Mateusz Damięcki: dziś Starski mógłby być królem Tindera [WYWIAD, WIDEO]
Kiedy przychodziłem na plan, starałem się w kuluarach, jeszcze przed wejściem przed kamerę „rozpędzać” i być trochę taki jak Starski. Dużo mówiłem, opowiadałem anegdoty, starałem się brylować. Prywatnie czułem w tym jakiś fałsz i nie do końca było mi z tym dobrze – mówi PAP Life Mateusz Damięcki, który w nowej ekranizacji „Lalki” wciela się w postać Kazimierza Starskiego.
PAP Life: Jaka była twoja pierwsza myśl, kiedy dostałeś propozycję zagrania Kazimierza Starskiego?
Mateusz Damięcki: Kiedy zadzwonił do mnie pan producent z propozycją zagrania w „Lalce”, to w zasadzie dopiero później zacząłem się zastanawiać, kogo w ogóle będę grał. Najbardziej podobał mi się pomysł, że w ogóle będę w tej „Lalce”. A jak dowiedziałem się już, że będzie to Kazimierz Starski, to bardzo się ucieszyłem. „Lalkę” czytałem wielokrotnie i zawsze zdawałem sobie sprawę, że to jest człowiek, który w tej powieści stanowi bardzo mocną przeciwwagę dla głównego bohatera, czyli Stanisława Wokulskiego. Miałem stuprocentową pewność, że przy montażu jego nie uda się wyciąć (śmiech). Wiedziałem też, że Starski jako symbol ohydnego świata polskiej arystokracji w końcu XIX wieku będzie napisany grubą, czarną kreską, że musi być charakterystyczny. To, że jest fircykiem, bawidamkiem, że ma taki, a nie inny charakter, również było dla mnie ogromną zachętą, żeby zmierzyć się z tą postacią. Zawsze marzyłem, żeby grać w filmach kostiumowych i kilka razy udało mi się to marzenie spełnić. Ale wiadomo, im dalej w las, tym więcej drzew i człowiek ma ochotę na więcej. W „Lalce” mam 16 kostiumów i 14 scen, za każdym razem przed wejściem na plan siedziałem przez dwadzieścia, trzydzieści minut w papilotach, bo Starski ma loczki. Żyć nie umierać (śmiech).
PAP Life: „Lalka” jest powieścią, którą kolejne pokolenia czytają na nowo. Gdyby Starski żył dzisiaj, to według ciebie, kim mógłby być? Influencerem, youtuberem, celebrytą, królem Tindera?
M.D.: Mógłby być i youtuberem, i królem Tindera, i na pewno celebrytą. Celebryci znani są z tego, że są znani. Starski to taki człowiek, który przynajmniej nie wstydzi się tego, jaki jest, i nie oszukuje, że taki nie jest. Myślę, że łatwo było mi obronić tego bohatera. Szukając jego motywacji do działania, wspomagałem się oczywiście powieścią Prusa, z której dowiedziałem się wiele nie tylko na jego temat, ale przede wszystkim o całym środowisku, z którego się wywodzi. Ci ludzie nie mieli żadnych skrupułów, banda okropnych nierobów przekonanych, że wszystko im się należy. Ale nie nazwałbym Starskiego czarnym charakterem czy złym człowiekiem. Po prostu był taki, jaki był i ktoś musiał go zagrać.
PAP Life: Czy dziś Starski byłby bardziej podziwiany, czy krytykowany?
M.D.: Starski na pewno byłby krytykowany przez niektórych, a podziwiany przez swoich, tak było zawsze i tak będzie.
PAP Life: Stanisław Wokulski rozczarowany zachowaniem Izabeli, mówi: „Kobiety zawsze będą wolały takich jak Starski”. Coś w tym jest, bo kobiety lubią bad boyów, a przewidywalni, spokojni mężczyźni jak Wokulski ich nudzą.
M.D.: Nie mam zielonego pojęcia, co kobiety widzą w takich Starskich. Nie sądzę, żeby gdyby sytuacje się odwróciły, ja bym był w stanie zwrócić uwagę na kobietę pokroju Starskiego. W pewnym sensie dziwię się Wokulskiemu, że tak bardzo zależy mu na Izabeli Łęckiej. Ten wątek miłosny zawsze będzie nas wszystkich interesował. Izabela Łęcka troszkę przypomina Starskiego w kobiecym wydaniu.
PAP Life: Mógłbyś się z nim zaprzyjaźnić?
M.D.: Nie wydaje mi się, żeby ze Starskim można było się zaprzyjaźnić. Przyjaźń wymaga pewnego rodzaju empatii z obu stron i skupienia uwagi czasem na kimś innym niż tylko na sobie. A Starski jest człowiekiem w stu procentach wpatrzonym w siebie, któremu zależy wyłącznie na własnych profitach. Z jednej strony to postać koszmarna, ale z drugiej ciekawa do zagrania.
