Historia Wilhelma Kubisza. Rodzina wspomina polskiego bohatera
Nie miałam szansy poznać wujka, urodziłam się po jego śmierci. Dopiero po latach uświadomiłam sobie, że zginął na zboczu Monte Cassino, mając zaledwie 24 lata i całe życie przed sobą - powiedziała PAP Hildegarda Chudy, bratanica strzelca z Monte Cassino Wilhelma Kubisza.
Od soboty we Włoszech przebywała delegacja Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Celem wizyty było uczczenie 82. rocznicy bitwy o Monte Cassino oraz odwiedzenie miejsc walk 2. Korpusu Polskiego. W uroczystościach udział wzięli weterani, członkowie rodzin żołnierzy, przedstawiciele organizacji kombatanckich i środowisk polonijnych, harcerze z całej Polski oraz reprezentanci władz państwowych i samorządowych Polski i Włoch. Tegoroczne obchody mają szczególnie międzypokoleniowy charakter. Na Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino rodziny żołnierzy pochowanych na tutejszej nekropolii po raz pierwszy dzieliły się wspomnieniami o bliskich.
Hildegarda Chudy oraz jej córka Dominika opowiedziały PAP historię Wilhelma Kubisza, nazywanego przez bliskich - Wilusiem. Urodził się 13 sierpnia 1920 r. w Drogomyślu na Śląsku Cieszyńskim, jako najstarszy syn Heleny i Jerzego.
Przyszedł na świat w prostym domu na wsi, zakorzenionym w pracy, wierze ewangelickiej i przywiązaniu do ziemi. Miał młodszego brata Józefa oraz siostrę Helenę. Wybuch II wojny światowej przerwał ten trudny, lecz uporządkowany świat. Jak wielu młodych chłopców ze Śląska Cieszyńskiego, został przymusowo wcielony do armii niemieckiej. Jego droga w pierwszych latach wojny nie jest dokładnie znana, jednak ostatecznie znalazł się w szeregach Wojska Polskiego. Walczył jako żołnierz 1. Batalionu Strzelców, wchodzącego w skład 3. Dywizji Strzelców Karpackich, podległej 2. Korpusowi Polskiemu gen. Władysława Andersa. Poległ pod Monte Cassino, pierwszego dnia natarcia.
Nie miałam szansy poznać wujka, urodziłam się dopiero trzynaście lat po jego śmierci, a opowieści o nim docierały do mnie z ust dorosłych, dlatego w mojej wyobraźni jawił się jako ktoś starszy. Dopiero po latach uświadomiłam sobie, że zginął na zboczu wzgórza, mając zaledwie dwadzieścia cztery lata
Dodała, że wie, jakie marzenia mają młodzi ludzie w tym wieku. - Wiem, jakie marzenia miał mój syn, mając 24 lata, chciał studiować, założyć rodzinę. Tego Wiluś nie doświadczył, a podejrzewam, że jak każdy młody człowiek o tym marzył - zaznaczyła.
Opowiadała, że po wojnie przyszły do nich dokumenty informujące, że Wiluś zginął. -
Nie było wiadomo, gdzie i jak jest pochowany. Jego śmierć była ogromnym ciosem i stratą dla mojej babci, mojego taty i cioci. Dopiero w 1994 r., podczas obchodów 50. rocznicy bitwy o Monte Cassino, nad jego grobem stanął mój tata. A teraz ja miałam taki przywilej
Dominika Chudy podkreśliła, że towarzyszą im z jednej strony smutek, bo zginął ich bliski, a z drugiej strony duma, bo walczył za ojczyznę.
- Wspaniale jest być tutaj, uczcić jego pamięć i spędzić czas z weteranami oraz rodzinami, które podobnie, jak my, straciły kogoś na Monte Cassino.
Masyw Monte Cassino wraz ze znajdującym się na wzgórzu klasztorem benedyktynów był w czasie II wojny światowej kluczową niemiecką pozycją obronną na tzw. linii Gustawa, mającą uniemożliwić aliantom zdobycie Rzymu. 18 maja 1944 r. po niezwykle zaciętych walkach zdobył je 2. Korpus Polski dowodzony przez gen. Władysława Andersa. W bitwie zginęło 923 polskich żołnierzy, 2931 zostało rannych, a 345 uznano za zaginionych.
Z Cassino Katarzyna Krzykowska (PAP)
ksi/ dki/ kgr/gn/