O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Maestra Marzena Diakun: orkiestra bywa hydrą o wielu głowach, nieprzewidywalną [WYWIAD]

Orkiestra bywa hydrą o wielu głowach, nieprzewidywalną. Dyrygent wspólnie z nią musi się wznieść ponad wszystko, by stworzyć coś pięknego – mówi dyrygentka Marzena Diakun, która w niedzielę w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej poprowadzi koncert inaugurujący 30. Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena.

Marzena Diakun Fot. Marco Borggreve/diakun.com
Marzena Diakun Fot. Marco Borggreve/diakun.com

PAP: Hasło festiwalu brzmi: „Beethoven. Przełom klasycyzmu i romantyzmu”. Jak pani je odczytuje? Jakie odbicie może ono znaleźć w sposobie interpretacji IX Symfonii, która otwiera festiwal?

Marzena Diakun: IX Symfonia Beethovena to przedwiośnie romantyzmu; jego początki. Materiał muzyczny osadzony jest jeszcze w klasycyzmie, ale treść utworu nasyca głęboka emocjonalność. I choć pierwsze beethovenowskie symfonie należą do klasycyzmu, to jednak już pojawia się w nich napięcie emocjonalne. Z czasem rozwija się, staje się bardziej intensywne, subiektywne, dramatyczne. Dochodzi do przełamywania konwencji. I co najważniejsze, Beethoven stał się wielką inspiracją dla kompozytorów przyszłych epok, w tym właśnie romantyzmu.

Odwołam się do przykładu z własnego warsztatu - ostatnio wykonywałam I Symfonię Antona Brucknera, skomponowaną przez niego wkrótce po tym, jak usłyszał Dziewiątą Beethovena. Sama się do siebie uśmiecham, gdy widzę, jak wiele kwestii, nawet technicznych, dotyczących budowy, formy jest podobnych. Wielu kompozytorów symfoników dążyło do tego, aby właśnie stworzyć dziewięć symfonii na wzór Beethovena. Śmiało można nazwać Beethovena postacią przełomu.

A moje podejście, odczytanie utworu? Będzie dwustronne. W dzisiejszych czasach powstało wiele zespołów muzyki dawnej, grających na dawnych instrumentach. Dzięki tym instrumentom wykonania zyskują bardzo soczystą, głęboką nutę. Z jednej strony zamierzam pójść w tym kierunku, ale skoro w orkiestrze symfonicznej mamy zespół współczesnych instrumentów, to nastąpi zapewne mikst, połączenie technik dawnych, XIX-wiecznej tradycji wykonywania i współczesności. Myślę, że będziemy czerpać z wielu możliwych kierunków i inspiracji.

Więcej

Plakat 46. Przeglądu Piosenki Aktorskiej Fot. materiały prasowe
Plakat 46. Przeglądu Piosenki Aktorskiej Fot. materiały prasowe

Święto muzyki we Wrocławiu. Rusza 46. Przegląd Piosenki Aktorskiej

PAP: Zanim dyrygent stanie przy pulpicie, musi wykonać solenną pracę, poznać dzieło, jego tkankę muzyczną, historię, ideę, powinien też mieć pomysł na interpretację utworu.

M.D.: Dzieło muzyczne trzeba poznać z wielu stron, pod kątem teorii, historii, wykonania. Należy się do niego zbliżyć poprzez znajomość biografii kompozytora oraz czasów, w których żył i tworzył. Wszechstronne podejście do poznania utworu muzycznego to nieustająca nauka.

Dobrze jest też wychwytywać związki pomiędzy twórczością poszczególnych kompozytorów. Wskazany przeze mnie przykład Brucknera też o tym mówi; skomponował on bowiem swoje pierwsze symfonie, wzorując się właśnie na IX Symfonii Beethovena. Takie spotkania w czasie są ważne - kto czyją twórczość znał, z czyjego dorobku chętnie czerpał, a kim się tylko delikatnie inspirował.

Beethoven był jednostką indywidualną. Tradycja klasycyzmu była mu znana, znał też muzykę rówieśników. Ale był inny, osobny. Przede wszystkim miał wielki dar, talent „kosmiczny”. Może dlatego śmiało przełamywał konwencje, a jego nowatorstwo stało się podstawą dla romantycznych kompozytorów.

PAP: Jak się pani czuje przy pulpicie latami zarezerwowanym dla mężczyzn dyrygentów?

