O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Mateusz Damięcki: kiedyś też byłem idealistą [WIDEO]

W jednej z pierwszych scen mój bohater przychodzi do kabaretu na spotkanie z Julianem Tuwimem, z którym moja babcia widywała się w jednym z warszawskich teatrów. Oglądali razem próby, w których uczestniczyły inne aktorki, potem rozmawiali. Także z tych osobistych względów praca przy „Piekle kobiet” była dla mnie piękną podróżą do przeszłości, którą znałem z opowieści mojej babci – powiedział PAP Life Mateusz Damięcki, który gra jedną z głównych ról w nowym serialu HBO Max. Jego premiera – w piątek.

PAP Life: Pamiętam naszą rozmowę sprzed kilku lat, kiedy mówiłeś, że jesteś obsadzany głównie w rolach miłych chłopców w koszulach w kratę. A potem przyszła rola Goldena w „Furiozie” Cypriana Olenckiego, która zmieniła twój wizerunek i zacząłeś dostawać inne propozycje. W „Piekle kobiet” grasz męża głównej bohaterki - wyjątkowo nieprzyjemnego typa. Kreowanie takich bohaterów jest dla ciebie ciekawsze?

Mateusz Damięcki: Wydaje mi się, że „Furioza” nie tyle zmieniła mój wizerunek, co z pewnością, wzbogaciła go. Mam nadzieję, że nie zapomniałem tego wszystkiego, co potrafiłem wcześniej i nadal będę mógł zagrać miłych chłopaków w koszulach w kratę. Aktorsko chyba nic gorszego nie mogłoby mnie spotkać jak to, że teraz będę grał wyłącznie bohaterów spod ciemnej gwiazdy i nie wrócę już nigdy do tego uśmiechniętego chłopaka. Lubię różnorodność, więc chciałbym, żeby to cały czas falowało. Jeżeli chodzi o Maksa Wróblewskiego z „Piekła kobiet”, to nie wiem, czy on jest taki obrzydliwy i zły. Myślę, że trzeba spojrzeć na niego w trochę bardziej obiektywny sposób. Maks nie jest bohaterem, z którego wszyscy będą zadowoleni. On jest po prostu facetem, który w tamtych czasach robi to, co wówczas robili niemal wszyscy mężczyźni.

Image
Fot. materiały prasowe
Fot. materiały prasowe

PAP Life: To znaczy?

M.D.: Ponieważ ma władzę, to z niej korzysta i buduje otaczający go świat. „Piekło kobiet” dzieje się w 20-leciu międzywojennym, kiedy byliśmy zaraz po odzyskaniu niepodległości po 123 latach zaborów. Ówczesny świat był bardzo militarny, bardzo niebezpieczny, wymagał twardej, silnej ręki. Męskiej ręki. W polityce nie było kobiet - z nielicznymi wyjątkami. Zresztą prawie w ogóle nie było ich w życiu publicznym. Polki prawo wyborcze uzyskały zaledwie kilka lat wcześniej, w 1918 roku. Kobiety były w alkowie i w buduarze, na parkietach sal balowych, były na salach porodowych, rodząc dzieci, były w kuchni, przygotowując jedzenie dla swoich mężów.

Nie mogłem wymagać od Maksa, żeby wyszedł na środek i powiedział: „Dosyć, od teraz wszystkie kobiety będą miały takie same prawa, jak my, mężczyźni, którzy od setek, w zasadzie od tysięcy lat, trzymamy ten świat w swoich rękach”. Maks uważa, że gdyby dopuścić kobiety do władzy to wszystko by się zawaliło. Takiego świata uczył go jego ojciec, wcześniej jego ojca uczył jego dziad. I tak on będzie uczył swojego syna. Mógłbym spojrzeć na swojego bohatera i powiedzieć, że to był kawał drania. Ale, z drugiej strony, zadajmy sobie pytanie: co mógł zrobić? Nie możemy oczekiwać od zwyczajnego, przeciętnego człowieka, żeby był bohaterem. Tylko niektórzy mogą nimi być. Poza tym, w „Piekle kobiet” miejsce dla prawdziwego bohatera już zostało zarezerwowane. To Emil Heckmann, grany przez Huberta Miłkowskiego. Młody lekarz, idealista, który czuje, ufa i kocha, nie wchodzi w politykę. Każda epoka ma takich ludzi. Sam kiedyś byłem idealistą.

