Historyk z USA: z perspektywy Ameryki NATO to obecnie „ulica jednokierunkowa”
Z amerykańskiego punktu widzenia NATO to „ulica jednokierunkowa” – powiedział PAP amerykański historyk Victor Davis Hanson. Według niego NATO nie wypadło dobrze, choć Amerykanie prosili tylko o wsparcie, a nie pomoc militarną i to – zdaniem Hansona – tłumaczy spekulacje o możliwym wyjściu USA z Sojuszu.
Rośnie napięcie między Stanami Zjednoczonymi a europejskimi sojusznikami z NATO. Prezydent Donald Trump przyznał w środę w wywiadzie z „The Telegraph”, że poważnie rozważa wycofanie Stanów Zjednoczonych z Sojuszu Północnoatlantyckiego i nazwał NATO „papierowym tygrysem”.
Marco Rubio: Stany Zjednoczone będą musiały „ponownie przeanalizować” czy Sojusz służy ich interesom
Sceptycznie o Sojuszu wyraził się także w rozmowie z Fox News sekretarz stanu USA Marco Rubio, który stwierdził we wtorek, że choć jako senator był „jednym z najgorętszych obrońców NATO”, dziś uważa, że po zakończeniu wojny z Iranem, Stany Zjednoczone będą musiały „ponownie przeanalizować” czy Sojusz służy ich interesom.
Jak podkreślił, z amerykańskiego punktu widzenia NATO wydaje się obecnie „jednokierunkową ulicą”. Z jednej strony Amerykanie trzymają bowiem wojska w Europie, aby bronić Starego Kontynentu, a kiedy potrzebują pomocy, Europejczycy odmawiają prawa do korzystania z baz lotniczych.
Zapytany przez PAP o powszechną krytykę amerykańskiej polityki zagranicznej na Bliskim Wschodzie i europejskie reakcje na wojnę z Iranem, Hanson, ekspert Hoover Institution, think tanku działającego przy Uniwersytecie Stanforda odpowiedział, że jak dotąd to sojusznicy z NATO nie wypadli dobrze.
– Amerykańska opinia publiczna do znudzenia obserwowała najpierw brytyjskie wahania w sprawie bazy Diego Garcia, potem hiszpański zakaz korzystania z baz Rota i Moron, a teraz włoską odmowę (skorzystania z bazy lotniczej na Sycylii - PAP) – zauważył Hanson.
Brytyjskie władze odmówiły początkowo Amerykanom dostępu do amerykańsko-brytyjskiej bazy wojskowej Diego Garcia na Oceanie Indyjskim. Z kolei hiszpański premier Pedro Sanchez nie zgodził się na skorzystanie przez Stany Zjednoczone z baz wojskowych Rota i Moron na południu kraju, które miały posłużyć do operacji związanych z atakami na Iran. Decyzja Sancheza skłoniła Amerykanów do przeniesienia samolotów do bazy w niemieckim Rammstein i w innych krajach europejskich. We wtorek Włochy uniemożliwiły amerykańskim samolotom bojowym korzystanie z amerykańskiej bazy lotniczej na Sycylii.
Hanson: Stany Zjednoczone nie prosiły NATO o bezpośrednią pomoc militarną, a jedynie o wsparcie
Hanson podkreślił, że rozczarowanie Amerykanów wynika z faktu, że Stany Zjednoczone nie prosiły NATO o bezpośrednią pomoc militarną, a jedynie o wsparcie, mimo że – jak podkreślił - chodzi o walkę ze wspólnym wrogiem Zachodu, jakim jest Iran.
– Podobne np. naszego wsparcia, którego udzieliliśmy Wielkiej Brytanii podczas wojny o Falklandy w 1982 roku, kiedy ku rozczarowaniu całej półkuli zachodniej i hiszpańskojęzycznych wyborców w USA stanęliśmy po stronie Brytyjczyków – przypomniał Hanson.
Ameryka wysyłała wtedy Brytyjczykom kluczowe informacje wywiadowcze, zdjęcia satelitarne, miliony litrów benzyny i wspierała ich na morzu i w powietrzu.
– Porównajmy to z brytyjską odmową lądowania choćby jednego amerykańskiego bombowca na Diego Garcia. A do tego dochodzi jeszcze nieustanna odmowa członków NATO, takich jak Hiszpania i Kanada, spełnienia wymogu przeznaczania 2 proc. PKB na obronność – dodał ekspert.
