65 lat temu porwano i zabito syna Bolesława Piaseckiego. Tragedia związana z teorią "Czarnej Wołgi"

2022-01-22 08:07 aktualizacja: 2022-01-23, 07:55
Bohdan Piasecki. Fot. Twitter/Historia Fotografią Pisana
Bohdan Piasecki. Fot. Twitter/Historia Fotografią Pisana
65 lat temu, 22 stycznia 1957 r., sprzed warszawskiego liceum św. Augustyna został uprowadzony uczeń tej szkoły – Bohdan, syn Bolesława Piaseckiego. Tajemnicze zniknięcie i śmierć syna jednego z najbardziej wpływowych i kontrowersyjnych polityków PRL pozostaje niewyjaśnione.

W roku 1957 Bolesław Piasecki był uważany za najbogatszego „przedsiębiorcę” socjalistycznej Polski. Przedwojenny przywódca jednego z odłamów ruchu narodowo-radykalnego i oficer Armii Krajowej, więzień NKWD, został lojalnym współpracownikiem nowego reżimu. W 1945 r. rozpoczął wydawanie tygodnika „Dziś i Jutro”, a dwa lata później powołał Stowarzyszenie „PAX”. Do tego momentu działania Piaseckiego były względnie pozytywnie oceniane przez Episkopat Polski. Później on i jego otoczenie zostali uznani za środowisko, którego celem jest rozbicie jedności Kościoła.

Od 1949 r. wokół „PAX” Piasecki tworzył największe niepaństwowe przedsiębiorstwo w PRL. Wytwórnia Inco-Veritas zajmowała się m.in. produkcją środków chemicznych, a Instytut Wydawniczy „Pax” prowadził szeroką działalność, wydając publikacje religijne, filozoficzne i historyczne. Instytucje kontrolowane przez Piaseckiego zapewniały utrzymanie wielu weteranom AK i działaczom narodowym, którzy nie mogliby liczyć na zatrudnienie w instytucjach i przedsiębiorstwach państwowych. „PAX” kontrolował także warszawskie liceum św. Augustyna (dziś już nieistniejące).

Odwilż przyniosła osłabienie pozycji politycznej Piaseckiego i jego imperium. Związał się ze stalinowską frakcją „natolińczyków”, która przegrała w grze o władzę w październiku 1956 r. Skłoniło to część działaczy „PAX” (m.in. Tadeusza Mazowieckiego) do zorganizowania własnego środowiska katolików świeckich. Społeczna niechęć do „Bola” była powszechna. Tuż po październiku 1956 r. studenci warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych ustawili na dziedzińcu swej uczelni szubienicę, na której powiesili kukłę przywódcy PAX. Dopiero na początku stycznia 1957 r. Piasecki został przyjęty przez Gomułkę, który zapewnił go, że powstrzyma ataki na PAX i nie będzie sprzeciwiał się dalszej rozbudowie stowarzyszenia i jego przedsiębiorstw. Był to jeden z wielu sygnałów wygaszania odwilży i sprzymierzania się Gomułki z częścią dawnych stalinowców.

Zdaniem historyków trudno przesądzić, czy postawa polityczna Piaseckiego miała wpływ na dramatyczne wydarzenia z ostatnich dni stycznia 1957 r. W rozmowie z Polską Agencją Prasową autor biografii Bolesława Piaseckiego prof. Antoni Dudek wątpi, by porwanie Bohdana Piaseckiego miało związek z postawą jego ojca w 1956 r. „Szukałbym innych motywów tej zbrodni. Piasecki miał wielu wrogów, ludzi, którzy mieli do niego pretensje o działania jako lidera +Falangi+, Konfederacji Narodu, Uderzeniowych Batalionów Kadrowych. Porwanie Bohdana mogło być przejawem zemsty” – zauważa prof. Dudek.

Tuż przed godziną czternastą 22 stycznia 1957 r. Bohdan, najstarszy, szesnastoletni syn Piaseckiego, wraz z trzema kolegami wyszedł z budynku liceum św. Augustyna przy ul. Naruszewicza 32. Wszyscy podążali w stronę Puławskiej. Po drodze zostali zatrzymani przez dwóch mężczyzn. Jeden z nich stanął za ich plecami, drugi zapytał, który z uczniów to Bohdan Piasecki. Ten sam mężczyzna pokazał chłopcu wyjęte z teczki dokumenty i wspólnie wsiedli do oczekującej obok taksówki. Koledzy Bohdana zapamiętali numer samochodu Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego, który ruszył w stronę śródmieścia. Zdarzenie obserwował też pracownik położonego obok kiosku. Gdy rozpoczęto poszukiwania, MPT twierdziło, że wśród ich aut nie ma oznaczonego takim numerem. Jeszcze tego samego dnia jeden z pracowników PAX przypadkiem odnalazł ten pojazd na Nowym Świecie, a następnie doprowadził do jego zatrzymania przez milicję.

