Kamil Szeptycki o głównej roli w serialu „Morfeusz”: to był skok na bardzo głęboką wodę [WIDEO]
Nowy serial „Morfeusz” opowiada historię młodego prawnika - portretuje go Kamil Szeptycki - który po śmierci brata przejmuje stery rodzinnego gangu. - Nigdy wcześniej nie miałem możliwości zagrania tego typu postaci, a tutaj dodatkowo dochodzi odpowiedzialność głównej roli. (…) Najtrudniejsza w pracy nad tą rolą była konsekwencja w pokazaniu stopniowej przemiany bohatera – przyznaje w rozmowie z PAP Life Szeptycki. Premiera „Morfeusza” - 2 czerwca na platformie SkyShowtime.
Czy nasze życie zapisane jest w genach? I czy nawet wtedy, gdy robimy wszystko, żeby żyć inaczej niż nasi rodzice, to prędzej czy później okazuje się, że jesteśmy do nich podobni? Co sprawia, że podejmujemy dobre lub złe decyzje? Te pytania stawia nowy serial sensacyjny „Morfeusz”, w którym główną rolę, Piotra Leyera, zagrał Kamil Szeptycki.
Piotr jest młodym, utalentowanym adwokatem. Chętnie prowadzi sprawy pro bono. Wydaje się, że ma także poukładane życie prywatne - ma kochającą żonę i dwóch synków. Wszystko zmienia się po brutalnym zabójstwie jego brata, gangstera. Na skutek różnych okoliczności, Piotr zostaje wciągnięty do świata rodzinnej przestępczej organizacji, od którego przez całe życie próbował się odciąć.
– Najtrudniejsza w pracy nad tą rolą była konsekwencja w pokazaniu stopniowej przemiany bohatera. Poznajemy Piotra Leyera jako zwyczajnego faceta, prawnika, ojca, męża. Ale ze względu na to, co go spotyka, przed jakimi decyzjami staje i jakich wyborów musi dokonać, zmienia się w człowieka bezwzględnego, który nie cofnie się przed niczym. Jest bezwzględny, skuteczny, stopniowo przesuwa granice między dobrem i złem. A jednocześnie cały czas wierzy, że robi to wszystko, żeby zapewnić dobrobyt swojej rodzinie i być jak najlepszym wsparciem dla swoich bliskich – mówi PAP Life Szeptycki.
35-letni aktor przyznaje, że stworzenie postaci Piotra było największym wyzwaniem w jego dotychczasowej karierze. - Nie ukrywam, że ta rola to był dla mnie skok na bardzo głęboką wodę. Nigdy wcześniej nie miałem możliwości zagrania tego typu postaci, a tutaj dodatkowo dochodzi odpowiedzialność głównej roli. Jeżeli to się zrobi na pół gwizdka, to nie ma sensu. Cieszę się, że znalazłem w sobie wystarczająco dużo luzu i odwagi, żeby móc się w to rzucić, bo dzięki temu nauczyłem się bardzo wielu rzeczy i wyciągnę z tego wnioski na przyszłość. Dlatego ten projekt jest dla mnie bardzo cenny – podkreśla.
Leyer jest synem gangstera. W serialu wielokrotnie pada pod jego adresem zdanie: „gena nie wydłubiesz”. Zdaniem Szeptyckiego, kwestia genów często nie do końca jest dobrze rozumiana. - Dostajemy od przodków pewien potencjał energetyczny. Ale to, czy ta energia pchnie nas w stronę dobra, czy mroku, zależy już od nas. Piotr przez lata skutecznie budował życie całkowicie odmienne od tego, które prowadził jego ojciec, a później brat. W pewnym momencie, pod presją czasu i zagrożenia bliskich, zgubił po prostu kompas moralny. To nie była kwestia genów, ale złych decyzji podejmowanych automatycznie w newralgicznym momencie życia - uważa Szeptycki.
W "Morfeuszu" jego ojca, dawnego szefa gangu, gra Andrzej Grabowski. Współpraca z jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorów była dla Szeptyckiego cenną lekcją. – Znakomicie mi się grało z panem Andrzejem. Wiadomo, początkowo jest ogromny stres, ponieważ człowiek spotyka się z legendą, którą znał z telewizji i filmów. Byłem jednak zaskoczony jego otwartością i ciekawością drugiego aktora. Jestem mu za to bardzo wdzięczny – podkreśla.
Prywatnie Kamil Szeptycki jest synem aktorki Małgorzaty Szeptyckiej („Lombard. Życie pod zastaw”). Przyznaje, że choć jego mama miała wpływ na jego zainteresowanie teatrem, to jednak wybrał zawód z innych powodów. – Czy zostałem aktorem dzięki mojej mamie? Nie do końca. Chociaż, oczywiście, mama była ogromnie ważnym czynnikiem - to ona zabierała mnie w dzieciństwie do teatru. Ogromne wrażenie robiło na mnie to, że ktoś stoi na scenie, a reszta ludzi siedzi i patrzy na niego, klaszcze. Dla wielu osób, które wybierają aktorstwo, to bardzo częsta motywacja i nie ma w tym nic złego. Ale mnie przede wszystkim zafascynowało to, że na pewien czas umawiamy się, że tworzymy jakąś alternatywną rzeczywistość i wszyscy w tym uczestniczymy. Gasimy światła, gra orkiestra i zapraszamy ludzi w pewną podróż. I to mi się szalenie podoba w tym zawodzie – mówi PAP Life.
Aktor wspomina również swoje pierwsze spotkanie z planem filmowym. – To było w Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu. Patrzyłem, jak moja mama robi jeden z takich pierwszych, większych seriali, które powstawały wtedy w Polsce. Grała tam ('Życie jak poker' – red.) główną rolę. Pamiętam do dzisiaj zapach tamtej podłogi, ponieważ była drewniana, jak to w hali filmowej bywało. I ten zapach utkwił mi w głowie na całe lata. Kiedy niedawno robiliśmy film „Chopin, Chopin!”, w którym grałem, trafiłem do tego miejsca po ponad 30 latach. I ten zapach był dokładnie taki sam jak wtedy. To są takie momenty, które mogą świadczyć o tym, że faktycznie gena nie wydłubiesz – śmieje się.
Szeptycki, którego widzowie mogą kojarzyć z takich seriali jak „Minuta ciszy”, „Matylda” czy „Aż po sufit", przyznaje, że swoją karierę buduje nietypowo. Zamiast planować, czego chce, skupia się na tym, czego... na pewno nie chce. – Konsekwentnie się tego trzymam, choć to trudna droga. Czasem muszę zaryzykować i odrzucić atrakcyjną finansowo ofertę, by nie zamknąć sobie drzwi do ciekawszych projektów. Mimo to jestem bardzo zadowolony z miejsca, w którym się znalazłem – mówi.
"Morfeusz" liczy siedem odcinków. Premiera dwóch pierwszych odcinków - 2 czerwca na platformie SkyShowtime. (PAP Life)
Autorka Iza Komendołowicz
ikl/ag/ grg/