M.D.: Dawniej stykałam się z opinią, że dyrygentura to zawód mało kobiecy. Teraz tego raczej nie widzę. Ale jako artysta podróżujący wiem, że niezależnie od tego, czy dyrygentem jest silny mężczyzną, czy kobieta, to trudy wykonywania zawodu są takie same. I tak jak muzycy, instrumentaliści, soliści dzielimy je na podobnych zasadach.

Bardzo ważna jest w tej sytuacji pewna wewnętrzna dyscyplina. Żyjemy na walizkach, hotele są naszym domem, kuchnią bywa restauracja. Higieny życia musimy się nauczyć. Zadbanie o kondycję fizyczną jest ważne, ale często zauważamy to wtedy, gdy coś zaczyna zawodzić. W szkołach nas nikt nie uczy, jak sobie z tym radzić. Po koncercie czas na odnowienie sił jest na ogół krótki - samolot o czwartej, piątej rano i dalej w trasę.

PAP: Jak pani dba więc o kondycję?

M.D.: Lubię ćwiczenia fitness, to najlepszy relaks i sposób budowania kondycji. Kiedy studiuję partytury, a trwa to najczęściej całymi dniami, spędzonymi na siedząco, to wymykam się na rower - rozładowuję napięcia, przewietrzam głowę. Podobnie dobrze działa na mnie praca w ogrodzie. Mam swój dom i ogród, a czas w nim spędzony jest bezcenny.

PAP: Halina Rodzińska, żona wybitnego dyrygenta, który prowadził najsłynniejsze orkiestry w Stanach Zjednoczonych Artura Rodzińskiego, w książce „Nasze wspólne życie” opisuje, że zawsze towarzyszyła mężowi podczas koncertów, np. czekała w garderobie ze świeżą koszulą. Czy pani ktoś pomaga?

M.D.: Kiedyś pewna pani polityk mi powiedziała w sekrecie, że chciałaby mieć żonę, która by jej przygotowywała garsonki.

Ja najczęściej podróżuję sama. Jestem jednak pod opieką agencji muzycznej i mam bardzo dobrą panią menedżer, która mi zawsze towarzyszy. Ona jest muzykiem i podczas prób czy koncertów jest bardzo pomocna. Dba też o całą logistykę „podróżującej dyrygentki”.

PAP: Wyróżniono panią Paszportem „Polityki” w 2016 r. za „błyskotliwy rozwój osobowości i kariery dyrygenckiej, mimo wszelkich trudności”. Jakie trudności stawały pani na drodze?

M.D.: Dyrygenci, tak jak inni artyści, muszą mieć niebywałą chęć i upór w dążeniu do wybranego celu. Nie mogą się zrażać potknięciami, bo te zdarzają się każdemu. Istotna jest wola walki i pragnienie, aby pokazać światu, „co nam w duszy gra”, niezależnie od tego, czy się rzeźbi, maluje, występuje w teatrze lub prowadzi się orkiestrę.

Z jednej strony każdy artysta ma chęć ekspresji, wyrażenia siebie, z drugiej pozostaje cała sfera organizacji życia, szukania angaży - bo przeważnie jesteśmy freelancerami. Ale w tym wszystkim najważniejsze, aby się rozwijać, nie spocząć na laurach, nie być beztrosko zadowolonym z osiągnięć.

Image
Laureatka Paszportu Polityki 2016 w kategorii "muzyka poważna" dyrygentka Marzena Diakun podczas 24. gali rozdania nagród, w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie Fot. PAP/Leszek Szymański
Laureatka Paszportu Polityki 2016 w kategorii "muzyka poważna" dyrygentka Marzena Diakun podczas 24. gali rozdania nagród, w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie Fot. PAP/Leszek Szymański

Krok po kroku dobrze jest dbać o rozwój. Kiedy wybierałam ten zawód, byłam zachwycona, że cały czas będę obcować z muzyką. Okazało się, że chodzi przede wszystkim o to, jak się tą muzyką dzielić, jak ją przekazywać. Praca z orkiestrami to kontakt z dużymi zespołami, osobowościami, doświadczonymi i wrażliwymi jednostkami, które podczas koncertu tworzą jeden organizm. I chcąc im przekazać swoje idee, trzeba się nauczyć specjalnych komunikatów, niekoniecznie werbalnych. Uczę się pracować z ludźmi.

Najważniejsze w tym zawodzie jest na serio podejście do siebie - wciąż musimy się starać zmieniać, kształtować. I to też odnosi się do ludzi, z którymi pracujemy. Musimy być giętcy i mieć wyczucie czasów, w których działamy.