Zdaniem eksperta postawa Europy „kontrastuje” z tym, jak zachowały się Stany Zjednoczone po wybuchu wojny w Ukrainie. Według jego opinii w USA panuje przekonanie, że pojawiające się wtedy żądania, by Stany Zjednoczone zachowały się solidarnie wobec sojuszników z NATO, mają dziś uzasadniać oczekiwania Trumpa dotyczące wsparcia od sojuszników po ataku na Iran. – Stany Zjednoczone w dużej mierze spełniły te oczekiwania, mimo silnego sprzeciwu opinii publicznej zmęczonej zagranicznym zaangażowaniem militarnym – podkreślił ekspert.
Ekspert: Europa, w przeciwieństwie do USA, znajduje się obecnie w zasięgu irańskich pocisków balistycznych
Tymczasem teraz - jak twierdzi Hanson - europejscy liderzy nie tylko nie chcieli udzielić Amerykanom wsparcia, ale nie próbują działać we własnym interesie i zaangażować się w odblokowanie Cieśniny Ormuz. Ekspert powiedział, że Europa, w przeciwieństwie do USA, znajduje się obecnie w zasięgu irańskich pocisków balistycznych, dlatego pozytywne rozstrzygnięcie konfliktu z Iranem mogłoby jej „wyraźnie” przynieść korzyści.
Na pytanie o korzyści dla Stanów Zjednoczonych z wojny, która tylko w ciągu pierwszych sześciu dni kosztowała amerykańskich podatników ponad 11,3 mld dol., Hanson wymienił m.in. pozbawienie Iranu możliwości produkcji bomby jądrowej i zniszczenie irańskiego potencjału rakietowego.
– Stany Zjednoczone głęboko wierzą, że irańskie pociski z głowicami nuklearnymi w rękach średniowiecznej teokracji oznaczałyby prawdziwy koniec zachodniej autonomii – powiedział Hanson. Dodał, że wojna jest także „rozliczeniem” 47 lat zabijania tysięcy Amerykanów, ginących m.in. w atakach na statki na Morzu Czerwonym, w wyniku ostrzału rakietowego amerykańskich instalacji w Syrii i Iranie oraz bezkarnych ataków na amerykańskie ambasady i personel wojskowy.
Zapytany o to, na jakim etapie jest konflikt z Iranem, który miał być wedle początkowych zapewnień Białego Domu błyskawiczną kampanią militarną, a wedle doniesień medialnych wywołuje już stan paniki amerykańskiej administracji, Hanson odparł, że zapowiadane cele są realizowane, a krytycy zapominają np., że irańska obrona powietrzna już nie istnieje.
– USA i Izrael osiągnęły nie tylko przewagę powietrzną, ale wręcz panowanie w powietrzu i mogą wykorzystywać w irańskiej przestrzeni powietrznej nawet powolne samoloty taktyczne, takie jak Apache i Warthog – zauważył ekspert i dodał, że mit o irańskiej kompetencji wojskowej legł w gruzach, a reżim nie przeraża już Bliskiego Wschodu i Zachodu w sposób, w jaki paraliżował je przez ostatnie 47 lat.
W jego opinii wojna osłabiła także terrorystyczne organizacje takie jak Hezbollah, Hamas i Huti, zasilane wcześniej przez Teheran. – To dziś „cienie samych siebie”, które w najbliższej przyszłości zostaną bez stabilnego dopływu pieniędzy i broni – zauważył.
Hanson podkreślił, że zniknął antyzachodni reżim Asada, a wraz z nim „cała rosyjska obecność na Bliskim Wschodzie”, a Chiny, po utracie partnera i dostawcy ropy w Wenezueli, mogą stracić jeszcze większego partnera w postaci Iranu. Z kolei „samobójcza strategia” Iranu polegająca na ostrzelaniu rakietami 12 krajów i próbie przekształcenia Cieśniny Ormuz w punkt poboru opłat, przyniosła odwrotny skutek, prowadząc do faktycznego sojuszu między państwami naftowymi Zatoki Perskiej, Izraelem i Stanami Zjednoczonymi.
Zapytany o definicję ewentualnego zwycięstwa Hanson odpowiedział, że oznaczałoby ono dla USA nie tylko zniszczenie potencjału nuklearnego Iranu, ale także osłabienie militarne i polityczne reżimu. – Poprzez rozmontowanie jego przywództwa w takim stopniu, że w kolejnych miesiącach, gdy zaczną reżimowi doskwierać szkody i koszty odbudowy i będzie próbował odzyskać setki miliardów dolarów straconych na broni i infrastrukturze, opozycja tak bardzo urośnie, że dojdzie do ustanowienia rządu nieteokratycznego – podsumował Hanson.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ bst/ mhr/gn/