Więcej

Zobacz galerię (10)
Zdjęcia z filmu "Piekło kobiet" - Agata Turkot. Fot. Warner Bros. Discovery/materiały prasowe
Zdjęcia z filmu "Piekło kobiet" - Agata Turkot. Fot. Warner Bros. Discovery/materiały prasowe

Agata Turkot: wciąż czuję się bardziej jak dziewczyna niż kobieta [WYWIAD]

PAP Life: Kiedy straciłeś złudzenia? W „Piekle kobiet” pada kwestia: „Pełno doktorów Judymów na studiach, potem gdzieś znikają”.

M.D.: Mam nadzieję, że ze względu na to, że jestem aktorem i człowiekiem wrażliwym, nadal tego idealizmu troszeczkę we mnie zostało. Ale cóż, mam już sporo doświadczenia w tym moim życiu i trudno nie zauważyć, jak wygląda rzeczywistość. Nie będę się siłował z nosorożcem, którym jest otaczający świat. Oczywiście chciałbym żyć w idealnym świecie, żeby to wyglądało inaczej. Chciałbym, żeby ludzie po obejrzeniu „Piekła kobiet” kulturalnie zaczęli ze sobą rozmawiać na temat potrzeb uciemiężonych grup społecznych. Chciałbym, żeby mężczyźni przyznali się w głębi duszy i swojego sumienia, że tak naprawdę nadal są brutalni i stosują różne rodzaje formy przemocy wobec kobiet. Że niezauważanie tego u innych też jest grzechem. Chciałbym, żeby ludzie zaczęli się zastanawiać, czy nadal wypada mówić, że jest to płeć piękna i słaba, bo wielu mężczyzn na to dictum mogłoby się obrazić. Sam uważam, że równie dobrze mógłbym być przedstawicielem płci pięknej. Moja żona czasem mówi mi, że jestem piękny… No OK, staram się nie tracić poczucia humoru, mimo że dotykamy tak ciężkich tematów.

PAP Life: Wierzysz, że kino może wywołać debatę społeczną?

M.D.: Kultura od zawsze miała taką moc, a popkultura ma dzisiaj jeszcze większe możliwości. Jeżeli coś jest fajne, atrakcyjnie opakowane, a podprogowo niesie ze sobą poważny przekaz, to ma szanse stać się modne, popularne i siłą rozpędu sprowokować do zadania pytań, refleksji, dyskusji. Tak, mam nadzieję, że „Piekło kobiet” coś zmieni. Przecież w pewnych kwestiach, jako społeczeństwo, nadal tkwimy we wstydliwym bezruchu, zanurzeni w betonie.

PAP Life: W „Piekle kobiet” bogaci, wpływowi mężczyźni traktują kobietę jak przedmiot, który mogą używać do woli i czują się absolutnie bezkarni. Kiedy dziś słyszymy o aferze Epsteina, nasuwa się refleksja, że dalej tak jest.

M.D.: Niestety tak, cóż mogę na to odpowiedzieć? Myślę, że jest bardzo wiele mechanizmów naprawczych, które zostały już dawno wymyślone. Ale gdyby konsekwentnie zostały wdrożone i gdybyśmy wspólnie pilnowali, żeby to respektować, to być może udałoby nam się zniwelować niektóre nierówności. Ot, choćby gender equality (równość płci – red.), czyli jeden z 17 celów zrównoważonego rozwoju, które są propagowane i wdrażane przez UNGC - United Nations Global Compact. Czyli jedną z agend ONZ-u, która mówi, że wdrażając konkretne dyrektywy, moglibyśmy choćby doprowadzić do tego, żeby zrównać płace mężczyzn i kobiet w tych samych sektorach i na tych samych stanowiskach. Są już do tego odpowiednie narzędzia. Ale choć może się to wydawać absurdalne, nadal są tacy, którzy nie uznają tej idei za sprawiedliwą. Nie wiem, co musi się stać, żeby wszyscy wreszcie zrozumieli, że każdy ma prawo domagać się własnych praw.