PAP Life: Chyba każdy z nas ma jakąś ciemną stronę, chociaż nie lubimy się do niej przyznawać. Bywamy czasem próżni, egoistyczni. Znalazłeś w sobie jakąś cząstkę Starskiego?
M.D.: Kiedy przychodziłem na plan, starałem się w kuluarach, jeszcze przed wejściem przed kamerę „rozpędzać” i być trochę taki jak ten człowiek. Dużo mówiłem, opowiadałem anegdoty, starałem się brylować. Prywatnie czułem w tym jakiś fałsz i nie do końca było mi z tym dobrze. No cóż, każdy ma inny styl. Styl Starskiego jest na pewno bardzo dynamiczny i absorbujący, ale to jego przekonanie o swojej wielkości na pewno mnie, Mateuszowi Damięckiemu jest dość odległe.
PAP Life: W poprzednich ekranizacjach „Lalki”, Starskiego grali Andrzej Łapicki, Roman Wilhelmi. Czy kreując swojego Starskiego, szukałeś inspiracji w tamtych ekranizacjach czy wręcz przeciwnie?
M.D.: Znałem oczywiście poprzednie adaptacje, bo na nich się wychowałem. Ale po pierwszym momencie takiego lekkiego paraliżu, że trzeba będzie skonfrontować się z tymi wielkimi ekranizacjami, zdałem sobie sprawę, że to jest nowa „Lalka”, nowy świat, nowy czas. Użyję takiego porównania. Przyjechał pociąg, stoję na dworcu, trzeba wejść do tego pociągu, bo jak nie wejdę do niego, to pociąg odjedzie, a ja zostanę na peronie. A nie jestem człowiekiem, który lubi stać i czekać na peronie. Bardzo szybko zrozumiałem, że nie ma sensu się porównywać, bo to, co powstało, już powstało i ma swoich zwolenników. My tworzymy nową historię, nową rzeczywistość. Oczywiście inni będą porównywać naszą „Lalkę” do tych poprzednich. Ile głów, tyle zdań, każdy ma prawo do własnej interpretacji, do własnej oceny, o gustach się nie dyskutuje.
PAP Life: „Lalka” opowiada o końcu pewnego świata i początku nowego. Teraz jesteśmy w podobnym momencie historii.
M.D.: „Lalka” jest powieścią uniwersalną i kontekst czasowy, kontekst wydarzeń powoduje, że jest bardzo wiele momentów w historii Polski, w których moglibyśmy tę historię umieścić. „Lalka” zaczyna się, gdy Wokulski po latach wraca z wojny i wchodzi do sklepu, którym podczas jego nieobecności zajmował się Rzecki. Trudno jest nie znaleźć do tego rymu wobec dzisiejszych czasów. Chodzi tu o zagrożenie, o niepokój na arenie europejskiej, światowej. W tym filmie, w książce, tak jak w życiu, również chodzi o pieniądze. Na szczęście również chodzi o miłość. Tylko pytanie, co dla kogo jest najważniejsze.
PAP Life: W czasach „Lalki” podziały klasowe były bardzo wyraźnie, przejście z klasy niższej do wyższej było praktycznie niemożliwe. Dziś teoretycznie klas nie ma, ale przecież często żyjemy w swoich bańkach, do których nie dopuszczamy osób z innych środowisk, o innych poglądach.
M.D.: Wydaje mi się, to jest uniwersalna prawda, że te klasy były, są i będą. Tak zbudowany jest świat, tak zbudowane jest społeczeństwo. Był taki moment w naszej historii, kiedy obowiązywał ustrój, który chciał nas wszystkich uczynić równymi i wszyscy wiemy, że bardzo źle się to skończyło. Pozwólmy więc tej rzece sobie płynąć i przede wszystkim pilnować siebie. Wydaje mi się, że w każdej klasie, na każdym poziomie i w każdej dziedzinie można być uczciwym. Bardzo wiele zależy od miejsca, w którym się wychowaliśmy i tutaj obłudne byłoby udawać, że tak nie jest, ale z drugiej strony dużo zależy od nas samych i od tego, ile pracy włożymy w to, żeby być tam, gdzie jesteśmy. (PAP Life)
Rozmawiała Iza Komendołowicz
Mateusz Damięcki pochodzi z wielopokoleniowej rodziny aktorskiej. W 2004 ukończył aktorstwo w Akademii Teatralnej w Warszawie. Debiutował w wieku 5 lat w widowisku muzycznym „Pastorałka” w warszawskiej Sali Kongresowej. Popularność przyniosła mu rola Cezarego Baryki w „Przedwiośniu”. W dorobku ma kilkadziesiąt ról filmowych i serialowych. Ostatnio zagrał pierwszoplanowe role w dwóch częściach „Furiozy”, „Prostej sprawie” i „Piekle kobiet”. Występuje także na deskach teatralnych. Ma 44 lata, jest ojcem Franciszka i Ignacego. „Lalka”, w której wcieli się w postać Kazimierza Starskiego, wchodzi do kin 30 września.
ikl/mdn/moc/