O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Joanna Pacuła to historia o spełnieniu i niezrozumieniu [WYWIAD]

Mam takie poczucie, że w Polsce oczekiwano od Joanny Pacuły rzeczy, których ona nie mogła spełnić, bo nie była w stanie stać się drugą Meryl Streep czy drugą Sharon Stone – mówi PAP Life Marta Górna, autorka pierwszej biografii Joanny Pacuły. Książka „Pacuła. Najsłynniejsza Polka na świecie” ma premierę 25 marca.


PAP Life: Kiedy zaczęłaś pracować nad książką o Joannie Pacule, jeden z twoim kolegów literatów zapytał cię: „Po co właściwie to piszesz? Coś tam chyba naciągasz niepotrzebnie, żadnej kariery w Hollywood nie ma”. Zaskoczyło cię to?

Marta Górna: Nie byłam zdziwiona. Niestety taka narracja dominuje w polskich mediach. Sama kiedyś myślałam, że Joanna Pacuła to aktorka, która dawno temu wyjechała do Hollywood, gra w filmach klasy B i po prostu jej kariera się skończyła. Pamiętam moment, w którym pierwszy raz w ogóle dowiedziałam się, że ktoś taki jak Joanna Pacuła istnieje. Miałam wtedy 12 lat, w telewizji leciał film „Wirus”. Dużo wybuchów, robotów, strzelanina, kosmici. W obsadzie Jamie Lee Curtis, Donald Sutherland i Joanna Pacuła. Moja ciocia czy babcia, która oglądała ten film razem ze mną, powiedziała, że ta ruda z rozpuszczonym puklem to polska aktorka, która wyjechała z kraju i nie zrobiła większej kariery w USA. Bardzo długo brałam to za pewnik. Potem Joanna Pacuła była dla mnie postacią z kolorowych magazynów, które przedstawiały ją jako osobę nieszczęśliwą, której się nie powiodło. I tak naprawdę dopiero 10 lat temu zaczęłam się bardziej interesować Joanną, zobaczyłam filmy z nią, które w Polsce nie były znane, a w których często grała pierwszoplanowe role, obok wielkich gwiazd. Byłam jej ciekawa, intrygowała mnie i chciałam, żeby inni też dowiedzieli się o jej osiągnięciach, a te naprawdę są niemałe. Zabrzmi to trochę górnolotnie, ale poczułam misję, żeby oddać karierze Joanny sprawiedliwość.

PAP Life: Wykonałaś duży research, bo dotarłaś do ponad 100 osób z całego świata, które pracowały z Pacułą, aktorów, reżyserów. Chociaż z nią samą nie udało ci się porozmawiać.

M.G.: Joanna wiedziała, że piszę o niej książkę i godziła się, żeby ci jej przyjaciele, znajomi, współpracownicy, którzy ją pytali, opowiedzieli mi o niej. Praca nad książką trwała dość długo i nie zawsze wszystko szło gładko. Ostatniego wywiadu w Polsce Joanna udzieliła 20 lat temu. Ale media wciąż publikują o Pacule kilka tekstów rocznie, w których zwykle powtarzają te same śpiewki: że miała zrobić karierę, ale nie zrobiła, miała zagrać w „Nagim instynkcie”, ale nie zagrała, bo zazdrosny mąż nie pozwalał jej przyjmować ról rozbieranych i w związku z tym jej kariera nie potoczyła się tak, jakby mogła. Chociaż w czasach, kiedy dostała propozycję zagrania w „Nagim instynkcie”, już nie była w związku z Howardem Kochem Jr. Kolejna powtarzana historia jest o tym, jak Joanna Pacuła wykorzystała Elżbietę Czyżewską i właściwie na jej plecach zrobiła karierę w Hollywood. Powiedziałabym, że wokół tego się głównie koncentruje zainteresowanie wokół Joanny Pacuły w Polsce. I wreszcie romans ze znanym polskim aktorem, jeszcze przed jej wyjazdem z Polski. Celowo nie używam jego nazwiska. Bo na ten temat polskie media bardzo często się rozpisują, chociaż zarówno on w swoim wywiadzie-rzece nie podaje imienia i nazwiska Joanny Pacuły, jak i ona też nigdy się do tej historii nie odniosła. Więc znamy głównie perspektywę polskiego środowiska filmowo-teatralnego.

