Medioznawca o cyfrowym dorastaniu: smartfony często są skutkiem problemów, a nie przyczyną
Refleksja na temat cyfrowego dorastania powinna być dużo bardziej złożona i zniuansowana – uważa medioznawca dr Karol Jachymek z Uniwersytetu SWPS. W Studiu PAP powiedział, że smartfony często są skutkiem problemów dzieci i młodzieży, a nie przyczyną.
Gość czwartkowego wydania Studia PAP zaprezentował raport ekspercki pt. „10 rozmów o cyfrowym dorastaniu”, opracowany przez badaczy z Obserwatorium Praktyk Medialnych na Uniwersytecie SWPS. To 10 rozmów z naukowcami z tej jednostki na temat różnych przekonań dotyczących roli internetu w życiu dzieci i młodzieży, które pojawiają się w debacie publicznej, m.in. w mediach. Rozmowy te są przeznaczone „dla rodziców, nauczycieli i innych dorosłych”.
Jak mówił kierownik Obserwatorium Praktyk Medialnych dr Karol Jachymek, raport ma być „odczarowaniem” dominujących narracji, mitów i uproszczeń oraz pokazaniem, że „mądre mówienie o cyfrowym dorastaniu, to mówienie zniuansowane i rozumiejące szeroki kontekst funkcjonowania nas i młodych ludzi, nie tylko w sieci”.
Dodał, że refleksja na temat cyfrowego dorastania powinna być dużo bardziej złożona.
Powołując się na badania naukowe dr Jachymek powiedział, że nie ma naukowego konsensusu w sprawie tego, że platformy społecznościowe czy telefony „rujnują zdrowie psychiczne młodych osób” w całej populacji, a serwisy społecznościowe, smartfony czy nowe technologie niekoniecznie są tym głównym i jedynym czynnikiem wpływającym na kryzys zdrowia psychicznego u dzieci i młodzieży.
- Obecnie nie ma dowodów na to, że media społecznościowe jednoznacznie wpływają na pogarszający się stan zdrowia psychicznego. Są dowody na korelację, czyli na to, że korzystanie z mediów społecznościowych koreluje z gorszym stanem zdrowia psychicznego młodych osób, ale (…) korelacja mówi nam o tym, że jakieś rzeczy mają miejsce równolegle, ale nie do końca mówi, jaka jest przyczyna – mówił.
Dodał, że wiele badań wskazuje na dwukierunkowość np. że młode osoby, które mają już problemy ze zdrowiem psychicznym, dłużej siedzą w serwisach społecznościowych.
Według niego istotny jest też „kierunek przyczynowości”, czyli skąd ten telefon bierze się w rękach młodych osób.
- Oczywiście pewnie dla części osób te media społecznościowe mogą być jakimś czynnikiem pogłębiającym stany związane ze zdrowiem psychicznym, ale też bardzo często (…) pomijamy trzeci czynnik, czyli (to, że) młode osoby, które jednocześnie długo siedzą w telefonie, mogą mieć kłopoty rodzinne, mogą mieć kłopoty w szkole, mogą mieć kłopoty związane z rzeczywistością, w której funkcjonujemy, a ta rzeczywistość też jest złożona – przekonywał.
W tym kontekście wskazał też do konieczność rozróżniania skutków na poziomie całej populacji i pojedynczych osób.
Z kolei pytany o to, czy zakazy telefonów w szkołach albo zakazy dostępu do platform społecznościowych dla dzieci i młodzieży do pewnego określonego wieku mają sens, odpowiedział: to zależy.
W ocenie rozmówcy samo wprowadzenie zakazów na poziomie państwa nie jest bowiem rozwiązaniem problemu, jeśli nie będzie temu towarzyszyć inne działanie na rzecz poprawy dobrostanu młodych ludzi np. większy dostęp do pomocy psychologicznej. Dodał, że nie powinno się tworzyć próżni.
- Dlatego, że tak, jak mówimy w raporcie, bardzo duże istnieje ryzyko, że kiedy skoncentrujemy się na smartfonach, przegapimy miliony innych czynników. I oczywiście ja nie mówię, że zakazy używania smartfonów w szkołach nie mogą być dobrym rozwiązaniem – dlatego, że nie trzeba tutaj nawet prowadzić rozległych badań, żeby wiedzieć, że jeżeli młodzi ludzie korzystają na lekcji ze smartfonów do oglądania TikToka czy do czegoś innego niż skupianie się na temacie lekcji, to ten proces edukacyjny nie zajdzie – mówił.
Ale – kontynuował – może się też okazać, że zakazanie smartfonów nie poprawi problemów dzieci i młodzieży, ponieważ one leżą gdzie indziej.
- Bardzo często widzimy nasze dziecko z nosem w smartfonie i mając w głowie te wielkie narracje o uzależnieniu, o cyfrowej heroinie i o takich dużych słowach, które konstruują nasze myślenie o tej sferze, od razu widzimy problem. Tymczasem, kiedy zejdziemy z tego poziomu dużej narracji i zastanowimy się, do czego w gruncie rzeczy to dziecko tego telefonu używa – bo może w tym momencie rozmawia albo miało trudny dzień, więc ogląda te poprawiające humor treści – okaże się, że ta praktyka nie jest zagrożeniem. Tymczasem mam takie wrażenie, że bardzo często od razu zakładamy, że telefon w ręku dziecka wiąże się z kłopotem. On oczywiście często wiąże się z kłopotem, ale bardzo często ten kłopot nie jest wynikiem samego telefonu – mówił Karol Jachymek.
Zasugerował też odejście od myślenia dychotomicznego (czyli tego dzielącego na dwie strony sporu) i „może zamiast koncentrować się na takich dużych tematach jak zakaz telefonów albo zakaz mediów społecznościowych”, powinno się mówić o konkretnych obszarach czy funkcjach, które można zmienić w serwisach społecznościowych, a które mogą źle oddziaływać np. na dobrostan. Jak bowiem mówił, „musimy pamiętać, że internet został zaprojektowany przez wielkie korporacje, więc nie mówimy o przestrzeni całkowicie niewinnej”, stąd też powinno się wywierać presję, aby to na korporacjach leżała odpowiedzialność za swoje produkty cyfrowe.
Ponadto rozmówca zaapelował, aby w debacie o cyfrowym dorastaniu również młodym ludziom dawać głos i sprawstwo.
Naszą rekomendacją jest też to, żeby polityki publiczne uwzględniały prawo tego młodego człowieka też do tego, żeby być w rzeczywistości medialnej.
Zespół sugeruje też rozszerzanie edukacji medialnej – „której w polskich szkołach jest dosyć niewiele” – aby pokazywać młodym ludziom skutki i konsekwencje pewnych działań w świecie cyfrowym, choć nie tylko te negatywne.
Agnieszka Kliks-Pudlik (PAP)
akp/ zan/ know/