Hugh Cornwell, były lider zespołu The Stranglers: ja nie słucham muzyki [WYWIAD]
Muzyka jest wszędzie, w instytucjach, restauracjach, w parkach. Odbieram to jako naruszenie mojej przestrzeni. Nikt nas nie pyta, czy chcemy tego słuchać, czy nie – powiedział PAP Hugh Cornwell, były lider zespołu The Stranglers.
PAP: Przyjechałeś do Polski na festiwal Rock na Bagnie, raczej nieduży, na Podlasiu. A jesteś przecież gwiazdą. Co cię skłoniło do tej decyzji?
Hugh Cornwell, wokalista, gitarzysta, do 1990 lider zespołu The Stranglers: Po prostu nas zaprosili. Mój polski agent, który organizował już trasy dla mojego zespołu zaproponował to miejsce – i pomyślałem: dlaczego nie? Słyszałem, że macie tam piękną przyrodę. Więc przyjechaliśmy.
PAP: Lubisz takie małe imprezy? Przez cały sezon odbywają się wielkie festiwale, pełne gwiazd, na które przyjeżdżają dziesiątki tysięcy ludzi. A Rock na Bagnie jest kameralny, o ile punkowa muzyka może być kameralna.
H.C.: Jak gdzieś mnie zapraszają i ma to sens pod względem finansowym, mam wolne miejsce w kalendarzu, a moi muzycy są dostępni - to jadę. To nie ja wybieram miejsca, tylko one wybierają mnie, nieważne, czy są duże, czy małe. Ale 25 października będę w Łodzi na festiwalu Soundedit. On jest większy.
PAP: Czasem podczas koncertów objaśniasz współczesnej publiczności: wiecie, kiedyś mieliśmy płyty, one były czarne, mogły być duże i małe… Nie wszyscy ludzie to pamiętają. Teraz żyjemy w czasach wielkich platform cyfrowych nadających muzykę. Zmienił się sposób jej odbioru. Czy wciąż mamy wybór tego, czego słuchamy, czy ktoś decyduje za nas?
H.C.: Uczynię teraz wyznanie. Ja nie słucham muzyki. A jedną z przyczyn jest to, że mamy tak duży wybór. Jesteśmy uzależnieni od słuchania muzyki. Ona jest wszędzie, w instytucjach, restauracjach, w parkach. Odbieram to jako naruszenie mojej przestrzeni. Nikt nas nie pyta, czy chcemy słuchać, czy nie. No i cały czas mam w głowie muzykę, którą tworzę, więc hałas mi przeszkadza. Mam świadomość, że muzyka jest teraz dostarczana cyfrowo, to nie czyni jej lepszą czy gorszą, jest jej po prostu więcej. Wybór jest bezgraniczny, nie wiem, jak ludzie są w stanie podejmować decyzje. Więc ja podjąłem decyzję, że nie będę podejmował żadnej decyzji. I nie słucham.
PAP: Mówiąc o ważnych decyzjach: w 1990 roku podjąłeś decyzję o odejściu z The Stranglers. W jednym z wywiadów, mówiłeś, że gra w grupie stała się czymś w rodzaju „chodzenia do biura” czy wręcz „więzienia”. Teraz jesteś wolny?
H.C.: Wciąż trochę „jestem w biurze”, ale można powiedzieć, że to „otwarte więzienie”. Wolno mi wchodzić i wychodzić. A jak nie mam ochoty rano się tam meldować, to po prostu nie idę. Mam więcej wolności i to jest wspaniałe. Zresztą – jestem egoistą i cieszy mnie, że nie muszę brać pod uwagę nikogo innego. Robię co chcę. Nikt mi nie mówi: o nie, tego ci nie wolno. To ma dla mnie ogromną wartość, bo mogę kontynuować świetne idee i pomysły, mam przestrzeń, żeby się rozwijać, nie jestem zamknięty. Ma to sens, co?
PAP: Raczej tak. Ale wciąż lubisz wykonywać stare piosenki The Stranglers – No More Heroes, Always the Sun czy Golden Brown? Nie nudzi ci się to?
H.C.: Nie mam nic przeciw graniu starych piosenek, pod warunkiem, że nie muszę ich grać cały czas. Poza tym wykonuję je teraz w inny sposób, nie mam w składzie klawiszy, żadnego keyborda. Brzmią inaczej, więc są świeże. Nie gram po prostu Stranglersów. Gram moją ich wersję. Golden Brown jest wielką piosenką, znaną w świecie, ale ja gram ją bez keyboardu, basista gra te klawiszowe partie. Brzmi to inaczej, ale jest moje. Tak długo, jak nikt mnie nie zmusza, żebym grał teraz wersje oryginalne – nie przeszkadzają mi stare piosenki. Bo gdyby tak było, znów czułbym się jak w biurze.
PAP: Którą z tych starych piosenek lubisz najbardziej?
H.C.: Okropnie trudne pytanie. Mam różne fazy… Teraz np. najbardziej lubię grać kawałek z płyty The Raven, który nazywa się Dead Loss Angeles, niewiele ludzi ją zna, ale to fantastyczna pioseneczka. Teraz w Polsce też ją gram. Te wszystkie piosenki są jak moje dzieci. A mam bardzo dużą rodzinę, z wieloma dziećmi. Są dni, kiedy mam jednego ulubieńca i dni, kiedy jest inny. To się zmienia.
PAP: No More Heroes zaczyna się od pytania „Whatever happened to Leon Trotsky (Co się stało z Leonem Trockim? – PAP). Czy ktoś wśród publiczności jeszcze taką postać kojarzy. Ten tekst się nie zestarzał?