PAP: Dyrygent, stojąc przy pulpicie, ma przed sobą orkiestrę, a za plecami publiczność. Jak pani odczuwa to „bycie pomiędzy”?

M.D.: W tej sytuacji występuje według mnie sprzężenie zwrotne: od orkiestry płynie muzyka, energia, a od słuchaczy ich wrażenia, reakcje. Prowadząc koncert, dyrygent wie, czy orkiestra funkcjonuje jak dobrze zestrojony instrument, i odbiera też sygnały od publiczności: czy koncert spodobał się lub przeciwnie - rozczarował słuchaczy.

Można jednak powiedzieć, że orkiestra - ten jeden instrument - bywa też hydrą o wielu głowach, nieprzewidywalną. Trzeba wyczuć różne osobowości w orkiestrze i przeciągnąć muzyków na swoją stronę. Orkiestra to zbiór osobowości artystycznych, ale to też ludzie, którzy mają swoje życie prywatne, swoje sprawy, domy, dzieci, mandaty do zapłacenia. Ważne, aby wspólnie wznieść się ponad wszystko i stworzyć coś pięknego.

Więcej

Oprowadzanie dla mediów po nowych wystawach Julie Mehretu "Kairos / Wariacje duchologiczne", Maria Jarema "Pęknięty modernizm" i Minh Lan Tran "Rdzeń" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Fot. PAP/Rafał Guz
Oprowadzanie dla mediów po nowych wystawach Julie Mehretu "Kairos / Wariacje duchologiczne", Maria Jarema "Pęknięty modernizm" i Minh Lan Tran "Rdzeń" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Fot. PAP/Rafał Guz

Jarema... Jaremianka... Kobieta awangarda!

PAP: Czy zdarzyło się pani skonfrontować z artystą, który nie wpisał się w jedność orkiestry?

M.D.: Bywa tak, że jedna osoba potrafi wpłynąć na kształt całego zespołu. Trzeba być wyczulonym i uważnym, umieć rozbroić taką indywidualność.

PAP: Zapewne na próbach.

M.D.: Oczywiście. Dyrygent wchodzi wtedy w rolę psychologa. Bywa jednak różnie. Nie ze wszystkimi zespołami mam świetną chemię. Czasami jest dobrze, a niekiedy nienajlepiej. Reagujemy różnie i jeśli nie jesteśmy w stanie się do siebie dopasować, to zagramy, podziękujemy sobie i raczej nie będziemy się więcej widzieć. Chociaż zdarza się, że próbujemy jeszcze raz.

PAP: Była pani główną dyrygentką Paryskiej Orkiestry Kameralnej, Orkiestry Madryckiej, prowadziła pani Orkiestrę Symfoniczną w Tuluzie. Lista jest efektowna i długa. Obecnie, w sezonie 2026-2027, obejmuje pani stanowisku głównego dyrygenta Orkiestry Filharmonii Reńskiej w Koblencji. Podobno korzenie tej orkiestry sięgają XVII w.

M.D.: Większość niemieckich orkiestr ma długie tradycje. Orkiestra Filharmonii Reńskiej jest doskonale zgranym zespołem, są świetni technicznie, mają duży potencjał. Układamy właśnie repertuar i kalendarz koncertów. Miło mi się tam pracuje. Ciekawe jest to, że jako Orkiestra Reńska mamy dużo koncertów w regionie, ale również w pobliskiej Szwajcarii.

Następne pięć lat - taki mam angaż - zapowiada się bardzo ciekawie.

PAP: Ma pani też doświadczenie pedagoga. Czy są chętni do studiowania dyrygentury?

M.D.: Coraz więcej osób chce studiować dyrygenturę, ale niewielu ma rozeznanie, czym jest ten zawód. Młodzi ludzie, zapatrzeni w komputery, smartfony, oglądają fragmenty koncertów i na tej podstawie wyrabiają sobie pogląd na temat dyrygowania.

A zawód dyrygenta wymaga dojrzałości. Po pięciu latach studiów pracuje się z orkiestrami mającymi długą historię, z doświadczonymi muzykami w różnym wieku. Zdarza się, że młody człowiek z dyplomem po raz pierwszy dyryguje na przykład III Symfonię Beethovena, a orkiestra, którą prowadzi, wykonywała to dzieło setki razy. Niezbędne jest pewne doświadczenie życiowe, rozsądek, mądrość. Troska o równowagę psychiczną i fizyczną.