PAP Life: Roli w „Nagim instynkcie” szkoda, bo mogła wynieść ją na szczyt. Ale to przecież nie jedyna propozycja, którą odrzuciła.

M.G.: Ona sama mówi o „Pogromcach duchów”, „9 i pół tygodnia” i „Nagim instynkcie”. To są te trzy najmocniejsze tytuły. Ale warto podkreślić, że w Hollywood to nic niezwykłego. Aktorkom proponuje się role, one je odrzucają, gra je ktoś inny. Chciałabym, żeby wreszcie w Polsce postrzegano Joannę Pacułę przez pryzmat tego, co zrobiła, a nie tego, czego nie zrobiła.

PAP Life: Napisałaś, że w latach 80. Pacuła weszła do Hollywood razem z framugą. Jak to rozumiesz?

M.G.: Po roli Iriny w „Parku Gorkiego”, za którą dostała nominację do Złotych Globów, została uznana w Hollywood za ekscytującą nową twarzą, na równi z Nastassją Kinski czy Isabellą Rossellini. Wszystkie trzy były zresztą bohaterkami jednego materiału w magazynie „Time”. Skala promocji Joanny Pacuły w amerykańskich mediach w 1983 roku była niewyobrażalna. Tylko my w tamtych latach, z oczywistych względów, nie mieliśmy dostępu do tych publikacji. Pacuła była w najważniejszych dziennikach i na okładkach najważniejszych amerykańskich magazynów – „Harper’s Bazaar”, „Vogue” „Cosmopolitan”. Były wywiady z nią, jej sylwetki, rozkładówki. Myślę, że już samo to, że przeciętny Amerykanin z Alabamy czy z Kentucky mógł dowiedzieć się, kim jest Joanna Pacuła, otwierając niedzielną gazetę, świadczy o jej popularności.

PAP Life: Później już chyba nie zagrała tak spektakularnej roli?

M.G.: Joanna Pacuła zagrała w Hollywood w kilkudziesięciu produkcjach, część z nich zapisała się w kinematografii. Już samo to jest spektakularne. Czy jest jakaś inna polska aktorka, której to się udało? Warto wymienić film „Pocałunek” z 1988 roku - horror, o którym bardzo dużo pisano i do dziś się pisze. Joanna Pacuła była za rolę w nim nominowana do prestiżowego Saturna, którego niedawno zdobyła też Karolina Wydra za grę w serialu „Pluribus”. Polecam także „Tombstone” - western, w którym nawet postaci na czwartym planie grają bardzo znani aktorzy, a na pierwszym błyszczą Val Kilmer, Kurt Russell i Sam Elliott. Wymieniłabym jeszcze filmy legendarnego reżysera i producenta, Rogera Cormana, którego produkcje były emitowane w telewizji i dystrybuowane w wypożyczalniach kaset VHS. Dla mnie również filmy telewizyjne Joanny są bardzo ważne. Grała w nich przez całe lata 90. i na początku XXI wieku. Zwykle kreowała główne role z bardzo znanymi aktorami. Na przykład z Joan Collins czy z Robem Stewartem, u nas najbardziej znanym z roli w serialu „Żar tropików” oraz Rutgerem Hauerem, z którym spotkała się nie tylko na planie „Ucieczki z Sobiboru”, ale też w późniejszych o kilkanaście lat „Wojownikach”. Wystąpiła też z Martinem Sheenem. A to, że grała na pierwszym planie, świadczy, że amerykański widz musiał ją kojarzyć, bo w tamtym czasie stacje telewizyjne mocno walczyły o to, żeby widz nie przełączył programu. Dlatego produkowały filmy, w których grają znani aktorzy.

 

 

PAP Life: Uważasz, że można powiedzieć, że Pacuła zrobiła karierę w Hollywood?

