Anna Fotyga: najbliższe tygodnie pokażą, czy Kreml wybierze drogę dyplomacji czy eskalację agresji

2022-01-14 06:51 aktualizacja: 2022-01-14, 07:34
Anna Fotyga. Fot. PAP/Marcin Gadomski
Anna Fotyga. Fot. PAP/Marcin Gadomski
Po rozmowach w Genewie, Brukseli i Wiedniu najbliższe tygodnie dadzą odpowiedź, czy Kreml wybierze drogę dyplomacji, czy też zdecyduje się na eskalację agresji. Zachód zachował jedność - mówi w rozmowie z PAP europosłanka Anna Fotyga (PiS).

PAP: W tym tygodniu odbyły się rozmowy rosyjsko-amerykańskie dotyczące bezpieczeństwa i Ukrainy, rozmowy NATO-Rosja, a także posiedzenie w formacie OBWE. Czy przyniosły przełom?

Anna Fotyga: Rozmowy nie mogły przynieść przełomu, gdyż stawiane przez Rosję żądania i towarzyszące im działania, głównie wokół Ukrainy, ale także ukierunkowane na podważanie bezpieczeństwa całego regionu Europy Środkowej i Wschodniej, trudno określić inaczej niż szantaż. (Prezydent Rosji Władimir) Putin doskonale wie, że propozycje zgłoszone w grudniu w projektach dwóch traktatów są nieakceptowalne, są powrotem do sytuacji nie sprzed 2014 roku, nawet nie sprzed 1997, a wręcz do czasów zimnej wojny sprzed czasów konferencji helsińskiej. Rosja stawia warunki, łamiąc jednocześnie szereg własnych zobowiązań i kluczowych zasad prawa międzynarodowego, na których oparte jest europejskie bezpieczeństwo. Dlatego prowadząca rozmowy w imieniu Stanów Zjednoczonych zastępca sekretarza stanu Wendy Sherman określiła takie żądania jako "non-starters", czyli warunki, które nie mogą być brane pod uwagę do rozpoczęcia poważnego dialogu.

Działania Rosji należy postrzegać w szerszej perspektywie, wówczas możemy dostrzec pewną konsekwencję i koncepcję, która już była realizowana w naszym regionie w poprzednim stuleciu. Sądzę, że w wielu stolicach dostrzeżona została powaga sytuacji, istnieje świadomość, w jakim kierunku zmierza rosyjska polityka. Ostatni tydzień wskazał, iż kolektywny Zachód zachował jedność. Było to szczególnie widoczne podczas formalnej prezentacji stanowisk w czasie obrad Rady NATO-Rosja.

PAP: Co te rozmowy oznaczają dla Ukrainy? Czy udało się oddalić perspektywę konfliktu na wschodzie tego kraju?

A.F.: To był tydzień dyplomacji. Po oficjalnych rozmowach w Genewie, Brukseli i Wiedniu najbliższe tygodnie dadzą odpowiedź, czy Kreml wybierze drogę dyplomacji, czy zdecyduje się na eskalację agresji. Kolektywny Zachód powiedział jasno to, co jest zapisane w Karcie Narodów Zjednoczonych czy Akcie końcowym Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie: nie ma powrotu do koncepcji stref wpływów. To wolne narody decydują o sojuszach i swojej przyszłości. Trzydziestu sojuszników NATO, prezentując swoje stanowiska, mówiło jednym głosem.

Także minister (spraw zagranicznych Polski) Zbigniew Rau podczas posiedzenia Rady Stałej OBWE i prezentacji priorytetów polskiego przewodnictwa jasno stwierdził, iż wypełnianie zobowiązań i prawa międzynarodowego jest kluczowe dla stabilności i pokoju w Europie. Wracając do Pana pytania, to nie powinniśmy mówić o konflikcie na wschodniej Ukrainie, a o kolejnym etapie rosyjskiej agresji na ten kraj. Sposób koncentracji wojsk rosyjskich wokół Ukrainy świadczy, iż zagrożenie nie dotyczy tylko wschodniej części naszego sąsiada. Jeżeli intencją Kremla było rozbijanie jedności kolektywnego Zachodu, to zakończona właśnie runda dyplomatyczna pozwoliła na konsolidację stanowiska, manifestację jedności i wsparcia dla ważnych partnerów, w tym sensie w moim najgłębszym przekonaniu stanowi pozytywny sygnał. Trzeba jednak pamiętać, iż w tle rozmów dochodzi do konkretnych działań Kremla i innych autorytarnych reżimów eskalujących napięcia.

PAP: Czy NATO wysłało jasny sygnał Moskwie w kwestii Ukrainy i ewentualnego rozszerzenia Sojuszu?

A.F.: Polityka otwartych drzwi jest jednym z fundamentów Sojuszu, zapisanym w artykule 10 Traktatu Północnoatlantyckiego. Drzwi Sojuszu pozostają otwarte, co zostało wielokrotnie jasno potwierdzone, także w tym tygodniu, nie tylko w stosunku do Ukrainy i Gruzji, ale także Finlandii i Szwecji. O członkostwie w Sojuszu decydują wyłącznie same zainteresowane państwa oraz wszyscy sojusznicy. Co ważne, bezpieczeństwo w ramach NATO było i pozostaje niepodzielne. Sojusz nie akceptuje członkostwa obniżonej kategorii, o co zabiega Moskwa.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

dsk/