H.C.: To nie ma znaczenia. Ludzie lubią tę piosenkę. Nie spodziewam się przecież, że wszyscy ludzie znają na tyle angielski by zrozumieć wszystkie słowa. Mogą lubić muzykę, rytm i nie rozumieć słów. I to jest w porządku, to wystarczy. Tekst jest po prostu pretekstem, by napisać piosenkę, naprawdę. Publiczność potrzebuję wokalu. Gdybyś nie miał na scenie kogoś, kto śpiewa, tylko grał samą muzykę, czegoś by brakowało. Byłoby może nudno. I po to są słowa, żeby nie było nudno.
PAP: Golden Brown nigdy nie była nudna? Tu tekst ma dwa znaczenia?
H.C.: To absolutnie nie jest nudna piosenka! Piszę piosenki o tym, co sam poznałem, o tym, co wiem. Jak piszesz o czymś, o czym nie masz pojęcia, w końcu cię odkryją i nazwą głupcem. Muszę sam doświadczyć tego, o czym piszę. Golden Brown opowiada o ślicznej, wspaniałej francuskiej dziewczynie, z którą miałem tajemny romans. Była bardzo piękna. Wtedy napisałem tę piosenkę, celebrowałem ten związek. Ale także wtedy doświadczałem heroiny (slangowa nazwa heroiny: golden brown – PAP). Więc słowa tego kawałka zmieszały wszystko i ją – i narkotyk. W głowie nigdy mi się to nie mieszało, ale słowa jakoś obie te sfery połączyły. Bo kobieta może być jak narkotyk, prawda?
PAP: Myślę, że mężczyzna też może być jak narkotyk.
H.C.: Tego nie wiem. Ale to chyba prawda. Kończę teraz nową płytę, która nazywa się Sukuba i jest o kobietach, o których marzą mężczyźni, wyobrażają je sobie. Sposób, w jaki mężczyźni myślą, śnią o kobietach, popadają w obsesję jest niesamowity. Nawet kiedy śpią, nie mogą się uwolnić, bo one przychodzą także we śnie. Ja czasem, kiedy się kładę, postanawiam: ok dziś żadnych snów o kobietach. Ale zasypiam, a ona i tak się pojawia! Miałem tez inne doświadczenie: śniłem o kobiecie, której nigdy nie widziałem, zapamiętałem dokładnie jej wygląd. A po trzech czy czterech latach spotkałem ją.
PAP: I co?
H.C.: Mieliśmy romans. Miała długie czarne włosy i była z Hamburga. Było wspaniale. Coś takiego jest w mózgu. Ta obsesja kobiety i narkotyku. I o tym jest Golden Brown.
PAP: Występujesz od lat w trzyosobowym składzie. To najlepszy wariant dla twojej muzyki? Nie brakuje czegoś?
H.C.: Nie. Kiedy the Stranglers zaczynali, było nas tylko trzech: bas, perkusja i gitara. Wspólnie zdecydowaliśmy, że potrzebujemy czwartego instrumentu, takiej wisienki na torcie. Próbowaliśmy z saksofonem, klawiszami, które z nami w końcu zostały. Ale na początku było nas tylko trzech. I dla mnie to naturalny sposób grania. Nie tęsknię za keyboardem. Bo jak go dodajesz do określonych partii muzyki, to tak, jakbyś polewał je klejem: wypełnia dziury i przykrywa wszystko. Ja wolę mieć ostre krawędzie i miejsca, w których nie ma nic. To jest podniecające i trochę niebezpieczne. Na początku solowej drogi używałem keyboardu, ale stwierdziłem, że to mnie ma sensu. Potrzebowałem innego brzmienia i uzyskałem je. The Stranglers wciąż grają, choć tylko z jednym muzykiem, który współtworzył grupę od początku. I różnimy się, co jest dobre. Ludzie mogliby przecież czuć się zdezorientowani – czy to Hugh czy the Stranglers.
PAP: Czy lubisz grać akustycznie, umplugged?
H.C.: Tak, dawałem wiele koncertów akustycznych – tylko ja i gitara. W tym roku też będę miał taką trasę w UK. A, kto wie, może jeszcze gdzieś dalej z nią pojadę?
PAP: Czy wciąż czujesz się punkrockowcem?
H.C.: Gdybym teraz szedł ulicą i zobaczył naprzeciw siebie z dawnych lat, to pewnie przeszedłbym na drugą stronę. Byliśmy młodzi i szaleni, pełni idei z domieszką agresji. Chcieliśmy być słyszani, zwracać na siebie uwagę. I mieliśmy to. A teraz mogę odpocząć.
PAP: Czy muzycy powinni zajmować się teraz, tak jak w latach 70., 80. polityką i tematami społecznymi?
H.C.: Nie jestem pewien. Ja tego nie robię. Wole mówić o polityce między ludzkimi istotami. Są tacy autorzy, który potrafią ukazać idee dotyczące wielkich tematów, ale jeśli dobrze piszesz, ludzie powinni być w stanie zrozumieć co myślisz o polityce, niezależnie od tego, o czym śpiewasz. Powinnością muzyków i autorów jest dotarcie do ludzkich uczuć i poglądów w sposób artystyczny, dający słuchaczom przyjemność.
Hugh Cornwell
Hugh Cornwell (ur.1949) – frontmen zespołu The Stranglers (Dusiciele), założonego w 1974 roku, w Guildford, w Anglii. Grupa wykonywała muzykę new wave, postpunk, rock. W 1990 roku Cornwell odszedł z zespołu i do dziś prowadzi karierę solową.
Rock na Bagnie – festiwal muzyki punkrockowej odbywający się co roku w Goniądzu, na Podlasiu. W tym roku, podczas XVI edycji, która trwa 3i 4 lipca, wystąpią m.in. Hugh Cornwell, Dezerter, The Toy Dolls. (PAP)
zuz/ dki/ ał/