Nepal: wojna na Bliskim Wschodzie katastrofą dla turysytki
Turyści z państw Zachodu masowo odwołują rezerwacje w Nepalu w szczycie sezonu trekkingowego. Wojna USA i Izraela z Iranem zmusza Nepalczyków do szukania pracy poza turystyką, a wielu zgadza się na obniżki wynagrodzeń. Lukę na rynku mają wypełnić turyści z Azji, którzy wydają jednak mniej niż Europejczycy i Amerykanie.
Kasimsaha Fakir co chwilę spogląda nerwowo w stronę ulicy prowadzącej do placu królewskiego w Bhaktapurze, w dolinie Katmandu. Kiedy para z Niemiec pojawia się w pobliżu bramy z budką biletową, rusza w ich stronę. Razem z nim idzie czwórka innych przewodników.
- To jest moja legitymacja, tylko tysiąc rupii za trzy godziny - mówi do starszego turysty, pokazując legitymację, wydaną przez władze miasta Bhaktapur. Tysiąc rupii to ledwie 24 zł. - Znam piękny Bhaktapur jak własną kieszeń, mieszkam na placu Taumadhi - zapewnia.
Świątynia na placu Taumadhi góruje nad starym miastem, zbudowanym z czerwonej cegły i pełnym kamienic o drewnianych, kunsztownie zdobionych wykuszach. Szerokie ulice dają miastu oddech, w przeciwieństwie do gęsto zabudowanego Katmandu. Sklepy z pamiątkami i kawiarnie zgodnie dzielą przestrzeń ze zwykłymi sklepami, gdzie mieszkańcy robią codzienne zakupy.
- Jest ciężko. Mamy mało turystów od czasu wojny w Iranie - mówi PAP 40-letni Fakir. - Są dni, gdy nie mam pracy. Nie rozumiem, dlaczego my tutaj w Nepalu mamy cierpieć za wojnę w Iranie. Po co Ameryka zaczęła tę wojnę? - pyta, kręcąc głową.
Było 10 tys. turystów, jest 210
Według najnowszych danych Nepalskiej Izby Turystyki, w kwietniu br. przyjazdy turystów z Europy, w porównaniu do kwietnia 2025 r., spadły o niemal jedną trzecią. Jeszcze gorzej jest z turystami z USA - tylko 210 Amerykanów przyjechało do Nepalu w kwietniu 2026 r. w porównaniu do ponad 10 tys. w kwietniu ubiegłego roku.
Mężczyzna nie kryje rozczarowania. - Przecież to szczyt sezonu trekkingowego! - mówi, gdy turyści z Niemiec przechodzą dalej. - Chyba trzeba zająć się czymś innym - rzuca.
Pracę zmienił Nima Sherpa, który pochodzi z Solokhumbu, południowej części dystryktu, gdzie znajduje się najwyższy szczyt świata, Mount Everest. - Po tym, gdy agencja trekkingowa odwołała mi trzecią grupę, zatrudniłem się jako tragarz. Noszę teraz sprzęt do bazy pod Everestem dla grup wspinaczkowych - tłumaczy w rozmowie z PAP.
Wyjaśnia, że nie ma za bardzo wyboru. - Przecież nie będę siedział z założonymi rękami i czekał aż sytuacja się poprawi. A wypraw na Everest nie odwołano - opowiada.
Niemal 30-letni mężczyzna od kilku lat nie pracował już jako tragarz, ale przewodnik górski. Przyznaje, że to ciężka praca i trudno wrócić do noszenia nawet 40- lub 50-kilogramowych pakunków na takiej wysokości.
- Jakoś sobie poradziłem. Właśnie urodziła mi się córka i zrobię dla niej wszystko - dodaje. Sherpa przyznaje, że musiał wyprosić pracę tragarza w jednej z agencji organizującej wyprawy. Ta nawet zażyczyła sobie części jego zarobków jako prowizji. Zaznacza, że to obecnie nagminna praktyka.
