła, że choć amerykańscy kongresmeni opuścili Monachium w przekonaniu, że zaszyli ranę pozostawioną na stosunkach transatlantyckich przez sugestie Trumpa o inwazji na Grenlandię, to „blizna pozostała”.
Senatorowie i kongresmeni „powiedzieli, że Grenlandia zdominowała ich rozmowy podczas całego szczytu” – czytamy w artykule. Republikańska senatorka Lisa Murkowski podkreśliła, że kwestia Grenlandii rezonowała „w sposób, jakiego moim zdaniem nikt z nas nie przewidział”, odciągając uwagę od pilniejszych spraw, jak zakończenie wojny Rosji przeciwko Ukrainie czy ograniczanie wpływów Chin na świecie. „Nie tak Stany Zjednoczone powinny kierować” - powiedziała senatorka. (PAP)
mw/ ap/ know/