M.G.: Według mnie tak. Problem polega na tym, że jeżeli mówimy o Joannie Pacule i o jej karierze, to do jakiej innej kariery polskiej aktorki możemy ją porównać? Często oczywiście słyszę, że do Poli Negri. Nie zgadzam się z tym. To były czasy kina niemego, a Joanna Pacuła zaczynała karierę w Stanach w latach 80., gdzie konkurencja była nieporównywalnie większa. Z drugiej strony, jaka inna aktorka tak mocno zakorzeniła się nie tylko w amerykańskiej, ale i światowej kinematografii? Bo Pacuła nakręciła też kilka bardzo popularnych filmów we Włoszech, a w Japonii, z okazji jej przyjazdu na plan „Prywatnych lekcji II”, powstał film dokumentalny. A porównywanie jej kariery do amerykańskich aktorek też jest spisane na niepowodzenie, bo przecież ona startowała z zupełnie innego miejsca i z innymi ograniczeniami. Mam takie poczucie, że w Polsce oczekiwano od Joanny Pacuły rzeczy, których ona nie mogła zrobić, bo nie była w stanie stać się drugą Meryl Streep czy drugą Sharon Stone, które są Amerykankami z perfekcyjnym angielskim z amerykańskim akcentem.

W mojej książce pojawia się termin „aktorka pracująca”, który u nas nie jest popularny. To jest raczej domena amerykańskiego show-biznesu. Aktorka pracująca to aktorka, która pracuje nie na to, żeby być gwiazdą, tylko, żeby grać i utrzymywać się w zawodzie. Naprawdę trudno jest być w Hollywood aktorem pracującym. Jest tam bardzo wielu aktorów bezrobotnych, którzy chociaż mają wykształcenie aktorskie, to w ogóle nie dostają ról. A Joanna Pacuła od swojego hollywoodzkiego debiutu w 1983 roku cały czas była i nadal jest aktywna zawodowo. Miała duży pik w karierze w latach 80., potem jeszcze kilka razy w latach 90., ale przecież prawie nikt nie jest na szczycie non stop. Myślę, że w Polsce nie doceniamy tego, co udało jej się osiągnąć. Trochę z braku wiedzy na temat tych osiągnięć.

Image
Polska 1980. Serial telewizyjny pt. Dom, w reżyserii Jana Łomnickiego. Nz. na planie filmowym aktorka Joanna Pacuła jako Ewa Szymosiuk. Fot. PAP/Jerzy Kośnik
Polska 1980. Serial telewizyjny pt. Dom, w reżyserii Jana Łomnickiego. Nz. na planie filmowym aktorka Joanna Pacuła jako Ewa Szymosiuk. Fot. PAP/Jerzy Kośnik

PAP Life: Trudno mieć taką wiedzę, skoro filmy z jej udziałem do nas nie docierają, a Pacuła od lat nie udziela wywiadów. Zniknęła z polskich mediów na własne życzenie.

M.G.: Nie wiem, czy to na własne życzenie, bo tutaj poruszamy kolejny mit, który funkcjonuje w opowieściach o Joannie Pacule. W 1991 roku udzieliła wywiadu Telewizji Polskiej i po nim była bardzo mocno krytykowana i do dzisiaj zresztą jest, że zapomniała, jak się mówi po polsku. Nie wiem, dlaczego tak się stało, bo obejrzałam ten wywiad wielokrotnie i Joanna mówi tam piękną polszczyzną, choć słychać oczywiście, że ostatnich kilkanaście lat spędziła w USA. Na pewno nie mówi tak, jak twierdzą niektórzy, jakby była Polką w czwartym pokoleniu. Bardzo ją zabolała ta krytyka i w związku z tym w ogóle nie dziwi mnie to, że później nie miała ochoty rozmawiać z polskimi mediami.

PAP Life: Mam wrażenie, że te wszystkie rzeczy spowodowały, że Pacuła nie jest lubiana w Polsce. Nawet radni Tomaszowa Lubelskiego, rodzinnego miasta aktorki, nie zgodzili się przyznać jej tytułu honorowanej obywatelki.

M.G.: To była decyzja radnych, którą niektórzy z nich uzasadniali tym, że za mało zrobiła dla miasta, żeby na to zasłużyć. Trudno mi z tym dyskutować. I nie wiem, co musiałaby zrobić, aby zasłużyć na ten honor. Jestem jednak pewna, że wielu mieszkańców Tomaszowa Lubelskiego, niezależnie od decyzji radnych, czuje dumę z powodu jej sukcesów. Nie wiem, czy Joanna jest nielubiana, ale na pewno jest niezrozumiana. Teraz, przy okazji premiery mojej książki, widzę to jeszcze bardziej. Na przykład po komentarzach na Facebooku, bo zaglądam sobie czasami pod posty w innych mediach, które piszą o mojej książce. Jestem ciekawa, co piszą użytkownicy mediów społecznościowych. I bardzo często odwołują się do tej historii z Czyżewską. Piszą, że Joanna Pacuła zagrała w trzech filmach i zniknęła. Mam poczucie umniejszenia jej dokonań w Polsce.