Image
Fot. materiały prasowe
Fot. materiały prasowe

PAP Life: Politycy i ci z prawa, i z lewa chętnie wykorzystują prawa kobiet w walce o władzę.

M.D.: Nie będę w tej chwili wchodził w analizę naszej sceny politycznej i tego, jakie programy mają poszczególne ugrupowania. Jednak bez względu na wyznawane ideały, jestem pełen podziwu dla wszystkich silnych, walczących kobiet, nawet tych bardzo skrajnie oceniających to, co dziś się dzieje w Polsce. I nieważne, czy się z nimi zgadzam czy nie - ideologicznie, politycznie, światopoglądowo. Jeśli krzyczą i zwracają na siebie uwagę, to przynajmniej jestem pewien, że nie brak im odwagi, aby bronić swoich ideałów, żeby mówić rzeczy niepopularne, narażając się na ogromną krytykę przeciwników. Uważam, że nie mam prawa oceniać tych kobiet.

PAP Life: Ostatnio też mówi się o kryzysie męskości. Uważasz, że współcześni mężczyźni czują się zagrożeni?

M.D.: Myślę, że ten układ, biorąc pod uwagę, że trwa od setek, tysięcy lat, jest dla wielu po prostu wygodny. Na rewolucję nikt nie jest gotowy, więc chwała wszystkim krzyczącym, że próbują rozsadzić go od środka. Uważam, że jeżeli ktoś krzyczy, to nawet kultura osobista wymaga, żeby zadać takiej osobie pytanie: „Czego chcesz?”. A nie tylko powiedzieć: „Zamknij się i wyjdź”. Najczęściej odpowiedź jest taka: „Krzyczę, bo nikt nie słucha, jak mówię”. Jeżeli znowu kobiety muszą krzyczeć, to znaczy, że coś jest na rzeczy. Panowie, dla mnie to jest obciach. Nie można być prawdziwym mężczyzną, nie słuchając drugiego człowieka. Wydaje mi się, że tracimy dużo ze swojej męskości, doprowadzając do takich sytuacji, z jakimi się obecnie spotykamy.

Więcej

Krystyna Janda Fot. PAP/Radek Pietruszka
Krystyna Janda Fot. PAP/Radek Pietruszka

Krystyna Janda: im więcej rozumiem, tym bardziej tęsknię za Andrzejem Wajdą

PAP Life: Jesteś feministą?

M.D.: Kiedyś nawet ktoś tak o mnie powiedział. Chciałbym być tak nazwany, ale nie wiem, czy nie jestem za tchórzliwy na to, żeby sprostać oczekiwaniom feministek, jak ten świat z ich punktu widzenia powinien wyglądać. Po prostu uważam, że nie wolno ograniczać praw innych ludzi i należy słuchać, jeśli mówią, że coś im się nie podoba.

PAP Life: Kobiety miały duży wpływ na ciebie?

M.D.: Mogę powiedzieć, że zawdzięczam im wszystko. Mama mnie urodziła i wychowała. Moja siostra, Matylda - chociaż jest młodsza - w pewnym sensie też mnie wychowała, ponieważ wyjaśniła mi, jak patrzy na to, co ją otacza i czego potrzebuje, co otworzyło mnie na kobiecy punkt widzenia. Babcia Irena Górska-Damięcka przekazała mi, jak wyglądał świat, w którym żyła, opowiedziała o spuściźnie, którą dziedziczę. Babcia była też głównym nośnikiem informacji na temat męskiej linii mojej rodziny. Opowiedziała mi o dziadku Dobiesławie Damięckim.

PAP Life: Irena Górska była przedwojenną aktorką, a „Piekło kobiet” przenosi nas w środowisko przedwojennych artystek kabaretowych. Dla ciebie to była osobista wycieczka w przeszłość?

