Ekspert: w niezależnych sondażach na Węgrzech wygrywa TISZA, w zbliżonych do władzy - Fidesz
Niezależne sondaże prognozują na Węgrzech wygraną opozycyjnej partii TISZA, według ośrodków zbliżonych do obecnych władz zwycięży rządzący Fidesz - powiedział w Studiu PAP ekspert ds. Europy Środkowej Michał Zabłocki. Partii Viktora Orbana, jak wskazał, sprzyja system wyborczy, "dociśnięta śruba" i kontrola mediów.
W niedzielę 12 kwietnia na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne. Od 16 lat premierem jest Viktor Orban, stojący na czele partii Fidesz. Sondaże są niejednoznaczne w ocenie, czy straci on władzę na rzecz TISZY Petera Magyara.
- Według sondaży niezależnych to TISZA, czyli partia opozycyjna Petera Magyara, zdobywa większość w prawie wszystkich okręgach kraju. Natomiast sondaże prowadzone przez ośrodki zbliżone do rządu Viktora Orbana pokazują, że tak naprawdę dominacja TISZY ogranicza się tylko do Budapesztu i kilku dużych miast, natomiast wszędzie indziej, na prowincji, wygrywa Fidesz - wskazał w Studiu PAP Michał Zabłocki, były dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej i jej korespondent w Moskwie, Pradze i Bratysławie, z wykształcenia slawista i językoznawca, od 2019 roku mieszkający w Budapeszcie.
Pytany o możliwe scenariusze podczas wyborów, Zabłocki wyraził obawę, że TISZA przegra. Jako argument podał wybory parlamentarne z 2022 roku, w których opozycja nie uzyskała wyników tak dobrych, jak wskazywały sondaże.
- Boję się, że ten system jest tak ustawiony, że Orban zostanie u władzy. Natomiast życzę opozycji węgierskiej jak największych sukcesów. Węgrom przede wszystkim życzę tego, żeby żyli w demokratycznym, zachodnim społeczeństwie - powiedział dziennikarz.
Obecną sytuację na Węgrzech porównał do tej, jaka panowała w Rosji około 2006 roku. Zabłocki ocenił, że po 16 latach nieprzerwanego sprawowania władzy przez Orbana system został domknięty.
- Śruba została dociśnięta tak mocno, że teraz protestuje tylko Budapeszt - powiedział. - Co oznaczają media kontrolowane przez jedną partię, nie musimy daleko szukać, ponieważ całkiem niedawno media publiczne były kontrolowane przez jedną partię w Polsce. Możemy więc bardzo jasno porównać to z tym, co jest na Węgrzech - dodał. Jako przykład podał, że Magyar od 2024 roku nie jest zapraszany do mediów publicznych na Węgrzech.
Sytuacji nie zmieniają portale społecznościowe, bo - jak zauważył ekspert - w sieci istnieje wiele fałszywych przekazów. Podkreślił, że „ze strony Fideszu wciąż buduje się gigantycznie silną narrację antyukraińską i antyunijną, które (rzekomo - PAP) chciałyby wciągnąć Węgry w wojnę”, a lider opozycji Magyar przedstawiany jest jako zdrajca reprezentujący interesy Unii Europejskiej. Partii Orbana sprzyja też system wyborczy.
- Mamy na Węgrzech system mieszany. Mamy tam okręgi jednomandatowe oraz listy partyjne, na które przechodzą głosy większościowe. W okręgach jednomandatowych wystarczy jeden głos przewagi kandydata, żeby weszła jedna osoba. Dajmy na to, że wygrywa kandydat TISZY jednym głosem w stosunku do kandydata Fideszu, czyli (do parlamentu - PAP) dostaje się kandydat TISZY, ale wszystkie te głosy, które zostały oddane na kandydata Fideszu, są potem sumowane w skali kraju i z tego jest budowana nadwyżka głosów przechodnich z tych list partyjnych - tłumaczy Zabłocki.
Okręgi wyborcze, jak dodał, są ułożone w sposób niekorzystny dla kandydatów z tradycyjnie bardziej liberalnej stolicy. Fidesz może też liczyć na głosy mniejszości węgierskiej z krajów takich jak Rumunia, Serbia i Słowacja.
- Diaspora zapewne poprze Fidesz, dlatego że jest karmiona mrzonkami o Wielkich Węgrzech, powrocie do macierzy, w różny sposób przekupywana. Istnieje coś takiego jak (węgierski - PAP) odpowiednik Karty Polaka, (...) o dużo szerszym zasięgu (...). Przede wszystkim pozwala głosować, czego na przykład posiadacze Karty Polaka nie mają - podkreślił Zabłocki.
Na niekorzyść Orbana i Fideszu działa z kolei zła sytuacja ekonomiczna. Zabłocki podkreślił, że Orban „zbudował system oligarchiczny wzorowany na systemie rosyjskim”.
- To jest kopia oligarchicznego systemu rosyjskiego przeniesiona do Europy Środkowej, gdzie jest jedna partia, jedna władza i wszystkie firmy podporządkowane tej władzy - ocenił Zabłocki. - To jest rzecz niesłychana, że w tej chwili (...) firmy nie mogą funkcjonować, nie mogą konkurować w ogóle ze spółkami państwowymi bądź oligarchicznymi, bądź spółkami krewnych i znajomych Orbana - dodał.
Jak powiedział ekspert, publiczne przetargi na Węgrzech są kontrolowane przez ludzi Orbana, którzy dbają o to, by pieniądze trafiały do odpowiednich wykonawców. To zaś - zaznaczył - prowadzi do spadku jakości usług, bo firmy nie konkurują ze sobą na zasadach wolnego rynku.
Rozmawiał Michał Torz (PAP)
mt/ akl/ ktl/ know/