PAP Life: Z czego to wynika, twoim zdaniem?

M.G.: Myślę, że z niewiedzy na temat tego, co zrobiła i jak jest postrzegana w Hollywood. Ale też z ugruntowania tych mitów, o których rozmawiałyśmy. One nie przedstawiają Joanny Pacuły jako osoby sympatycznej. W jakimś sensie stała się symbolem przerostu ambicji. Przyklejono jej - nie bez satysfakcji - łatkę „niewykorzystanej szansy”. A ona z kolei nie dementuje różnych informacji na swój temat, ani się nie broni. To też ma wpływ.

PAP Life: Dlaczego właściwie zdecydowała się wyjechać z Polski? Po skończeniu PWST w Warszawie jej kariera świetnie się rozwijała. Dostała etat w Teatrze Dramatycznym, dużo grała w filmach.

M.G.: W jednym z wywiadów mówiła, że była wyczerpana. Całe dni miała wypełnione albo planami zdjęciowymi, albo próbami w teatrze, albo nagraniami spektakli telewizyjnych i po prostu potrzebowała odpoczynku. Najpierw wyjechała na krótki urlop do Paryża i tam zastał ją stan wojenny, więc nie mogła wrócić do Polski. No i wszyscy wiemy, co wydarzyło się dalej: pojechała do Stanów i tam otworzyła nowy rozdział swojej kariery filmowej.

Image
Warszawa 1980. Studio Telewizji Polskiej przy ul. Woronicza. Teatr Telewizji, realizacja sztuki Benito Pereza Galdosa pt. Zjawa, w reżyserii Pawła Kędzierskiego, realizacja telewizyjna Barbara Sałacka. Na zdjęciu: Joanna Pacuła jako Helena. Fot. PAP/Maciej Belina Brzozowski
Warszawa 1980. Studio Telewizji Polskiej przy ul. Woronicza. Teatr Telewizji, realizacja sztuki Benito Pereza Galdosa pt. Zjawa, w reżyserii Pawła Kędzierskiego, realizacja telewizyjna Barbara Sałacka. Na zdjęciu: Joanna Pacuła jako Helena. Fot. PAP/Maciej Belina Brzozowski

PAP Life: Jaką rolę w karierze Pacuły odegrał Roman Polański?

M.G.: Na pewno znali się wcześniej. Roman Polański widział Joannę Pacułę w inscenizacjach teatralnych realizowanych w Polsce i był nią zachwycony. Po przyjeździe do Paryża namawiał ją, żeby uczyła się angielskiego. Natomiast jeśli chodzi o jego wpływ na jej obsadzenie w „Parku Gorkiego”, to funkcjonuje taka opowieść, że to on polecił ją Michaelowi Aptedowi, który szukał aktorki do roli Iriny. Natomiast po latach sama Joanna to dementowała. Mówiła, że nie wie do końca, komu ma dziękować za to polecenie. Wspomina o jakimś dziennikarzu z „Newsweeka”.

PAP Life: Wrócę jeszcze do historii znajomości Joanny Pacuły z Elżbietą Czyżewską, która zainspirowała Agnieszkę Holland do napisania scenariusza filmu „Anna”. Pacuła, po przyjeździe do Nowego Jorku na zaproszenie Czyżewskiej, zatrzymała się w jej apartamencie. Po kilku miesiącach znajomość zakończyła się z wielkim hukiem, Czyżewska wyrzuciła rzeczy Pacuły na bruk.