Tuż po szesnastej Bolesław Piasecki otrzymał wiadomość od porywaczy, którzy telefonicznie zażądali przekazania okupu w wysokości 100 tys. zł. Dla porównania warto dodać, że średnia pensja wynosiła w tamtym czasie ok. 1200 zł. Kolejne szczegóły zawierał list przesłany do jednego z warszawskich urzędów pocztowych. Piasecki w ciągu 24 godzin, dzięki kredytowi uzyskanemu dla wydawnictwa PAX, zebrał całą potrzebną kwotę. Dwa dni później porywacze ponownie skontaktowali się z Piaseckim. Powiedzieli, aby jeden z pracowników PAX następnego dnia rano wyszedł z domu z okupem i jelenimi rogami jako znakiem rozpoznawczym. Przekazanie okupu miało nastąpić w kawiarni „Kameralna” na Foksal. Wysłannikiem Piaseckiego był ks. Mieczysław Suwała, były kapelan jednego z oddziałów AK na Kresach i prefekt liceum św. Augustyna. Do godz. 13:30 przebywał w „Kameralnej”. Wówczas w kawiarni zadzwonił telefon. Porywacze zażądali, aby udał się do domu w alei Na Skarpie. Na jego strychu w pudełku po zapałkach umieścili kolejną instrukcję. Ks. Suwała miał jechać w okolice mostu średnicowego na praskim brzegu Wisły. Tam odnalazł but należący do Bohdana, ale brakowało jakichkolwiek dalszych wskazówek.

Wieczorem Piasecki ponownie otrzymał telefon. Kolejna instrukcja znajdowała się na drzwiach kościoła parafii św. Andrzeja na Mirowie. Napisano w niej, że kwota okupu wzrosła do 200 tys., ponieważ Piasecki poinformował o porwaniu milicję. Wieczorem 27 stycznia porywacze skontaktowali się ze związanym z PAX pisarzem Janem Dobraczyńskim. Następnego dnia przedstawiciele Piaseckiego mieli oczekiwać w jego mieszkaniu na przybycie łącznika porywaczy, który miał odebrać okup. Był to ostatni z nimi kontakt. W mieszkaniu Dobraczyńskiego nikt się nie zjawił. W opinii prof. Antoniego Dudka fakt niezgłoszenia się porywaczy po okup, mimo iż Piasecki chciał go zapłacić, podważa kryminalny motyw uprowadzenia.

Milicji i samemu Piaseckiemu pozostało badanie wątku taksówki. Okazało się, że jej kierowcą był Ignacy Ekerling, były żołnierz armii Berlinga, a po wojnie kierowca zatrudniony m.in. w Żydowskim Instytucie Historycznym. Zeznawał, że porywacze poprosili go o kurs w okolice szkoły św. Augustyna, a następnie zawiózł ich, wraz z Bohdanem, do miejsca w pobliżu gmachu sądów przy alei Świerczewskiego (dziś „Solidarności”).

W kamienicy naprzeciw sądów, po niemal dwóch latach, znaleziono ciało porwanego. Zeznania pracownika pobliskiego kiosku nie pokrywały się z zeznaniami Ekerlinga. Według jego słów taksówka miała oczekiwać w tym miejscu znacznie dłużej, niż twierdził kierowca. Kioskarz utrzymywał również, że Ekerling wysiadał z samochodu wraz z pasażerami.

Ekerling jest jedną z najbardziej tajemniczych postaci związanych z porwaniem Bohdana Piaseckiego. W listopadzie 1956 r. złożył dokumenty niezbędne do uzyskania zezwolenia na wyjazd do Izraela. Paszport odebrał trzy dni po porwaniu Bohdana. Milicja uprzedziła go o zakazie opuszczania kraju. Mimo to 4 kwietnia 1957 r. podjął próbę wyjazdu. Został zatrzymany i wrócił do pracy w MPT. Później w jego mieszkaniu odnaleziono szkice okolicy liceum św. Augustyna. Został aresztowany i niemal natychmiast zwolniony, po postawieniu zarzutów udziału w porwaniu. Nigdy nie doszło do jego procesu. W listopadzie 1959 r. akt oskarżenia został wycofany na polecenie Władysława Gomułki i Zenona Kliszki. Powodem miał być „ważny interes państwa”.

Według dr. hab. Patryka Pleskota, autora książki „Zabić. Mordy polityczne w PRL”, na decyzję Gomułki pewne światło rzuca także zapis w dzienniku Mieczysława F. Rakowskiego, który zrelacjonował na jego kartach rozmowę z Antonim Alsterem, wysoko postawionym „puławianinem” pochodzenia żydowskiego i ważnym funkcjonariuszem resortu bezpieczeństwa. Alster mówił o dążeniu do zniszczenia Bolesława Piaseckiego: „Jest to facet ambitny, który kiedy tylko może, ciosa nam kołki na głowie. Jego organizacja ma 120 mln rocznego obrotu. Dla nas faktycznie jest bezużyteczna. Chcieliśmy, aby to był wrzód na d… [Stefana – przyp. red.] Wyszyńskiego, a tymczasem uplasował się na naszym tyłku. Nikt jednak nie ma odwagi go przeciąć”.