Nima wolałby już wyjechać do pracy w regionie Zatoki Perskiej, jak wielu jego znajomych z Solokhumbhu. Jednak z tym jest jeszcze trudniej, ponieważ na Bliskim Wschodzie wybuchła wojna. Przyjaciel Nimy z jego rodzinnej wioski dzwonił z Kataru, że wysłano go na bezpłatny urlop. Oczywiście nie mógł od razu wrócić do Nepalu. - Zresztą, woli przeczekać wojnę. Mówił, że teraz dla mnie nie ma tam pracy - tłumaczy Nima.
Źle, jak w czasach Covidu
- Jeszcze nie jest tak źle, jak w czasie Covidu - mówi PAP Akka Lama, który prowadzi sklep w centrum Thamelu, turystycznej dzielnicy Katmandu. Lama sprzedaje inkrustowane złotem zwoje - thanki, malowidła Buddy i mandale, które służą buddystom do medytacji. Thanki w sklepie Lamy kupują głównie zagraniczni turyści.
- Rzeczywiście mam niższy obrót o mniej więcej jedną trzecią, a czynsze na Thamelu są astronomiczne - tłumaczy Lama, który ma dwa sklepy w turystycznej dzielnicy Katmandu, gdzie praktycznie nie mieszkają już miejscowi. Thamel to same sklepy, restauracje, hotele i puby.
- Sytuację stopniowo poprawiają chińscy turyści - zauważa. - Chyba musimy liczyć bardziej na zagranicznych turystów z sąsiednich krajów, takich jak Indie i Chiny, bo powrót Europejczyków i Amerykanów może potrwać długo - dodaje.
Dziennik „Kathmandu Post” podaje, że w szczycie sezonu w Pokharze, która leży nad jeziorem Phewa w regionie Annapurny, turyści z Europy i USA odwołali 30-40 proc. rezerwacji hotelowych, a wiele pozostałych jest zawieszonych. Pięciogwiazdkowy hotel Pokhara Grande ma obecnie 50 proc. obłożenia zamiast 80 proc. jak w poprzednim roku.
- Ratują nas goście z Indii - tłumaczy w rozmowie z PAP Ram Poudel, właściciel biura podróży w Pokharze. - To jest jednak trudny klient, który mocno się targuje i płaci sporo mniej niż zachodni turyści - podkreśla, dodając, że przed wojną w regionie Zatoki Perskiej większość jego klientów pochodziła z Europy i USA.
Lukę na rynku wypełniają również nepalscy turyści. Mieszkający w Katmandu Ramesh Shrestha skorzystał wraz z żoną z promocji i dodatkowego dnia wolnego w niedzielę. Rząd liczy na oszczędności na paliwie w administracji publicznej i przedłużonego weekendu. Dotychczas w Nepalu wolna była tylko sobota.
Shrestha opowiada, że położony na szlaku trekingowym wokół Annapurny Muktinath, z popularną wśród wyznawców hinduizmu świątynią, jest oblegany przez turystów. - Tam trudno o miejsce w hotelu. W większości są to indyjscy turyści na zorganizowanej pielgrzymce, ale również Nepalczycy - potwierdza Poudel.
Niestety, jego zdaniem, to za mało, by pokryć straty wywołane wojną na Bliskim Wschodzie. - Możliwe, że turyści nie wiedzą, że mogą lecieć do Nepalu przez Indie i Turcję, omijając Zatokę Perską - zastanawia się Ram Poudel, który przyznaje, że bilety lotnicze drożeją.
Według dziennika „Kantipur” ceny biletów na Bliski Wschód, w tym do Dubaju, który jest ważnym lotniskiem przesiadkowym dla Europejczyków, kosztują dwa razy więcej niż przed wojną. W samym Nepalu paliwo lotnicze zdrożało o blisko 100 proc.
- Nie wygląda to wszystko dobrze. Wszyscy czekamy na koniec wojny - kończy Poudel.
Z Katmandu Paweł Skawiński (PAP)
pas/ rtt/