M.G.: Znasz tę historię bardzo dobrze, bo napisałaś książkę o Czyżewskiej („Elka”, Wydawnictwo Literackie, 2012 – red.), w której o tej znajomości opowiadają osoby, które znały obie aktorki. Bez wątpienia ta historia była bardzo filmowa, trochę szekspirowski dramat. Dwie znane aktorki, obie na emigracji, jedna starzejąca się, rozczarowana, że jej kariera zgasła, druga młoda, pełna energii. Konflikt pokoleń, konflikt charakterów, konflikt ambicji. W filmie „Anna” w postać inspirowaną Elżbietą Czyżewską wcieliła się Sally Kirkland, która za tę rolę została nominowana do Oscara, a postać młodej aktorki zagrała Paulina Porizkowa. Myślę, że ta historia budziła emocje.

PAP Life: W latach 90. Elżbieta Czyżewska przyjechała do Polski, zagrała w teatrze, wystąpiła w kilku filmach. Ale jej role nie zostały dobrze przyjęte, rozczarowana wróciła do Stanów. Myślisz, że Joanna Pacuła chciałaby dziś grać w polskich filmach?

M.G.: Na przestrzeni lat pojawiały się propozycje dla Joanny Pacuły z Polski. Miała na przykład wystąpić w „Operacji Samum” Władysława Pasikowskiego, ale jak wiemy, ostatecznie nic z tego nie wyszło. Po rozmowach z kilkoma polskimi reżyserami mam wrażenie, że powrót Joanny Pacuły do Polski mógłby wywołać ekscytację. Ciągle to nazwisko jest rozpoznawalne i na pewno znalazłoby się dla niej miejsce w polskim kinie. Ale wydaje mi się, że pani Joannie do końca na tym nie zależy. Zbudowała swoje życie i swoją karierę w Stanach Zjednoczonych. A jeżeli w Polsce widzi się jej karierę jako pasmo kiepskich filmów, to jaka rola mogłaby ją skłonić do powrotu do polskiej kinematografii? Inna rzecz, że dla aktorek w jej wieku, dziś Pacuła ma 69 lat, nie ma zbyt wielu propozycji. Jej koleżanki ze szkoły - Maria Mamona, Małgorzata Zajączkowska, Grażyna Szapołowska, Laura Łącz - nie grają często w filmach kinowych, a szkoda.

PAP Life: Kiedy pisałam książkę o Czyżewskiej, miałam wrażenie, że jest to opowieść o stracie w wielu wymiarach. Stracie majątku, pozycji, szans, marzeń. Jak postrzegasz historię Joanny Pacuły?

M.G.: Myślę, że to jest historia o gigantycznej determinacji. Zaczynanie właściwie od zera w obcym kraju, bez znajomości języka i ułożenie sobie kariery i życia w takich warunkach świadczy o ogromnej sile. Ale warto też zauważyć, że Joanna Pacuła już na samym początku swojej kariery, i tu w Polsce, i w Stanach, powtarzała, że to nie jest tak, że aktorstwo jest całym jej życiem i że ona jest całkowicie skupiona tylko na tym. Więc chciałabym, żeby to była też historia o spełnieniu i niezrozumieniu.

PAP Life: Gdybyś mogła, jakie pytanie byś jej zadała?

M.G.: Ojej, strasznie dużo pytań. Zaskoczyłaś mnie. Zapytałabym ją, jak bardzo zmieniła się przez blisko pół wieku tamta dziewczyna z Tomaszowa Lubelskiego, która była aktorką warszawską, a stała się światową. (PAP Life)

Rozmawiała Iza Komendołowicz

ikl/ag/ grg/

Joanna Pacuła – aktorka filmowa, telewizyjna, serialowa, która od lat 80. XX wieku mieszka i pracuje w USA. Pochodzi z Tomaszowa Lubelskiego, ukończyła PWST w Warszawie. Po studiach występowała na scenie warszawskiego Teatru Dramatycznego. W grudniu 1981 roku, kiedy w Polsce wprowadzono stan wojenny, przebywała w Paryżu, a następnie wyjechała do USA. Przełomem w jej karierze była rola Iriny w filmie „Park Gorkiego”, za którą otrzymała nominację do Złotego Globu. Mieszka w Los Angeles. Ma 69 lat.

Marta Górna – dziennikarka „Gazety Wyborczej”. Pisze m.in. o kinie i serialach, przeprowadza wywiady z gwiazdami polskimi i zagranicznymi. Prywatnie fanka westernów. Jej książka „Pacuła. Najsłynniejsza Polka na świecie” trafiła do księgarń 25 marca.

Serwisy ogólnodostępne PAP