Wątek zemsty politycznej na Piaseckim jest jednym z najczęściej rozważanych przez historyków, ale odrzuca go m.in. prof. Dudek. Argumentuje, że ten sposób dokonania ataku na Piaseckiego nie pasuje do „kultury politycznej” elit politycznych PRL. Jego zdaniem należy zwrócić uwagę raczej na fakt powiązania porywaczy i ich współpracowników z Urzędem Bezpieczeństwa. Po 1956 r. stracili swoją dotychczasową pozycję, ponieważ kadry bezpieki zostały zredukowane o 2/3. „Ci ludzie musieli znaleźć sobie nową przyszłość. Mogli próbować urządzić się za pieniądze Piaseckiego, ale jest to hipoteza niemożliwa do udowodnienia, bo w tej sprawie niczego nie możemy powiedzieć z całą pewnością” – podkreśla historyk.

W kolejnych miesiącach Piasecki otrzymywał propozycje otrzymania informacji o swoim synu w zamian za gratyfikację finansową. Prawdopodobnie byli to naciągacze. Sam Piasecki próbował też prowadzić prywatne śledztwo i stale naciskał na MSW, aby milicja zintensyfikowała działania. Dochodzenie było prowadzone bardzo nieudolnie. W jego trakcie zaginęła taśma, na której nagrano głos jednego z porywaczy. „To może wskazywać na chronienie porywaczy przez funkcjonariuszy MSW” – zauważa prof. Dudek. W jego opinii wskazuje na to także niemal udana próba wyjazdu z Polski Ignacego Ekerlinga.

Przełom nastąpił dopiero pod koniec 1958 r. 8 grudnia hydraulicy dokonujący przeglądu instalacji w piwnicy kamienicy przy Świerczewskiego 88A dokonali makabrycznego odkrycia. W jednym z zamkniętych pomieszczeń leżały zwłoki Bohdana Piaseckiego. Przyczyną śmierci były obrażenia głowy. W pierś chłopca wbito kilkunastocentymetrowy nóż. Oględziny ubrania, które nie nosiło śladów długiego użytkowania, wskazywały, że Bohdana zamordowano wkrótce po porwaniu. Został pochowany na warszawskich Powązkach. Na tablicy grobowca Piaseckich napisano: „Bardzo dobre i kochane dziecko nasze”.

Do końca życia Bolesław Piasecki próbował wyjaśnić zagadkę śmierci syna. Nadzieje na dotarcie do prawdy powróciły w połowie lat sześćdziesiątych. Wydawało się, że Gomułka nie musi już liczyć na poparcie towarzyszy partyjnych pochodzenia żydowskiego, którzy mogli być zamieszani w porwanie. Zachowane dokumenty MSW wskazują na podjęcie wówczas przez milicję i SB wielu działań, również z wykorzystaniem zaawansowanych technik operacyjnych. Śledztwo nie przyniosło jednak jakichkolwiek efektów.

W 1966 r. w izraelskim dzienniku „Maariv” ukazał się artykuł „Zabójcy syna polskiego polityka żyją w Izraelu”. Dziennikarze określali Piaseckiego jako „polskiego nazistę” i sugerowali, że dowodzone przez niego oddziały partyzanckie w latach 1942–1944 mordowały ludność żydowską. Zabicie syna lidera PAX interpretowano jako zemstę za tamte zbrodnie. Oprawcami Bohdana mieli być Żydzi pracujący jako kierowcy UB i SB. W ramach wciąż trwającego śledztwa planowano wówczas zwrócenie się do izraelskiego rządu z prośbą o wyjaśnienia. Zerwanie stosunków dyplomatycznych z Izraelem w 1967 r. pokrzyżowało te zamiary. „Wiemy, że przynajmniej jedna z osób zamieszana w porwanie rzeczywiście wyjechała do Izraela. Z PRL chcieli wyjechać wszyscy, którzy brali udział w porwaniu. Pamiętajmy jednak, że hipoteza zemsty polskich Żydów nie była najbardziej sensacyjna. Krążyły też plotki o upozorowaniu porwania, aby wzbudzić wśród opinii publicznej współczucie i wzmocnić swoją pozycję polityczną. Jeszcze bardziej kuriozalna teoria mówiła o porwaniu jego syna przez wywiad sowiecki, aby podbudować pozycję ich agenta w polskim życiu politycznym” – dodaje prof. Dudek.

Po dwudziestu latach od śmierci syna, na początku 1977 r., Piasecki zwrócił się do I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka z prośbą o ponowne wszczęcie śledztwa. Przywódca partii odpowiedział, że decyzja zależy od Biura Politycznego, które okazało się nieprzychylne prośbie szefa PAX. Była to ostatnia próba wyjaśnienia tej zbrodni. Bolesław Piasecki zmarł w noc sylwestrową, nad ranem 1 stycznia 1979 r.(PAP)

https://dzieje.pl/

Autor: Michał Szukała

kgr/