M.D.: W jednej z pierwszych scen mój bohater przychodzi do kabaretu na spotkanie z Julianem Tuwimem, z którym moja babcia widywała się w jednym z warszawskich teatrów. Oglądali razem próby, w których uczestniczyły inne aktorki, potem rozmawiali. Także z tych osobistych względów praca w „Piekle kobiet” była dla mnie piękną podróżą do przeszłości, którą znałem z opowieści mojej babci. Ale wracając do wypowiedzi o kobietach w moim życiu… oczywiście jest jeszcze moja żona Paulina, z którą współtworzymy naszą i naszych dzieci rzeczywistość. Staramy się wychowywać synów na mądrych, odważnych, sprawiedliwych i wrażliwych mężczyzn. Otwierać im oczy na to, że stereotypizacja - ty jesteś babą, więc będziesz robić to, a ty jesteś facetem, więc powinieneś robić tamto - nie powinna mieć miejsca.

Image
Fot. materiały prasowe
Fot. materiały prasowe

PAP Life: „Piekło kobiet” to kolejna produkcja kostiumowa, w której bierzesz udział. Granie w kostiumie to chyba niezła frajda?

M.D.: Dla mnie granie przed kamerą zawsze jest dobrą zabawą. Kocham to, co robię, a tym bardziej jeżeli chodzi o kino kostiumowe. To jest taki ukłon w stronę tej naszej historii, którą zawsze się interesowałem, ukłon w stronę moich przodków. To jest dodatkowy argument, żeby coś takiego zrobić. A już otaczanie się pięknymi, szlachetnymi rekwizytami, granie w pięknych kostiumach to jest sama radość. Dom, który w serialu jest domem Wróblewskich, to piękna, modernistyczna willa, prawdziwe dzieło sztuki. Już samo przebywanie w takim miejscu sprawiło nam wszystkim ogromną przyjemność. Zwłaszcza w czasach, kiedy najłatwiej jest kupić coś plastikowego, zużyć i wyrzucić. Kiedyś przywiązywano wagę do szczegółów, przestrzegano zasad, a ja bardzo lubię do tych zasad wracać. (PAP Life)

Rozmawiała Iza Komendołowicz

ikl/ ag/ ał/

Mateusz Damięcki ma 44 lata. Pochodzi z wielopokoleniowej rodziny aktorskiej. Jego dziadkowie ze strony ojca, Irena Górska-Damięcka i Dobiesław Damięccy, byli przedwojennymi aktorami. Na ten zawód zdecydowali się też ojciec Maciej, młodsza siostra Matylda, stryj Damian i kuzyn Grzegorz. W 2004 roku ukończył Akademię Teatralną w Warszawie. Popularność przyniosła mu rola Cezarego Baryki w „Przedwiośniu” (2001) Filipa Bajona. Ma w dorobku kilkadziesiąt ról w filmach i serialach. W „Piekle kobiet” (premiera na HBO Max - 6 marca) zagrał Maksa Wróblewskiego, głównego męskiego bohatera. Jego żoną jest tancerka, choreografka i pedagożka, Paulina Andrzejewska, z którą ma syna i córkę.

Zobacz także

  • Pomnik Juliusza Cezara. Zdj. ilustraccyjne. Fot. aliberti/Adobe Stock
    Pomnik Juliusza Cezara. Zdj. ilustraccyjne. Fot. aliberti/Adobe Stock

    Juliusz Cezar bohaterem serialu telewizyjnego

  • Kamil Stoch Fot. PAP/Grzegorz Momot
    Kamil Stoch Fot. PAP/Grzegorz Momot

    Pożegnalny sezon Kamila Stocha tematem serialu dokumentalnego

  • Plakat Gildii Scenarzystów Polskich. Fot. Gildia Scenarzystów Polskich/Facebook
    Plakat Gildii Scenarzystów Polskich. Fot. Gildia Scenarzystów Polskich/Facebook

    Ogłoszono nominacje do 4. Nagród Gildii Scenarzystów Polskich [GALERIA]

  • Daniel Radcliffe. Fot. PAP/EPA/CAROLINE BREHMAN
    Daniel Radcliffe. Fot. PAP/EPA/CAROLINE BREHMAN

    Radcliffe o obsadzie serialu o Harrym Potterze: pozwólcie im robić swoje

Serwisy ogólnodostępne PAP