Więcej

Wystawa rysunków Zdzisława Beksińskiego. Fot. PAP/Łukasz Gągulski
Wystawa rysunków Zdzisława Beksińskiego. Fot. PAP/Łukasz Gągulski

Wystawa rysunków Zdzisława Beksińskiego w Nowohuckim Centrum Kultury w Krakowie

PAP: Jak to się stało, że dziewczyna z Koszalina tak szybko zdobyła salony muzyczne Europy? Czy w pani domu rodzinnym były tradycje muzyczne?

M.D.: Oboje z bratem poszliśmy do szkoły muzycznej. Rodzice nie są muzykami, ale kochają muzykę, od zawsze mieli abonamenty do Filharmonii Koszalińskiej. Bywają na koncertach brata, który gra w orkiestrze, podróżują też za mną. Od zawsze są melomanami. Kiedy rodzice zaprowadzili mnie jako małą dziewczynkę na pierwszy koncert, po prostu pokochałam filharmonię, świat dźwięków.

Moja ścieżka do sal koncertowych jednak trochę trwała. Już blisko 25 lat jestem w zawodzie. Zaczynałam od małych orkiestr w małych miastach, potem były większe orkiestry w większych miastach. A po międzynarodowych konkursach dyrygenckich - Praskiej Wiośnie w 2007 i IX Międzynarodowym Konkursie dla Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga w 2012 - otworzył się dla mnie rynek czeski, słowacki, później niemiecki. Działo się powolutku, nie były to od razu Himalaje.

PAP: Maestro Jerzy Maksymiuk był pani nauczycielem?

M.D.: Z panem Jerzy Maksymiukiem miałam pierwszy kontakt jako studentka. Maestro przyjechał do Filharmonii Koszalińskiej, a ja koniecznie chciałam być na próbach, które prowadził z orkiestrą, przysłuchiwać się, porównywać z partyturami. Byłam szczęśliwa, gdy zgodził się na moją obecność. Pamiętam, gdy na ostatniej próbie powiedział do mnie: „A ty bądź gotowa”.

Na występ Jerzego Maksymiuka poszłam razem z rodzicami. Podczas koncertu pomiędzy jedną i drugą symfonią Mozarta maestro powiedział: „Tu na sali jest młoda osoba, która bywała na moich próbach. Chciałbym, aby ona poprowadziła tę symfonię”. I wywołał mnie z publiczności. Stanęłam przy pulpicie i zaczęłam dyrygować w bardzo szybkim tempie. Nigdy się tak nie gra. Ale, gdy pałeczkę przejął ponownie Jerzy Maksymiuk – dyrygował jeszcze szybciej. A ja zapamiętałam jego słowa - „bądź gotowa”.

Rozmawiała Anna Bernat (PAP)

Marzena Diakun (ur. 1981) to dyrygentka, która zdobyła międzynarodową renomę m.in. dzięki współpracy z Filharmonikami Radia Francuskiego. Laureatka nagród w konkursach dyrygenckich w Katowicach i Pradze, finalistka konkursu im. Lutosławskiego. Absolwentka Akademii Muzycznej we Wrocławiu oraz uczelni w Wiedniu, gdzie kształciła się pod kierunkiem Uroša Lajovica.

Była asystentką Andrzeja Borejki i Richarda Rosenberga, a także stypendystką Boston Symphony Orchestra w Tanglewood. Współpracowała z licznymi orkiestrami w Europie i USA; w Polsce m.in. z NOSPR i Filharmonią Narodową. Jest wykładowczynią Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

30. Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena trwa od 22 marca do 3 kwietnia. Polska Agencja Prasowa jest patronem medialnym wydarzenia.

abe/ miś/ ał/

Zobacz także

  • Magdalena Cielecka. Fot. PAP/Paweł Supernak
    Magdalena Cielecka. Fot. PAP/Paweł Supernak

    Magdalena Cielecka i Kasia Lins prowokują nowym teledyskiem

  • Anna Jantar. Fot. PAP/CAF - Ryszard Okoński
    Anna Jantar. Fot. PAP/CAF - Ryszard Okoński

    46 lat temu Anna Jantar zginęła w katastrofie lotniczej [WIDEO]

  • Matera Fot. Adobe Stock/rudi1976
    Matera Fot. Adobe Stock/rudi1976

    Włoska Matera na jeden wrześniowy weekend stanie się stolicą disco

  • Neil. Sedaka. Fot. PAP/ EPA/PAUL BUCK
    Neil. Sedaka. Fot. PAP/ EPA/PAUL BUCK

    Zmarł Neil Sedaka. Król rock'n'rolla zasłynął przebojami „Stupid Cupid” i „Oh! Carol”

Serwisy ogólnodostępne PAP